EPOXY

środa, 31 października 2012

Fanart nr 46: Katarzyna*

*autorka prosiła o usunięcie jej danych. O "Thorgalu" powiedziała:

"Thorgala" poznałam w gimnazjum, można było wypożyczyć go w bibliotece. Spędzałam tam całe godziny, stopami na bibliotecznym dywanie, głową w świecie, gdzie co prawda wszędzie czyha zło, ale cele są jasne a dobro zwycięża. Po "Thorgalu" przeskoczyłam gładko w świat Sapkowskiego, a potem przestałam czytać fantasy. "Thorgal" kojarzy mi się więc z dzieciństwem, z magią, ale i uporządkowaniem. Oprócz tego pamiętam z "Thorgala" całe masy przepięknych dziewcząt. Brak mi było feministycznego wyczucia, żeby szukać oznak uprzedmiotowienia. Po prostu cieszyłam się "scenami" jak każdy dzieciak. Dlatego narysowałam Aaricię z Kriss de Valnor, ciesząc się jej zgrabnym tyłeczkiem, bez względu na poprawność ideową :) Natomiast biedny macho-Thorgal musiał się nieco przekwalifikować. Mam nadzieję, że nie zaszkodziło to jego męskości."

wtorek, 30 października 2012

Okładka i zapowiedź "Trzech sióstr Minkelsönn"

Wydawnictwo Le Lombard zaprezentowało okładkę pierwszego albumu "Młodości Thorgala" zatytułowanego "Trzy siostry Minkelsönn", którego autorami są scenarzysta Yann i rysownik Roman Surżenko. Okładkę wykonał Grzegorz Rosski.

Zarys fabuły przedstawia się następująco: Mieszkańcy Nothlandu cierpią wskutek ciężkiej zimy. Wśród Wikingów panuje głód. Mężczyźni opuścili wioskę wyruszając na łupieżczą wyprawę pod przywództwem Gandalfa Szalonego. W jego zastępstwie na tronie zasiada Björn, który zamierza przebłagać gniew bogów Asgardu składając im w ofierze Thorgala. Tymczasem śpiew młodego skalda przyciąga do zatoczki trzy wieloryby. Te okazują się być trzema dziewczętami zaczarowanymi przez zazdrosną boginię Frigg.

Na rynku franko-belgijskim komiks ukaże się w sprzedaży w lutym 2013 roku.

poniedziałek, 29 października 2012

Strony z albumu "Aux origines des Mondes"

Wydawnictwo Le Lombard udostępniło wgląd w pierwsze osiem stron albumu specjalnego poświęconego powstawaniu "Światów Thorgala" zatytułowanego "Aux origines des Mondes". Można je obejrzeć w tym miejscu. Na rynku franko-belgijskim album ukaże się 2 listopada w cenie 12€.

środa, 24 października 2012

Fanart Import nr 3: Riikka Auvinen

Autorką ilustracji przedstawiającej Thorgala i Aaricię jest Riikka Auvinen, ilustratorka freelancerka z Finlandii. Obrazek powstał na zamówienie jej znajomego z Francji. Więcej prac Riikki można znaleźć na blogu http://tir-risart.blogspot.com. Na temat "Thorgala" powiedziała:

"Niestety nie mam własnego zdania o "Thorgalu", ponieważ nigdy nie czytałam tego komiksu. Rysunek powstał na prośbę znajomego, który dał mi materiał referencyjny i podstawowy opis obydwu postaci. Myślę, że "Thorgal" nie był nigdy publikowany w Finlandii, ponieważ nigdy o nim nie słyszałam, aż do momentu, kiedy zostałam poproszona o zrobienie fanartu."

wtorek, 23 października 2012

Recenzja albumu "Saga Valta tom 1"

Jean Dufaux był jednym z kandydatów do pracy nad "Światami Thorgala". Zapytany o chęć nawiązania takiej współpracy ostatecznie odmówił. Jak sam przyznaje, byłoby mu ciężko pracować nad postaciami, których twórca wciąż żyje. Mimo wszystko zaistniała sytuacja skłoniła go do zagłębienia się w mitologię nordycką i sagi skandynawskie, w szczególności w sagi islandzkie. Efektem tego studium jest "Saga Valta", historia w pewnym sensie stylizowana na skandynawski epos.

Głównym bohaterem komiksu jest Valgar z Valty, mężczyzna odważny i prawy, a jednak wyrzutek, bękart, który odważył się pokochać Astridr, córkę wodza jednego z klanów. Jak nie trudno się domyślić, zakochani zrobili to wbrew ojcu dziewczyny. W momencie, kiedy na świat przychodzi ich potomek, okrutny Thorgerr Argfusson pojawia się na miejscu z armią swoich ludzi. Uciekający przed niechybną śmiercią Valgar rozpoczyna pełną przygód wędrówkę. Ma nadzieję, że odzyska tych, których mu odebrano, ale potrzebuje silnych sojuszników. Nie ukrywam, otwarcie "Sagi Valty" przywodzi mi na myśl pierwszy epizod "Zdradzonej czarodziejki" i nieakceptowany przez Gandalfa Szalonego związek Aaricii z czarnowłosym "obcym" wśród Wikingów. Pomimo tego, że belgijski scenarzysta chciał uniknąć powtórki z "Thorgala", miał za źródła podobne inspiracje...

"Saga Valta" to opowieść pełna akcji, rozpoczyna się zresztą od brawurowej ucieczki, dynamicznie opowiedziana, z bohaterem, któremu od samego początku po prostu trzeba kibicować. W największym skrócie, to opowieść o miłości i zemście. Nie zabrakło w niej również elementów magicznych i nadprzyrodzonych (między innymi heros okazuje się posiadać czarodziejski artefakt). Nim uda mu się uzyskać poparcie w swojej sprawie, szukający pomocy Valgar trafia do klanu szykującego się na bitwę na śmierć i życie z zagrażającym mu przeciwnikiem mającym na swoich usługach krwiożercze bestie (akurat ten wątek przypomniał mi o "Trzynastym wojowniku", gdzie główni bohaterowie stawili czoło krwiożerczym kanibalom). W komiksie pojawia się też postać na miarę Kriss de Valnor, władcza kobieta, która pragnie posiąść Valgara i nie cofnie się przed niczym, by to osiągnąć. Patrząc na okładkę albumu, czytelnik nie odnajdzie w objęciach Valgara jego ukochanej. Widoczna na okładce postać kobieca to właśnie Hildegirrd. Blond włosa femme fatale oddala Valgara od jego rodziny, w czym przypomina zrodzoną w wyobraźni Jeana Van Hamme'a czarnowłosą wojowniczkę. W tym miejscu dopatrywałbym się drugiego tak wyraźnego podobieństwa do "Thorgala".

Odpowiedzialny za stronę graficzną w komiksie jest Mohamed Aouamri, którego polski czytelnik może znać z albumu "Księga bogów", czyli trzeciej części prequela "W poszukiwaniu Ptaka Czasu" Serge'a Le Tendre'a i Regisa Loisela. I rzeczywiście, na początku albumu rysunki artysty rodem z Algierii przypominają grafiki Francuza, co zupełnie mnie nie dziwi, ponieważ w takiej stylistyce pracował właśnie nad wspomnianym wyżej rozdziałem przygód młodego Bragona, ale mam wrażenie, że z biegiem albumu jego kreska zmienia się, staje się bardziej autonomiczna. Kończąc album nie czułem już tego, co na początku - tak wyraźnej inspiracji Loiselem właśnie.

Nie chciałbym spekulować na temat tego, co Jean Dufaux wniósłby do "Thorgala", a w zasadzie do któregoś ze spin-offów "Thorgala", gdyby podjął się takiego zadania. Uważam, że to jeden z czołowych, a na pewno plasujący się w czołówce najpłodniejszych scenarzystów na rynku franko-belgijskim, który potrafiłby wykorzystać swój talent na korzyść serii. Kto wie, być może jeszcze w przyszłości temat jego udziału w tym projekcie powróci. O efekt byłbym raczej spokojny, mając w pamięci chociażby "Skargę Utraconych Ziem", serię rozpoczętą we współpracy z Grzegorzem Rosińskim, dziś z sukcesem kontynuowaną z udziałem Philippe'a Delaby'ego jako prequel losów Sioban.

"Saga Valta" planowana jest jako dyptyk, ale Jean Dufaux już teraz myśli o tym, jak kolejne dyptyki mogłyby wkomponować się i uzupełnić wykreowany przez niego świat. Zresztą tak ostatnio zaczyna funkcjonować coraz więcej tytułów na rynku franko-belgijskim - dobrze przyjęte pozycje mają szanse na kontynuację, a zamknięte całości dają gwarancję zakończenia otwartych projektów. Ten uważam za naprawdę udany, zarówno pod względem scenariusza, jak też rysunków. Z wielką przyjemnością poznam zakończenie historii, trzymając kciuki za Valgara, który będzie walczył o odzyskanie swojej ukochanej i syna.

"Saga Valta tom 1"
Scenariusz: Jean Dufaux
Rysunki: Mohamed Aouamri
Kolory: Benoît Bekaert
Wydawnictwo: Le Lombard
Data publikacji: 06.2012
Liczba stron: 54
Oprawa: twarda
Cena: 14.45€

poniedziałek, 22 października 2012

Tytuł 3 albumu "Louve"

Wydawnictwo Le Lombard zapowiedziało tytuł kolejnego albumu cyklu "Louve", który ma ukazać się w roku 2013. Brzmi on "Le Royaume du chaos" ("Królestwo chaosu").

Tytuł 4 albumu "Kriss de Valnor"

Wydawnictwo Le Lombard zapowiedziało tytuł kolejnego albumu cyklu "Kriss de Valnor", który ma ukazać się w roku 2013. Brzmi on "Alliances" ("Sojusze").

Tytuł 34 albumu "Thorgala"

Wydawnictwo Le Lombard zapowiedziało tytuł najnowszego albumu serii "Thorgal", który ma ukazać się pod koniec roku 2013. Brzmi on "Kah-Aniel".

sobota, 20 października 2012

Plansze z "Czynu godnego królowej"

Poniżej zobaczyć można pięć plansz (nr 5-9) z trzeciego albumu cyklu "Kriss de Valnor" autorstwa Yvesa Sentego i Giulio de Vity. Na rynku franko-belgijskim komiks trafi do sprzedaży 2 listopada. Wydawnictwo Egmont zaplanowało jego premierę na 12 grudnia.


środa, 17 października 2012

Fanart nr 45: Zygmunt Similak

Planszę widoczną obok narysował Zygmunt Similak, publikujący swoje komiksy w serii "Strefa Komiksu". Jest autorem między innymi takich albumów jak "Zawisza Czarny", autobiograficznego dyptyku "Historie okupacyjne" i "W cieniu gwiazdy", czy też trylogii "Triumwirat": "Smok", "Mag" oraz "Rycerz" (do scenariusza Roberta Zaręby). Na temat "Thorgala" mówi:

"Moja przygoda z "Thorgalem" zaczęła się w latach 80-tych, gdy kupowałem i kolekcjonowałem "RELAX". Tam P. Rosiński rysował różne komiksy, aż wreszcie "Thorgala" pt. "Zdradzona czarodziejka" w odcinkach. Później ukazał się w sprzedaży album z tym tytułem i mam go w swojej kolekcji. Ogólnie mam 27 sztuk "Thorgali", ale ten album darzę szczególnym sentymentem i często wracam do niego. Kolekcję "Thorgali" uzupełniam, gdy odwiedzam sklep komiksowy. Ukazują się nowe albumy, a wiem, że kilka mi jeszcze brakuje."

poniedziałek, 15 października 2012

Recenzja "Wyprawy do Krainy Cieni"

O "Wyprawie do Krainy Cieni" mógłbym powiedzieć, że jest to książkowa adaptacja "Thorgala", jednak skłaniałbym się do stwierdzenia, że jest to po prostu książka na motywach serii komiksowej Jeana Van Hamme'a i Grzegorza Rosińskiego. Niestety, nawet mimo takiego podejścia do kontynuacji "Dziecka z gwiazd" Amélie Sarn, trudno mi zrozumieć, dlaczego ma ona taki, a nie inny kształt. Po raz kolejny rozczarowałem się, chociaż naprawdę nie liczyłem na wiele.

Zwracałem na to uwagę przy recenzji pierwszej książki autorstwa francuskiej pisarki i jestem zmuszony podkreślić to po raz kolejny, ponieważ brakuje w niej plastycznych opisów miejsc, w których dzieje się akcja. Na przykład wręcz niemożliwym jest wyobrazić sobie Brek Zarith, lokalizację rozrysowaną przez Grzegorza Rosińskiego z wielu różnych perspektyw i z dbałością o detale. Być może ilustracje polskiego artysty nie pozostawiają wyobraźni czytelników zbyt wielkiego pola do popisu, aczkolwiek dobrze na nią działają. Z kolei opisy francuskiej pisarki nie dają wyobraźni podstaw do zbudowania sobie wyobrażeń kolejnych miejsc. Koniec końców to znajomość komiksowego pierwowzoru pozwala wszystko sobie jakoś w głowie poukładać i nie pogubić się w licznych niedopowiedzeniach.

Brak plastycznych opisów idzie w parze z nieumiejętnością oddania tych najbardziej spektakularnych momentów "Trylogii Brek Zarith". I tak dla przykładu finałowy pojedynek Thorgala z Ewingiem, mający miejsce pod koniec "Czarnej galery", w książce nie robi żadnego wrażenia, przede wszystkim dlatego, że jest skrócony – Thorgal zabija swojego oponenta pierwszą (sic!) wystrzeloną z łuku strzałą. Niestety tego typu skrótów jest więcej. Na pewno zabrakło mi otwierającej sceny z albumu "Upadek Brek Zarith", w której Shardar oczekiwał, że jeden z jego poddanych baronów będzie latał niczym Dedal i Ikar.

Nie chciałbym wyjść na zrzędliwego purystę, ale w drugiej książce Amélie Sarn znajdują się wątki, które są dla mnie po prostu nie do zaakceptowania. Może nie warto czepiać się szczegółów, że wąż Nidhogg ogonów miał dwanaście, a nie trzynaście (w "Dziecku z gwiazd" ich liczba się zgadzała), albo kręcić nosem na to, że brak wplecenia w fabułę obydwu książek wątków zawartych w "Trzech starcach z krainy Aran" ma swoje reperkusje (brak ołowianego klucza na szyi Thorgala), ale teleportujący się Jolan to moim zdaniem jakieś nieporozumienie...

Zastanawia mnie niezmiennie, do odbiorcy w jakim wieku jest w zasadzie kierowana książka. Można założyć, że do młodszego czytelnika. Tylko wtedy trudno zaakceptować między innymi fragment mówiący o tym, że Veronar był jednym z eksperymentów Shardara. Władca rzekomo zabił jego matkę przed połogiem, by sprawdzić, czy dziecko narodzi się z martwej kobiety. Natomiast jeśli chodzi o dorosłego czytelnika, to z kolei wspomniana ubogość opisów może po prostu razić – trudno odczuwać satysfakcję z lektury, gdzie akcja po prostu posuwa się na przód od dialogu do dialogu i od opisu wykonywania jednych czynności do wykonywania kolejnych, bez przyciągania czytelnika czymś więcej. O psychologii postaci nie wspomnę.

Zastanawiam się też dlaczego polski tytuł książki odbiega od tłumaczenia tytułu piątego albumu serii (w języku francuskim obie pozycje mają ten sam tytuł). Nie widzę sensu zmiany. Zresztą w książce w ogóle nie pada nazwa własna Krainy Cieni (tutaj jest ona labiryntami Helu), gdzie Thorgala i Shaniah zesłała za karę Śmierć. Ale to już chyba leżało w gestii autorki, by odpowiednią nazwę własną zastosować.

Książki Amélie Sarn to dla mnie pewnego rodzaju eksperyment. Adaptowanie komiksu na powieść może wydawać się bezzasadne, tak samo jak bezzasadne może wydawać się adaptowanie powieści na komiks, ale nie jest wcale powiedziane, że jest to zabieg z góry skazany na porażkę. Wierzę, że jest to możliwe w stopniu gwarantującym dobrą jakość, jednak potrzeba takiemu przedsięwzięciu zdecydowanie więcej uwagi ze strony autora podejmującego się dosyć ryzykownego zadania, a już na pewno talentu, który broniły jego dzieło przed niedowiarkami wątpiącymi, że coś takiego jest możliwe, bo tych, którzy z zasady są na "nie" i tak się nie przekona. Eksperyment zainicjowany przez Éditions Milan – we współpracy z Le Lombard – zakończył się na drugiej książce. Śmiem twierdzić, że był to zatem eksperyment równie nieudany, co opisane w "Wyprawie do Krainy Cieni" liczne eksperymenty tyrana na tronie Brek Zarith. Na całe szczęście nie mam żalu o to, że nie dowiem się, co przesadnie kreatywna autorka zmieniłaby w epickiej "Sadze Qa".

Nie pozostaje mi nic innego, jak spuentować swoje wrażenia po lekturze tak samo, jak zrobiłem to przy okazji recenzji "Dziecka z gwiazd". Otóż książka, którą odstawiam z niesmakiem na półkę, cieszy mnie jedynie okładką – specjalnie na tę okazję namalowanym przez Grzegorza Rosińskiego obrazem.

"Wyprawa do Krainy Cieni"
Tytuł oryginału: "Thorgal. Au-delà des ombres"
Autor: Amélie Sarn
Tłumaczenie: Joanna Schoen
Wydawca: Egmont Polska
Data publikacji: 09.2012
Wydawca oryginału:  Éditions Milan

Rok wydania oryginału: 10.2010
Liczba stron: 224
Format: 14x28 cm
Oprawa: miękka/twarda
Cena: 29,99 zł/39,99 zł

sobota, 13 października 2012

Rysunki koncepcyjne Romana Surżenki

Na stronie oficyny Le Lombard udostępnione zostało portfolio Romana Surżenki, gdzie można zobaczyć portrety postaci występujących w seriach "Louve" (m.in. Louve, Hicham, Azzalepston, Sardham El Kadher) i "Młodość Thorgala" (m.in. Thorgal, Aaricia, Bjorn, Hierulf Myśliciel). Portfolio obejrzeć można pod tym adresem.

piątek, 12 października 2012

Wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem

Tomasz Kołodziejczak jest szefem komiksowego działu w wydawnictwie Egmont Polska, gdzie pełnił między innymi rolę redaktora naczelnego pisma "Świat Komiksu" i uruchomił "Klub Świata Komiksu".  Oprócz tego jest pisarzem science-fiction i fantasy, za powieść "Kolory sztandarów" otrzymał Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. Przez lata zajmował się również publicystyką. Na swoim koncie ma także scenariusze komiksowe, wśród nich scenariusz do pełnometrażowego komiksu "Darlan i Horwazy. Złoty Kur" (z ilustracjami Krzysztofa Kopecia"). Jednym słowem: człowiek instytucja, za co został uhonorowany odznaką Zasłużony dla Kultury Polskiej. Pan Tomasz zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań związanych z wydawaniem "Thorgala" w Polsce.

Jak to się stało, że Egmont został wydawcą "Thorgala"?

Po raz pierwszy Egmont zabrał się za Thorgala, kiedy jeszcze w firmie nie pracowałem. Wydawnictwo zaczęło wtedy publikować kilka serii z rynku frankofońskiego, w tym "Lucky Luke’a", "Tintina" i "Asteriksa". Szło tu tropem Egmontów skandynawskich (jesteśmy firmą duńską). Sprzedaż wszystkich tych tytułów, z wyjątkiem "Asteriksa", okazała się niewystarczająca przy ówczesnych parametrach kosztowo-cenowych. Szczegółów nie znam. Ówcześni szefowie firmy zdecydowali zamknąć linię wydawniczą, za wyjątkiem "Asteriksa" właśnie.

Po "Słonecznym mieczu" i "Niewidzialnej fortecy" nastąpiła trochę dłuższa przerwa w wydawaniu serii... Czy "Thorgal" był tytułem, dla którego warto było ruszyć z kolekcją "KŚK"?

Ta pierwsza próba miała jednak szczęśliwe konsekwencje. W połowie lat 90-tych pracowałem w radiu i telewizji. Prowadziłem swoje autorskie programy: "Magazyn Fantastyki Radia Wa-wa" i "Fantastykon" dla Warszawskiego Ośrodka Telewizji. Miałem coś koło 25 lat, zajmowałem się w tych audycjach nie tylko fantastyką, ale całą "męską" kulturą popularną – komiksem, grami rpg, filmami akcji. Między innymi recenzowałem komiksy Egmontu. A kiedy Grzegorz Rosiński przyjechał do Polski z okazji premiery "Słonecznego miecza" i „Niewidzialnej fortecy”, w siedzibie wydawnictwa przeprowadziłem z nim długi wywiad telewizyjny, który zajął cały odcinek "Fantastykonu". W 1995 roku w Egmoncie zmieniło się kierownictwo, a wraz z nim odszedł ówczesny redaktor naczelny "Kaczora Donalda". Egmont szukał kogoś, kto zna się na komiksach i popkulturze dziecięcej. Byłem pod ręką. Przyjąłem propozycję. W ciągu dwóch lat udało nam się z "Kaczora" zrobić hipergwiazdę rynku prasy dziecięcej (sprzedawaliśmy co tydzień ponad 200 000 sztuk pisma). Wtedy zaproponowałem szefom powrót do wydawania komiksów. Nie opierali się zbytnio – sami lubili je czytać, rynek wydawał się perspektywiczny, to samo robiły Egmonty w innych krajach. W 1998 roku uruchomiłem pismo "Świat Komiksu", rok później "Klub Świata Komiksu", a w nim, na samym początku – "Thorgala" (obok "Slaine’a" i "Lucky Luke’a").

Czy na wydawcę bestsellerowej serii czekały jakieś przeszkody?

Za mały nakład wydrukowaliśmy na początku. Przez pierwszy kwartał zrobiliśmy ze 3 dodruki. Szybko dobiliśmy do 20 000 sprzedanych kopii. Na pierwszym spotkaniu autorskim z Grzegorzem był problem. Robiliśmy je w Mazowieckim Domu Kultury na Elektoralnej w Warszawie. Przyszło tyle ludzi, że w pewnym momencie straż przestała ich wpuszczać do budynku, bo przekroczone zostały normy pożarowe. Były więc awantury, oczywiście. To się powtarzało potem i w zasadzie trwa do dziś – długie kolejki po autografy. W czasie pierwszego spotkania w Empiku Junior, to był 1998 rok, kolejka schodziła z trzeciego piętra i ciągnęła się niemal do kina "Atlantic".

Jak duża jest poczytność "Thorgala" w Polsce?

To jeden z najpopularniejszych polskich komiksów i w zasadzie jedyny niedziecięcy (obok Tytusa i Kajka), który jest powszechnie rozpoznawany, nawet przez komiksowych nie-nerdów. Każdego nowego tomu drukujemy na starcie ok. 20 000 egz. To gigantyczny wynik na komiksowym rynku, choć gdy porównamy go z bestsellerami książkowymi, to jest on już tylko bardzo dobry.

Czy na przestrzeni lat poczytność ulegała zmianom?

Nie. Mamy starych czytelników, którzy dokupują kolejne tomy dla siebie ale też dla swoich dzieci. Mamy nowych, którzy dopiero poznają serię. Wszystkie części cyklu systematycznie dodrukowujemy.

Czemu Egmont decyduje się na wydawanie "Thorgala" zarówno w miękkiej, jak i twardej oprawie?
Kiedyś wydawaliśmy go tylko na miękko. Więc nowe tomy wydajemy też w tej postaci, bo są osoby, które tak chcą nadal zbierać serię. Dla fanów gotowych zapłacić nieco więcej za wyższa jakość drukujemy wersję twardą.

Dzisiaj "Thorgale" ukazują się nad Wisłą zaraz po tym, jak zostaną opublikowane na Zachodzie - kiedyś trzeba było czekać na to dłużej - ale mimo wszystko polska premiera zawsze odbywa się dopiero po premierze zachodniej. Z czym jest to związane? Nie ma możliwości wydać w Polsce "Thorgala" w tym samym dniu, co w Belgii i we Francji?

Nie. My znacznie wcześniej musimy zafiksować z dystrybutorami (w szczególności z Empikiem) datę premiery – bo ona zazwyczaj związana jest z różnego typu promocjami. Potem nie możemy się spóźnić z dostawą. A w momencie tych ustaleń datę dostawy (komiksy drukujemy razem z licencjodawcą poza Polską) znamy "mniej więcej". Na przykład teraz (początek października) mamy już potwierdzony termin promocji nowych tomów "Louve" i "Kriss de Valnor", a o dostawie wiemy tylko tyle, że będzie "w drugiej połowie listopada". Czyli 16 albo 30. Więc, żeby było bezpiecznie (a przecież zdarzają się i obsuwy produkcyjne), musimy dać termin wejścia na rynek w połowie grudnia. Generalnie, myślę jednak, że fani nie powinni narzekać. Kiedyś czekało się na nowy tom kilka lat, dziś może z miesiąc. Chyba da się wytrzymać?

Chyba najgłośniejszą „wpadką” Egmontu, że tak to ujmę, związaną z publikacją "Thorgala", było wypuszczenie na rynek "Wyspy lododowych mórz" - nakład został wycofany ze sprzedaży, ale wśród kolekcjonerów cieszący się jakąś popularnością... Czy może zdarzyły się jakieś podobne historie, o których mówi się tylko na korytarzach siedziby wydawnictwa?

Nie z "Thorgalem". Kilka innych było. W ciągu ostatnich 17 lat wydaliśmy ponad tysiąc woluminów. Wpadki musiały się zdarzać.

Piotr Rosiński zdradził, że trwają rozmowy nad grą planszową osadzoną w świecie "Thorgala". Czy można prosić o jakiś komentarz w tej sprawie, czy jest na to jeszcze za wcześnie?

Nie mam nic więcej do dodania, na razie. Mamy dynamiczny dział gier planszowych, chcielibyśmy zrobić "Thorgala".

Proszę powiedzieć, jak to się stało, że wydana przez Egmont gra karciana "Thorgal" została porzucona, chociaż w planowano jej poszerzenie?

Po prostu nie sprzedaliśmy stosownej liczby kart. Pewnie trochę w tym naszej winy, Egmont nie był wydawnictwem, które dysponowało strukturą i organizacją przygotowaną do obsługi tego typu produktów (turnieje, kolekcjonerzy, dystrybucja). Ale i mieliśmy też trochę pecha, niemal dokładnie w tym samym czasie na rynek trafiła wielka karcianka fantasy "LOTR" w polskiej edycji. Poprzednich kilka lat – nic, potem – też bez karcianek fantasy po polsku. A tu taki potężny konkurent, niemal w tym samym czasie. Bardzo żałuję, bo myślę, że gra miała potencjał. Reguły były proste i dynamiczne, planowane dodatki miały zwiększyć atrakcyjność rozgrywki. Gra miała być w miarę prosta i dynamiczna, a jednocześnie oddawać nastrój i fabułę serii. I to się twórcom bardzo udało. Sam bardzo lubiłem w nią grać, świetnie się przy niej bawili i moi przyjaciele, i dzieci. Pierwszy dodatek mieliśmy już nawet złamany – dodawał on grze więcej długofalowej strategii (karty bogów) i nowe typy kart i postaci (związane z techniką kosmitów). No, ale – nie udało się.

Wydawca belgijski co rusz przygotowuje dla czytelników wydania specjalne "Thorgali", opatrzone szkicami, tudzież w powiększonym formacie. Czy Egmont miał tego pomysły na tego typu przedruki, czy nasz rynek by nie wchłonął takich ekskluzywnych albumów?

Nie planujemy takich wydań. To są kosztowne edycje, nasi fani zbierają już albo wersję SC albo HC, która to robi u nas za tę bardziej ekskluzywną. Wydaliśmy za to wypasione edycje innych komiksów Grzegorza Rosińskiego.

A czy w planach Egmontu znajduje się album making of "Swiatów Thorgala"? Znajdują się w nim wywiady z autorami pracującymi w tym uniwersum, zdjęcia, ilustracje, ale także komiksowe plansze, których czytelnicy nie znajdą w żadnym innym albumie.

Nie w tym roku.

W ogóle podoba się Panu pomysł na poszerzenie uniwersum "Thorgala" o cykle poboczne?

Bardzo mi się podoba. I jako wydawcy doglądającemu biznesu, i jako miłośnikowi serii chcącemu ją czytać jak najczęściej. Uważam, że rozszerzenia doskonale osadzono w uniwersum "Thorgala", są świetnie rysowane, dobrze napisane. Oczywiście, są elementy, które podobają mi się mniej, np. Louve rozmawiająca z wilkami zwykłym balonikowym dialogiem, ale generalnie czytam te komiksy z wielką frajdą. Sprzedają się niemal tak samo, jak seria oryginalna.

A jak podoba się Panu książkowa adaptacja serii, która ukazała się również nakładem Egmontu? Moim zdaniem pozostawia wiele do życzenia...

A czego Pan oczekiwał, prozy jakości Tolkiena czy Martina? To jest po prostu książkowa adaptacja komiksu – tylko tyle i aż tyle. Wolałbym, żeby powstały powieści w świecie "Thorgala", które podają nowe, oryginalne fabuły w tym uniwersum. Wolałbym, żeby nie zmieniano kanonicznych scen z komiksu. Wolałbym, żeby seks Thorgala z Aaricią pozostał w pewnym niedopowiedzeniu, tym bardziej, że powieści mają czytać małe dzieci. Ale to jest tylko prozatorska adaptacja komiksu.

Pamięta Pan swój pierwszy kontakt z tą serią?

Jasne. Byłem czytelnikiem "Relaksu". Uwielbiałem komiksy Rosińskiego o historii Polski. Pierwszy odcinek "Thorgala" był jak walnięcie młotkiem w mózg. Miłość od pierwszego wejrzenia. Czytałem go na okrągło, do dziś pewnie z kilkadziesiąt razy. To zresztą działa nadal, moje nastoletnie córki i ich rówieśnicy, którzy stykają się z serią – wsiąkają w nią. Tam jest wszystko – egzotyczna przygoda, elementarne, głębokie emocje, klarowne wartościowanie postaw i zachowań, no i wreszcie wspaniałe rysunki.

Uważam też, choć w latach 80-tych nie zdawałem sobie z tego sprawy, że popularność "Thorgala" w PRLu mogła mieć jeszcze jedną przyczynę, być może wcale nie zaplanowaną przez twórców. Myśmy (mówię o pokoleniu dzisiejszych 40-50-latków) dorastali w końcówce tego komunistycznego syfu. Okłamywano nas, pozbawiano elementarnych wolności, czasem tłuczono pałami. Uciekaliśmy w literaturę i muzykę. W przyjaciół i rodzinę. Staraliśmy się jakoś w tym żyć i urządzić, ale chcieliśmy mieć z tym szajsem i jego włodarzami jak najmniej wspólnego (no, z wyjątkiem tych działaczyków różnych czerwonych młodzieżówek, co chcieli mieć dużo wspólnego – tym nieźle żyło się wtedy, a i teraz nie narzekają). A Thorgal to konserwatywny anarchista. Przestrzega tradycyjnych wartości, takich na przykład jak wierność słowu czy lojalność wobec przyjaciół i rodziny. Ale jednocześnie unika władzy, chce żyć sam, za dala od niej, najchętniej na jakiejś wyspie. To była filozofia bliska wielu moim rówieśnikom. Odnajdywaliśmy ją i w jarocińskiej punkowej muzyce (Dezerter wykrzykiwał: "chcę być sam zostawcie mnie, odczepcie się"), i u Zbigniewa Herberta (w rozważaniach pana Cogito, na przykład), i w polskiej fantastyce naukowej (wielu bohaterów Zajdla). Ale też w powieściach Dicka, Chandlera, Tolkiena (krasnoludy!), westernach i "Gwiezdnych wojnach". Więc dziś myślę, że polubiliśmy tego faceta, bo mieliśmy podobne marzenia co on – spokojnego życia, w miarę możliwości jak najdalej od ówczesnych władców świata.

A jaki jest Pana ulubiony album "Thorgala"?

Bardzo lubię cykl Qa, a pojedynczy ulubiony album to "Władca gór". Świetna grafika, ale też fabuła rozpracowująca pętlę czasu z niezwykłą maestrią. Doceniam tę robotę, i jako czytelnik, i jako pisarz. Pamiętam, że jako małolat po lekturze tego tomu siadłem nad kartką papieru i rozrysowałem cały schemat czasowych skoków. Dwadzieścia lat później zrobiłem to samo z moimi córkami. Świetna sprawa.

Wreszcie, jak czuje się Pan jako wydawca tego tytułu?

W ramach "KŚK" wydawałem komiksy praktycznie wszystkich polskich autorów, których komiksami zaczytywałem się jako dzieciak. A jakie to uczucie zamienić młodzieńcze hobby w zawód? Kapitalne, polecam wszystkim.

Jest Pan wydawcą komiksów, ale też pisarzem. Nad czym Pan pracuje teraz?

W listopadzie ukaże się moja nowa książka, "Czerwona Mgła", której akcja osadzona jest w zniszczonej przez magię Europie, w końcówce tego stulecia. Ocaleni ludzie, wraz z elfami, walczą z istotami, które chcą nas wybić lub zniewolić. Główny bohatera jest takim trochę konserwatywnym anarchistą… Tyle w skrócie. Kapitalne ilustracje do książki narywał Przemek "Trust" Truściński.

Dziękuję za rozmowę.

środa, 10 października 2012

Fanart nr 44: Paweł Piechnik

Autorem rysunku widocznego obok jest Paweł Piechnik. Na swoim koncie ma między innymi wydany w formie albumiku komiks "Legenda o Skamieniałym Mieście" (do tekstu legendy Feliksa Piaseckiego) czy opublikowaną w antologii "Polacy o Czechach, Czesi o Polakach" historyjkę "Perspektywy" (do scenariusza Tomasza Kontnego). Jego prace można zobaczyć na stronie http://www.pawelpiechnik.com. O "Thorgalu" mówi:

"Narysowałem Thorgala właśnie w ten sposób, bo wydawać by się mogło, że Bogu winny komiksowy bohater wycierpiał się już sporo. Teraz jednak, w moim odczuciu, cierpi jeszcze bardziej i to bynajmniej nie za swoje grzechy. Mam na myśli grzechy wydawcy, stwórców i spadkobierców tego uniwersum czy cyrografu podpisanego na kontynuowanie tej serii jak i otwarcie pobocznych cykli. Może kończy się dla mnie era fantastycznego etapu z dzieciństwa, może podświadomie widzę Thorgala właśnie w takiej postaci z zakneblowanymi ustami, który nie może powiedzieć "Przestańcie! Mam dosyć! Jestem już zmęczony", tylko wije się w konwulsjach scenarzysty a przez to i rysownika. 

Mam wielki szacunek do twórczości Pana Grzegorza Rosińskiego i to głównie przez Jego rysunki robię to, co robię. Powiem więcej, cieszę się, że styl rysowania w głównej serii zmienił się na bardziej malarski, bo przynajmniej od strony graficznej widać gdzieniegdzie powiew świeżości, czego nie można powiedzieć o scenariuszach.

Przyznaję jednak szczerze, że sentyment z dzieciństwa pozostał i pomimo całego mojego biadolenia i krytykanctwa trzyma mnie mocno w nawyku do kupowania głównej jak i pobocznych albumów serii. Szkoda, że to już bardziej sentyment niż magia początków i rozkwitu Thorgalowego świata."

wtorek, 9 października 2012

Cztery plansze z "Dłoni boga Tyra"

Poniżej zobaczyć można cztery pierwsze plansze z drugiego albumu cyklu "Louve" autorstwa Yanna i Romana Surżenki. Na rynku franko-belgijskim komiks trafi do sprzedaży 16 listopada. Wydawnictwo Egmont zaplanowało jego premierę na 12 grudnia.


Cztery plansze z "Czynu godnego królowej"

Poniżej zobaczyć można cztery pierwsze plansze z trzeciego albumu cyklu "Kriss de Valnor" autorstwa Yvesa Sentego i Giulio de Vity. Na rynku franko-belgijskim komiks trafi do sprzedaży 2 listopada. Wydawnictwo Egmont zaplanowało jego premierę na 12 grudnia.


czwartek, 4 października 2012

Film z wystawy Grzegorza Rosińskiego


W tym miejscu obejrzeć można krótki film dokumentujący wystawę pt. "Grzegorz Rosiński. Mistrz ilustracji i komiksu", która w dniach 30.06-19.08 miała miejsce w Muzeum Regionalnym w Stalowej Woli. Autorem filmu jest Piotr Rosiński.

środa, 3 października 2012

Fanart nr 43: Grzegorz Gwardiak

Obraz widoczny obok namalował Grzegorz Gwardiak, plastyk na co dzień realizujący się w pracy artystycznej, pasjonat malarstwa, od czasu do czasu rysujący komiksy "do szuflady". Na temat "Thorgala" mówi:

"Do wykonania  "fanartu" inspiracją była "Wilczyca", czyli "co może zrobić zdesperowany facet w obronie rodziny", komiks podkreślający wartości, które tak cenię, a są zapominane we współczesnym świecie. Wydaje mi się, że ponadczasowość "Thorgala" właśnie na tym polega. Te wartości na pewno nie byłyby tak dobrze przekazane, gdyby nie naprawdę piękna kreska Pana Rosińskiego, kolor, doskonała mimika postaci i biegłość w posługiwaniu się językiem plastycznym. Moja praca jest hołdem złożonym wspaniałemu artyście, dlatego też naśladuję troszkę w tej pracy styl mistrza.