EPOXY

poniedziałek, 31 października 2011

Wideo promujące album "Statek miecz"

Wydawnictwo Le Lombard zaprezentowało zapowiedź wideo najnowszego albumu "Thorgala", który na rynku franko-belgijskim będzie miał swoją premierę 4 listopada. Filmik można obejrzeć tutaj.

Wideo promujące album "Raissa"

Wydawnictwo Le Lombard zaprezentowało zapowiedź wideo pierwszego albumu  cyklu "Louve", który na rynku franko-belgijskim będzie miał swoją premierę 4 listopada. Filmik można obejrzeć tutaj.

sobota, 29 października 2011

Tytuł pierwszego albumu "Młodości Thorgala"

Na odwrocie okładki pierwszego albumu serii "Louve" widnieje zapowiedź pierwszego albumu trzeciej serii wchodzącej w skład "Światów Thorgala", czyli "Młodości Thorgala" ("La jeunesse de Thorgal"). Jego tytuł to "Trzy siostry Minkelsonn" ("Les trois soeurs Minkelsonn").

piątek, 28 października 2011

Finał konkursu "Thorgal. Dziecko z gwiazd"

Prawidłową odpowiedzią na pytanie, jak nazywał się bezzałogowy statek, który zbudowały krasnale, jest Skidbladnir. Nazwa ta pada w historii "Metal, który nie istniał".

Szczęśliwcami, którzy wygrywają ufundowaną przez wydawnictwo Egmont Polska książkę pod tytułem "Thorgal. Dziecko z gwiazd" są: Robert Mieloch oraz Mariusz Olejniczak.

środa, 26 października 2011

Fanart Specjal nr 7: Olga Wróbel (1)

Po lewo znajduje się jednoplanszówka przygotowana przez Olgę Wróbel, autorkę znaną z licznych publikacji zinowych (m.in. "Maszin", "JEJU", "Kolektyw"), wciąż czekającą na własny album komiksowy ("Silva rerum"). Wypowiadając się na temat "Thorgala", Olga daje wyraz temu, że stworzony przez nią fanart oparty jest na jej doświadczeniach:

"Thorgala" kupował mi głównie tata, w sklepie na rogu Koszykowej i Emilii Plater, kiedy wychodziliśmy od lekarza/dentysty, przemierzał też wszelkie giełdy w poszukiwaniu płyt dla siebie i brakujących tomów mojej biblioteczki. Być może byłam nieco za mała na przetrawienie tego, co przydarzało się bohaterom. Wiele scen, odrąbanych kończyn i wykrzywionych twarzy nawiedzało mnie po nocach, o czym przezornie nie wspomniałam rodzicom, żeby przypadkiem nie przyjrzeli się przygodom miłych wikingów. Zresztą i tak moje lektury i zainteresowania nie były zbytnio kontrolowane, kiedy byłam dzieckiem nie było internetu, telewizja nadawała programy regionalne i "Kwant" (tak to pamiętam), a książek nieodpowiednich dla mnie najwyżej nie rozumiałam. Piękne, bezpieczne czasy.

Za najlepsze graficznie odcinki uważam "Alinoe" i "Łuczników", po długiej przerwie wydawniczej kupowałam kolejne tomy, ale w okolicach "Klatki" zaczęły mnie przerażać zarówno miałkość/wtórność scenariusza, jak i kreska Rosińskiego, zamieniająca bohaterów w karykatury samych siebie. Kolekcję zakończyłam na "Kriss de Valnor", przechowuję wszystkie zeszyty u teściowej, żeby w stosownym momencie zapewnić odpowiednią dawkę magii, miecza i zgrozy moim dzieciom."

W przyszłym tygodniu pojawi się fanart przedstawiający Thorgala autorstwa Olgi.

piątek, 21 października 2011

Konkurs "Thorgal. Dziecko z gwiazd"

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania są dwa egzemplarze książki "Thorgal. Dziecko z gwiazd", ufundowane przez wydawcę Egmont Polska.

Aby spróbować swojego szczęścia w losowaniu należy dać odpowiedź na pytanie dotyczące "Thorgala" i wysłać je na adres: jakubsyty@gmail.com. Na nadsyłanie odpowiedzi jest sześć dni. Nazwiska zwycięzców pojawią się za tydzień.

Pytanie brzmi następująco: Jak nazywa się bezzałogowy statek, który zbudowały Krasnale?

środa, 19 października 2011

Fanart Specjal nr 6: Anna Helena Szymborska

Kriss de Valnor widoczna na rysunku obok to dzieło Anny Heleny Szymborskiej. Autorka jak dotychczas znana jest z publikacji krótkich form komiksowych w zinach ("B5" czy "Jeju"). Inne jej prace można odnaleźć w internecie na blogu: http://annahelenaszymborska.blogspot.com. Na temat "Thorgala" wypowiada się w następujący sposób:

"Thorgal" był jedną z pierwszych serii komiksowych, na jakich miałam przyjemność się wychować. Ma zapewne spory wkład w moje zainteresowanie kulturą i mitologią nordycką, o łucznictwie nie wspominając. Poza tym, jeśli miałabym wybierać najlepszą kreację kobiecej postaci w komiksie, niewątpliwie byłaby to Kris de Valnor."

wtorek, 18 października 2011

Recenzja książki "Thorgal. Dziecko z gwiazd"

Nie sposób mi ukryć, że to nieobce nikomu wątpliwości dotyczące wszelkiego rodzaju adaptacji stawiają w trudnym położeniu obronę pomysłu przeniesienia świata wykreowanego na planszach kultowego komiksu na kartki książki. Po pierwsze, czemu ma taki zabieg służyć? W zasadzie jest to pytanie retoryczne. Po drugie, wcale nie jest to takie proste zadanie, jak mogłoby się wydawać. O ile warstwę dialogową można bez trudu przetransponować z jednego medium na drugie, o tyle zamiana obrazu na jego opis może być wyczerpująca, nawet dla wyrobionego pisarza. Pozostaje również kwestia spójności, to znaczy ewentualnych zmian w opowiadanej na nowo historii, czy poszerzenia tego, co znalazło się w komiksie – chociażby o przemyślenia bohaterów. Jak sugeruje zapowiedź książki "Thorgal. Dziecko z gwiazd", mamy do czynienia z przygodami tytułowego bohatera wzbogaconymi o "nowe, nieznane dotąd wątki". Niestety chodzi również o ingerencję – znaczną – w oryginalny materiał. Efekt rozczarowuje. A uprzedzenia wcale nie grają w tej opinii największej roli.

Jak nie trudno się domyślić, w omawianej książce francuska pisarka Amélie Sarn przedstawia dzieciństwo Thorgala: od momentu, kiedy Leif Haraldson odnalazł tratwę ratunkową z noworodkiem na pokładzie, do momentu, gdy dorośli Thorgal i Aaricia postanawiają opuścić rodzinną wioskę. W skrócie, są to epizody zaczerpnięte z albumów "Gwiezdne dziecko", "Aaricia", "Zdradzona czarodziejka" oraz "Wyspa lodowych mórz". Już na wstępie warto zaznaczyć, że – według zapowiedzi – zostały one uzupełnione o nieznane dotychczas losy małego Thorgala, między innymi poruszona została kwestia jego relacji z przybraną matką. W myśl zasady „tu się doda, tam się odejmie”, w książce nie znajdziemy motywów zawartych w komiksowych historyjkach "Talizman" czy "Góra Odyna". Jakby tego było mało, niektóre wydarzenia zostały przedstawione w inny sposób, niż w komiksie, co ma swoje następstwa w zupełnie odmiennej ich interpretacji. Na przykład śmierć Leifa Haraldsona powiązana została z planem przejęcia władzy przez Gandalfa Szalonego, ponadto swoją rolę odgrywa w tym Slivia.

Co rzuca się na pierwszy rzut oka podczas lektury, to fakt, że adaptacja pozbawiona jest plastyczności w przedstawieniu opisu wydarzeń czy zarysu charakterystyki postaci. Uważam, że komiksowe kadry narysowane przez Grzegorza Rosińskiego mogły, czy też powinny, posłużyć powstaniu pobudzających wyobraźnię czytelnika opisów przyrody. Oczywiście byłoby nie lada wyzwaniem, ale dlaczego pójście na łatwiznę miałoby być akceptowalne. W tymi miejscu nie zgodziłbym się na kontrargument sugerujący, że mamy do czynienia z książką dla młodszego czytelnika, a w związku z tym szkoda miejsca na „nieciekawe dłużyzny”. W każdym bądź razie na podstawie opisów z książki, bez podparcia się tym, co znajdziemy w komiksie, nawet bujnej wyobraźni dziecka trudno byłoby odtworzyć krajobrazy Northlandu czy też przedstawić sobie podobizny postaci. Jednym słowem autorka wykazała się niedbalstwem, jeśli chodzi o opisy sytuacji i tak dla przykładu znamienna scena ukazująca rozcięcie policzka przykutego do skały Thorgala przez Gandalfa Szalonego nie zawiera w swoim opisie, który policzek bohatera został rozcięty, co miałoby za zadanie służyć przedstawieniu znaku szczególnego tej postaci. Co więcej, jakiś czas potem okazuje się, że Thorgal nosi bliznę na lewym (sic!) policzku. Nie posądzając tłumaczki o błąd (chociaż nic nie jest wykluczone), uważam, że jest to niedopuszczalne wręcz niedopatrzenie ze strony autorki, naruszające rozpoznawalny image głównego bohatera. Miast tego wielokrotnie przeczytać możemy o bliźnie, jaką Thorgal nosi na brzuchu – pamiątce po walce z wężem Nighoggiem.

Największa moja uwaga wobec autorki to jednak tendencja do konfabulacji, które, co gorsza, pozostają w sprzeczności do rzeczywistości przedstawionej w komiksie. Otóż Amélie Sarn pozwoliła sobie na dopisywanie wątków, które kłócą się z tym, co przed laty opowiedział Jean van Hamme. W oko wpaść mogą takie pozornie mało znaczące detale, jak to, że gigant Hjalmgunnar jest rzekomo jednym z wielu gigantów, którzy polują na krasnale, jednak brak spotkania dziesięcioletniego Thorgala z Xargosem zupełnie zaburza kontinuum ukazane w serii komiksowej. Tym oto sposobem, zamiast skupić się na tym, co przed laty napisał belgijski scenarzysta, francuska pisarka sili się na ułożenie zdarzeń według własnego pomysłu oraz na ich powiązanie związkami przyczynowo-skutkowymi, jakie są niekoniecznie do zaakceptowania przez zaznajomionego z oryginalną fabułą czytelnika.

Co gorsza, kreowany przez Amélie Sarn Thorgal wykazuje cechy charakteru, o które nie sposób było go posądzić czytając komiks. Aż trudno uwierzyć, że pisarka wpadła na taki, a nie inny sposób interpretacji zachowań bohatera, czy też motywacji, które nim kierują. Nigdy nie podejrzewałbym, że jako dziecko Thorgal mógł być agresywny wobec innych dzieci, nawet jeśli dokuczano mu z powodu tego, że był obcy. W moim odczuciu zdecydowanie podważa to kreację postaci zrodzonej w wyobraźni van Hamme'a.

Jedna z moich pierwszych refleksji na temat książkowej adaptacji "Thorgala" dotyczy potencjalnego filmu opartego na serii van Hamme'a i Rosińskiego. Gdyby taki film powstał, już teraz widać, że osoba odpowiedzialna za scenariusz mogłaby chyba sobie na wiele pozwolić. Niestety nie rokuje to najlepiej.

A jednak na dzień dzisiejszy istotniejszym pytaniem, jakie warto sobie postawić przy okazji tej publikacji to sens rozbudowania uniwersum "Thorgala", by za wszelką cenę utrzymać jego markę na rynku – drenując go w poszukiwaniu nowej grupy odbiorców. Owszem, wygląda na to, że z "Thorgala" dałoby się zrobić serię książek (pomijając pytanie, po co, pomijając fakt, że taka seria już powstaje), natomiast wymagałoby to zdecydowanie większych nakładów pracy niż te, które w proces powstawania omawianej książki włożyła jej autorka. Ciekawe, a jednocześnie niepokojące jest to, jak do fabuły niniejszej powieści odniosą się scenarzyści, którzy w ramach "Światów Thorgala" mają opowiedzieć o młodości Thorgala. Amélie Sarn wkroczyła na niezbadane dotychczas wody jako pierwsza, na tyle nieostrożnie, że zmąciła ich powierzchnię.

Najważniejsze jest jednak to, że czytelnik dostaje do ręki produkt, który mając u swoich podstaw dzieło bardzo dobre, sili się na wprowadzenie jak najwięcej odautorskich zmian, a jako że nie zostało to podparte warsztatowo skutek jest mizerny.  Na ten moment książka, którą odstawiam z niesmakiem na półkę, cieszy mnie jedynie okładką – specjalnie na tę okazję namalowanym przez Grzegorza Rosińskiego obrazem.


"Thorgal. Dziecko z gwiazd"
Tytuł oryginału: "L'Enfant des étoiles"
Autor: Amélie Sarn
Tłumaczenie: Joanna Schoen
Wydawca: Egmont Polska
Data publikacji: 09.2011
Wydawca oryginału: Milan Presse
Rok wydania oryginału: 10.2009
Liczba stron: 280
Format: 14x28 cm
Oprawa: miękka/twarda
Cena: 29,99 zł/39,99 zł

poniedziałek, 17 października 2011

Pięć pierwszych plansz z "Louve"

Na oficjalnej stronie wydawnictwa Le Lombard można zapoznać się z pierwszymi planszami zapowiadanego na 4. listopada premierowego albumu serii "Louve" zatytułowanego "Raissa". Aby je przeczytać należy kliknąć ten link.

piątek, 14 października 2011

Wywiad z Grzegorzem Rosińskim

Jednym z gości XXII edycji łódzkiego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier był Grzegorz Rosiński. Przy tej okazji udało się przeprowadzić z nim dłuższą rozmowę na temat „Thorgala” i artystycznych planów na przyszłość:

Jak pracowało się Panu nad najnowszym albumem "Thorgala"?

Dokładnie tak, jak nad każdym innym.

Czyli Yves Sente nie zaskoczył Pana czymś szczególnym.

Nie. Można powiedzieć, że rutyna, codzienność, wszystko jest w porządku, jakość gwarantowana. No czym on może mnie zaskoczyć? Ja zresztą nie chcę zresztą być zaskakiwany, nie chcę wiedzieć, kto kogo zabił w historii, a po prostu wyczulać się na tekst i przekazywać te emocje na czytelnika obrazkami, żeby to było prawdziwe takie, żeby to były prawdziwe emocje. Więc mówię mu… Właściwie nic mu nie mówię. Ja nie mam specjalnie kontaktu ze scenarzystami, rzadko się spotykamy, więc jak się widzimy rozmawiamy o wszystkim, tylko nie o naszej historii, nie o pracy. Zresztą tak było ze wszystkimi scenarzystami, z jakimi pracowałem, z van Hamme’em było podobnie. Spotykaliśmy się i rozmawialiśmy o różnych sprawach, najmniej o robocie.

A jak się Panu podobał powrót do scenerii dalekiej północy, gdzie rozgrywa się akcja tej części serii?

To było zamierzone, ponieważ czułem się trochę głupio w świecie nastolatków z Jolanem i chciałem się z tego wreszcie wyrwać i wrócić do mojego normalnego świata. To był powrót do pewnej naturalności.

Czy zatem uważa Pan, że błędem było rozwijanie wątku przygód Jolana na łamach "Thorgala"?

Nie ma żadnych błędów. Powiem więcej: błędy są chciane. Błędy są potrzebne czasami po to, żeby bardziej panować nad sytuacją, żeby unikać ich na przyszłość.

Czyli teraz czytelnik dostanie większą porcję przygód Thorgala a mniejszą Jolana.

Nie, dostanie wszystko, tylko że niekoniecznie ja będę to rysował. Ja chcę się skupić na bohaterach, którzy są bliżsi mojej generacji, natomiast sprawy na przykład Louve zostawiam innym. Młodość Thorgala będzie rysował jeszcze inny rysownik. Mam już plansze kontrolne, będziemy pracować na razie razem na tym, trochę tak jak ze Zbyszkiem Kasprzakiem w "Yansie".

Jak wyglądał dobór artystów pracujących nad seriami odpryskowymi? Jaki miał Pan wpływ na to, że to właśnie Giulio de Vita narysował przygody Kriss de Valnor?

Miałem na to decydujący wpływ. "Światy Throgala" stworzyliśmy po to, żebym pracował swoim rytmem, natomiast żebym miał pełną kontrolę i permanentny kontakt z najlepszymi autorami, jakich nam się udało ściągnąć. Wymagało to bardzo wielu konsultacji i prób. Przez cały proces przewinęła się masa autorów, którzy rysowali plansze testowe; bardzo znanych autorów zresztą, którzy nie pasowali nam do świata "Thorgala". Nie byli to amatorzy żadni; byli Włosi inni, poza de Vitą, był jakiś Anglik, ale to nam nie pasowało jakoś do tego klimatu, no i teraz mamy dwóch pewnych rysowników, jeden jest prawie pewny…

Pewniakami są de Vita i Surżenko.

Jest jeszcze rysownik francuski Parnotte (Joël Parnotte – dop. JS), z którym spróbujemy się jakoś zgrać. Ale on ma pewne trudności z przejściem ze swojego świata na świat Thorgala. Swoje albumy robił takie bardzo lekkie, a tutaj ma tremę ogromną. I trochę jest spięty. Ale to mu przejdzie, bo widzę, że… W każdym razie mamy teraz ciągle konsultacje.

Dlaczego rysownicy, którzy zostali zaangażowani do tworzenia spin-offów nie kolorują ich sami? W proces tworzenia "Thorgala" została ponownie włączona Grażyna Kasprzak.

To jest jakby naturalne, dlatego że ona tworzyła pewien klimat barwny "Thorgala" od dziewiętnastego bodajże albumu. W "Światach Thorgala" naszym zadaniem nie była maksymalna różnorodność, żeby to było w różnych szalonych stylach rysowane. Chodziło nam o to, żeby to było jak najbardziej spójne. Dlatego to naturalne, żeby ona, która się zajmowała "Thorgalem", robiła to teraz dla innych rysowników. Mnie straciła zupełnie. Odkąd zacząłem malować sam, nie miała nic do roboty, więc teraz to kontynuuje. Ale obawiam się, że może nie dać rady, dlatego jeszcze ktoś będzie ten kolor robił. Natomiast nie będzie to kolor komputerowy.

W "Thorgalu" nie ma żadnego komputera. I nigdy nie będzie. Byłoby idiotyzmem robienie historii w zamierzchłych epokach w komputerze. To jest narzędzie, które nie jest naturalne w tym świecie. Patykiem można raczej poskrobać niż komputerem. Historie o robotach, jakieś tam futurystyczne, jak najbardziej; samochody sobie można na komputerach robić. Poza tym ja nie chcę żeby to Pan Photoshop robił, bo to nie jest żaden rysownik dla mnie. Ja nie zatrudniam Photopshopa do tego. Wszyscy robią tak samo teraz. To jest głupota. Co im zostaje z tego, no? Co im z tego przyjdzie?

Mnie takie pytania zadawano, jaki ja bym młodym autorom komputer polecił, jaki program. No to ja mówię program taki, który jest tutaj – w mózgu. Bo jak przekonać odbiorcę, czytelnika za pomocą komputera, że to jest prawdziwe, że ktoś przy tym był. Wiadomo, że był – robił to przy komputerze. Ale teraz wszyscy tak samo robią. Jest to samobójstwo dla autorów.

Czy Zbigniew Kasprzak był rozpatrywany jako potencjalny rysownik któregoś ze spin-offów "Thorgala"?

Nie, nie, dlatego że... Kiedyś go spytałem nawet, zasugerowałem mu, czy on by nie przyłączył się do nas, do przygód thorgalowych, to się tak zdenerwował strasznie… I słusznie. Ja na jego miejscu też bym nie chciał tego ciągnąć. Już wystarczy, że "Yansa" robił.

Robi Pan sobie teraz przerwę od "Thorgala" i ma w planie coś innego?

Nie, nie. To znaczy ja sobie przerwy robiłem zawsze, ale nie żebym miał sobie „Thorgala” odkładać na bok. On równolegle istnieje, funkcjonuje, czekam aktualnie na scenariusz następnego albumu, ale mam teraz na to więcej czasu, bo dwa lata. A w międzyczasie coś będę dłubał na pewno.

Co to będzie?

Robię ilustracje. 

Skarbek?

No niezupełnie. To wyszło ze Skarbka. Ale ja jeszcze nie mogę powiedzieć, że będę to robił i kiedy, bo musze najpierw zapoznać się ze scenariuszem. Pierwotnie to miał być rodzaj kontynuacji, ponieważ chcieliśmy zrobić w Skarbku historię II wojny, 100 lat później, 1943 rok. To miało być nawiązanie tekstowe, poszukiwania jakichś tam skarbów z epoki hrabiego Skarbka przez nazistów, przez Amerykanów, przez wszystkich. Ale w rezultacie wyszła historia w rodzaju "Złota dla zuchwałych". Więc daliśmy sobie spokój. Powiedziałem: Słuchaj, nie nawiązujmy do Skarbka, zróbmy dobrą historię z II wojny światowej, bo nie robiłem tego jeszcze właściwie, czy też od dawna nie miałem okazji sobie porysować moich… Wykorzystać mojej wiedzy na temat tych wszystkich samolotów, czołgów, uniformologii z tamtej epoki.

Będzie to pojedynczy album czy podobnie jak "Zemsta Hrabiego Skarbka" dyptyk.

To nie będzie klasyczny komiks.

Jakaś eksperymentalna forma?

Ja zawsze eksperymentuję. Jeśli mogę. W "Thorgalu" nie mogę eksperymentować, bo czytelnicy się zawsze dopominali, żebym rysował tak, jak kiedyś rysowałem. Każda próba doskonalenia czegoś, wyjścia poza moje początki, była uważana jako zdrada. Dlatego tu byłem przyblokowany. Stąd robiłem inne rzeczy na boku, inne historie, inaczej, zawsze inaczej. Tylko że to było wciąż takie dość tradycjonalne, a ja chcę pójść na coś zupełnie nowego. Jak młody autor gniewny.

Ja jestem ciągle rozdarty między różne chęci: malowanie obrazów, robienie ilustracji, robienie komiksów; porzeźbiłbym sobie chętnie. Postanowiłem zrobić od nowa całą serię "Thorgala", to znaczy do każdego albumu porobić dodatkowe ilustracje. Kiedy robiłem "Western", wmontowałem w album obrazy olejne, które namalowałem w stylu epoki. Chcę tak samo zrobić z całą serią "Thorgala", żeby wszystkie wznowienia starych albumów miały taki dodatkowy materiał, którego nikt nie widział jeszcze, poza oryginałami na wystawach. I będę tak chciał zrobić tych obrazów… Muszę zrobić 4 rozkładówki na album, żeby można go było odpowiednio złożyć do druku. 4 razy 35 – powiedzmy, bo będą kolejne albumy do tego czasu – to jest…

140.

140… (śmiech). No to muszę namalować 140 obrazów olejnych. Dużych dosyć, bo takie mi sprawiają przyjemność. Poza, wiadomo, innymi rzeczami, które mam do roboty. To taka jest moja przyszłość.

A czy przyszłość "Thorgala" jest w jakimś sensie ograniczona? Czy liczba spin-offów będzie ciągnięta w nieskończoność?

Nie można planować. To jest żywa historia. Będziemy ją dostrajać do sytuacji w czasie bieżącym. Wszystko będzie zależało od tego, czy rynek to połknie, czy będzie tego chciał. To znaczy rynek to jest mniej ważny, ważna jest publiczność.

Yves Sente przejął pisanie scenariuszy do serii "XIII". Czy jest następcą van Hamme’a?

Van Hamme jest trochę niezastąpiony na scenie. Należy do czterech największych scenarzystów w historii komiksu europejskiego, przynajmniej z tej strefy francuskiej. Goscinny, Charlier, Greg i van Hamme – to jest ta czwórka największych nazwisk w historii komiksu. Bardzo trudno być następcą kogoś takiego. Yves Sente jest następcą o tyle, że rysuje jego postaci.

A jak to się stało, ze van Hamme sprzedał swoje prawa do "Thorgala"?

No trochę mi zrobił dowcip… Ale w dalszym ciągu się bardzo przyjaźnimy. Przyznam, trochę mi szyki popsuł, ale ja się nie dałem na to nabrać i nie sprzedałem swoich praw. A miałem naciski bardzo duże, żeby się tego pozbyć. Przede wszystkim nie potrzebuję pieniędzy, bo nie mam potrzeb żadnych. Jestem taki raczej… Lubię spaghetti, lubię moje stare Subaru i mam dach nad głową, to po co mi pieniądze. Nie mam żadnej żarłocznej kochanki. Oddałbym pewnie potrzebującym, jakbym miał jakieś pieniądze, bo to była duża suma, żeby takie logo sprzedać.

Ja chcę coś tworzyć. Ja chcę nie mieć pieniędzy, żebym nie był motywowany do tego przez pieniądze. Bo trzeba być idiotą rzeczywiście, żeby mając forsę pracować. Po co pracować, jak się nie potrzebuje?

Czy pan tworzy z innych pobudek.

Bo ja jestem inny trochę.

Jak się Pana zdaniem udała impreza w szwajcarskim Saint-Ursanne? I Pana wystawa na tej imprezie.

Bardzo fajnie. To było wielkie święto średniowieczne w całym mieście. Pozdejmowano wszystkie rynny, znaki drogowe, nie było śladu cywilizacji, żadnego samochodu nie było. Tak to wyglądało na otwarciu tej wystawy. Dostałem klucze do bramy miasta. Sama wystawa bardzo fajna, a właściwie dwie wystawy, bo w dwóch miejscach. Po pierwsze wystawiono obrazy – razem ze szkicami – robione dla muzeum Cinquantenaire w Brukseli. To obrazy przedstawiające chrzest Clovisa, Childerka ze swoją armią Merwingów, wioskę Merowingów. Wystawione zostały oryginały, bo w muzeum w Brukseli są tylko kopie, znaczy się reprodukcje. Nie stać ich było na zakup oryginałów. Ale głownie Thorgal tam był, wszystko toczyło się pod znakiem Thorgala, cała historia od pierwszej planszy, takie różne ciekawostki.

Czy tego typu wydarzenia mają możliwość zaistnieć po raz kolejny?

Tak. Teraz prowadzę rozmowy, ponieważ szykuje się takie centrum… Jeszcze nie wiem gdzie, bo mam kilka propozycji, kilka miast się o to stara, żeby zrobić muzeum. Mowa o stałej ekspozycji, którą będzie można przenieść, jak gdzieś będzie organizowana moja wystawa, a w między czasie zrobić wystawę kogoś innego. To są wszystko projekty, które są bardzo realne, dlatego już mogę o tym powiedzieć, bo to prędzej czy później nastąpi. Raczej prędzej niż później.

wtorek, 11 października 2011

Trzy plansze z nowego "Thorgala"

Wydawnictwo Egmont zaprezentowało trzy plansze (nr 3, 6 i 9) z polskiego wydania najnowszego albumu serii "Thorgal" zatytułowanego "Statek miecz", który swoją premierę będzie miał 28. listopada. Można je obejrzeć poniżej:

Trzy plansze z "Louve"

Wydawnictwo Egmont zaprezentowało trzy plansze (nr 3, 6 i 10) z premierowego albumu serii "Louve" zatytułowanego "Raissa", który swoją premierę będzie miał 28. listopada. Można je obejrzeć poniżej:



środa, 5 października 2011

Fanart Specjal nr 5: Marek Rudowski

Autorem widniejącego obok rysunku jest Marek Rudowski. Swoje prace publikował między innymi w "Magazynie Fantastycznym", jest współtwórcą "Scen z życia murarza", brał udział w powstawaniu serii "Dom Żałoby". Aby szerzej zapoznać się z jego dokonaniami, nie tylko na polu komiksu, warto odwiedzić internetowe portfolio pod adresem: http://www.rudowscy.com/marek. O "Thorgalu" i pomyśle na fanart Marek wypowiada się w następujący sposób:

"Moja przygoda z Thorgalem rozpoczęła się w roku 1989, kiedy to w moje ręce ośmiolatka wpadły albumy "Alinoe" i "Kraina Qa". Komiksy te wywarły na mnie ogromny wpływ. Do dziś mam dreszcze na samo wspomnienie zielonowłosego Alinoe. Przez długi czas Thorgal towarzyszył mi nie tylko jako lektura, ale również jako wzór rysunku. Później przyszły inne komiksy i inni rysownicy, ale Grzegorz Rosiński wciąż  pozostaje jednym z najlepszych. Skłamałbym, gdybym nie przyznał, że duży udział w popularności czarnowłosego dziecka gwiazd miały dla mnie również przewijające się przez karty opowieści towarzyszki przygód Wikinga. Z tego powodu mój hołd naszemu rodzimemu twórcy chciałbym złożyć poprzez fanart dwóch żon Thorgala: Aaricii i Kriss de Valnor."