EPOXY

poniedziałek, 11 grudnia 2017

"Thorgal" bez Xaviera Dorisona

W wywiadzie udzielonemu flandyjskiemu magazynowi "De Stripspeciaalzaak", Yann Le Pennetier - autor scenariuszy serii "Louve" i Młodzieńcze lata" - poinformował, że Xavier Dorison nie jest już scenarzystą "Thorgala".

sobota, 9 grudnia 2017

Komunikat wydawcy w sprawie artbooka

Wydawnictwo Egmont Polska wydało oficjalny komunikat dotyczący artbooka z pracami Grzegorza Rosińskiego, przygotowanego z okazji 40-lecia serii "Thorgal". Jego treść brzmi następująco:

"KOMUNIKAT DOTYCZĄCY ARTBOOKA THORGAL

W związku z docierającymi do nas pytaniami, chcielibyśmy poinformować czytelników, że nakład albumu jest limitowany i nie planujemy jego dodruku.

Otrzymaliśmy też sygnały, że niektóre egzemplarze książki mają wadę - rysę na okładce. Całkowicie rozumiemy fakt, że album za 150 zł powinien być pozbawiony tego typu uszkodzeń i że dla tak wymagających klientów, jakimi są odbiorcy komiksu, może to być wada skłaniająca z rezygnacji z zakupu.

Ponieważ cały nakład trafił już do księgarzy i hurtowników, nie mamy egzemplarzy na wymianę (i nie będziemy ich mieli).

Zgodnie z obowiązującymi aktualnie w Polsce przepisami konsumenckimi, nieusatysfakcjonowani klienci mogą zwrócić towar w sklepach i odebrać pieniądze.

Przepraszamy klientów za kłopot, który jednak nie wynika z winy wydawnictwa Egmont. Album drukowany był w koprodukcji z edycją francuską przez firmę Mediatoon, licencjodawcę serii Thorgal. W procesie pakowania i transportu niektóre egzemplarze zostały uszkodzone. Nakład do dystrybucji dopuszczamy na podstawie egzemplarzy sygnalnych (które były poprawne) i nie jesteśmy w stanie sprawdzić wszystkich wydrukowanych egzemplarzy (jak żaden inny wydawca).

Wydawnictwo Egmont"

niedziela, 3 grudnia 2017

Strony z artbooka Rosińskiego

Wydawnictwo Le Lombard przedstawiło sześć stron (7, 11, 98, 99, 138 i 154) z okolicznościowego artbooka z pracami Grzegorza Rosińskiego, przygotowanego z okazji 40-lecia serii "Thorgal". W Polsce liczący 224 strony album w formacie 241 x 318 mm i twardej oprawie trafi do sprzedaży 7 grudnia. Jego cena wyniesie 150 zł.
 

piątek, 1 grudnia 2017

Recenzja "Góry czasu"

Ruch uchwycony na okładce siódmego albumu serii „Kriss de Valnor” w jakimś sensie magnetyzuje, skłania do tego, by dłużej jej się przyjrzeć. Oto dwie kobiece postaci toczą walkę w morskiej topieli, otoczone przez wzburzone pęcherzyki powietrza, wywołane przez gwałtowne wpadnięcie do wody tychże. Nie są to jednak dwie przypadkowe postaci. Naszym oczom przedstawiony jest widok dwóch siłujących się ze sobą Kriss de Valnor. Od razu rodzi to szereg pytań. O co tu chodzi? Wiele mówi już tytuł, sugerujący możliwość odbycia podróży w czasie, a zatem sankcjonujący takie nietypowe spotkanie. I tak jak dawno żadna okładka namalowana przez Grzegorza Rosińskiego nie była równie dynamiczna, tak samo jest z tym, co odnajdujemy pod okładką. Xavier Dorison i Mathieu Mariolle jako tandem scenarzystów sprawdzili się już poprzednim albumie, przejmując schedę po Yvesie Sencie, teraz zaś udowadniają, że ich wyselekcjonowanie przez wydawnictwo było doskonałym wyborem. „Góra czasu” to moim zdaniem świetny komiks.

Jest coś takiego w tym albumie, co zdecydowanie wyróżnia go na tle wszystkich pozostałych albumów tej serii, a przy okazji wszystkich albumów pozostałych serii pobocznych. Tym czymś jest ekspozycja, sposób wejścia w historię. Otóż od razu na pierwszej stronie odnajdujemy się w samym środku akcji. Bez przydługich wstępów, bez marnowania kilku stron na wyjaśnienia, bez wcielania w życie jakże często ironicznie komentowanej zasady rządzącej fabułami osadzonymi w światach fantasy, mówiącej, że „przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę”. Tutaj po prostu się dzieje. I chociaż trudno utrzymać szybkie tempo przez cały czas, to jednak jest ono dość mocno podkręcone od samego początku do samego końca. Swego rodzaju błyskotliwość tego rozwiązania można odnieść do wymiany zdań z drugiej strony albumu, gdzie Kriss de Valnor zadaje pytanie jednemu ze swych towarzyszy. Dlaczego to? A dlaczego tamto? Celowo nie napiszę, o co pyta. Odpowiedź jest genialna w swojej prostocie i oczywiście delikatnie przeze mnie sparafrazowana. „Bo tak”. Bo tak wymyślili to sobie autorzy, bo tak funkcjonuje ten świat. Po co rozwodzić się zbyt długo nad takimi rzeczami, kiedy stawiamy na przygodę oraz akcję.

Ma się rozumieć, to też nie jest tak, że wystarczy, aby coś się działo, a czytelnik będzie siedział oniemiały z wrażenia od początku do końca lektury. Wręcz przeciwnie, za tym dzianiem się muszą stać twardo na nogach solidne postaci napędzane przez wiarygodne motywy. I tak właśnie jest w tym przypadku. Kriss de Valnor, którą odnajdujemy pod koniec poszukiwań tajemniczej góry czasu, która ma jej pozwolić pokonać ogromną odległość pomiędzy północnymi krainami, a Bag Dadhem, poprzez wykorzystanie jej magicznych właściwości. Wiemy, że jest zdeterminowana do tego, co robi, bo jej spojrzenie na świat zmieniły wydarzenia ukazane w „Wyspie zaginionych dzieci”. I tylko tego potrzeba, by po same uszy zanurzyć się w fabule komiksu.

Sam motyw podróży w czasie jest nierozerwalnie związany z „Thorgalem” od samego początku, bo został wykorzystany pośrednio w już „Rajskiej grocie”, a bezpośrednio w „Trzech starcach z kraju Aran”. Potem był kilkukrotnie eksploatowany przez Van Hamme'a, w najbardziej mistrzowskiej postaci we „Władcy gór”. Dorison i Mariolle niekoniecznie jednak korzystają z konceptu wykorzystywanego przez ich poprzednika, rozrysowanego na piasku przez Jaaxa w „Koronie Ogotaia”. Góra Czasu rządzi się swoimi prawami, wymaga podejmowania takich, a nie innych decyzji przez tych, którzy chcą za jej pośrednictwem odbyć podróż w czasie i przestrzeni. To naprawdę duży plus, że u podstaw fabuły znajduje się nowy, oryginalny koncept.

Naprawdę udanie przedstawia się kreowanie – można by powiedzieć „na poczekaniu” – nowych postaci na potrzeby każdej nowej historii. W „Wyspie zaginionych dzieci” takimi postaciami byli Osjan i Erwina. Tutaj poznajemy dwóch towarzyszy Kriss – Claya oraz Akzela. Obaj są charakterni, to bohaterowie z krwi i kości, a choć ich osobowości nie zostają może szczególnie pogłębione, są wiarygodni i doskonale spełniają swoje role. To ważne i tym bardziej rzucające się w oczy w kontekście towarzyszy Jolana, z których naprawdę ciężko cokolwiek wycisnąć po tych kilku albumach, w których się pojawili. Draye, Ingvilda i Xia jak dotychczas niczym nie zachwycili. A Arlac już nie żyje.

Wyraźnie widać, że obydwu scenarzystom łatwiej było zsynchronizować się z Kriss de Valnor niż z Jolanem. I winni temu są chyba przede wszystkim otaczający młodego chłopaka przyjaciele, którzy w raz z nim odbywali nauki u Manthora, lecz w zasadzie swoją rolę spełnili w albumie „Tarcza Thora”, gdzie unikalna zdolność każdego z nich posłużyła otwarciu bramy do Asgardu. Potem wszyscy mogliby w zasadzie zniknąć nam z oczu. Jednym słowem Yves Sente nie sprostał wyzwaniu powołania do życia na tyle ciekawych postaci, aby ubogacały one otoczenie syna Thorgala. Wręcz przeciwnie, od samego początku są mu kulą u nogi, ograniczają go. Dlatego ekspozycja – choć naprawdę krótka – wątku Jolana w tym albumie wygląda dość nieciekawie. Król Uzdrowiciel w otoczeniu swoich towarzyszy czuje się nieswojo, trudno wykrzesać jakiekolwiek dobre wymiany zdań między postaciami, toteż nic dziwnego, że Dorison i Mariolle uciekli się do zabiegu wyciągnięcia bohatera z dotychczasowego kontekstu i umieścili go w nowym, znajdującym się całkowicie pod ich kontrolą. Osiągnęli to w jednocześnie prosty oraz ciekawy sposób.

Kluczem do rozegrania wątku Jolana jest wprowadzenie nowej, niezwykłej postaci. Jest nią tajemniczy Joril Świątobliwy, rozjemca, który może doprowadzić do rozstrzygnięcia każdego dużego konfliktu zbrojnego na arenie, na której w pojedynku na śmierć i życie mierzą się dowódcy dwóch przeciwnych stron. Tak oto król Jolan otrzymuje propozycję, by stanąć oko w oko z cesarzem Magnusem i doprowadzić do końca wojny, bez konieczności dalszego rozlewu krwi po obu stronach. Tym sposobem dotychczas nudna wojna wyznawców Jahvusa z wyznawcami bogów Asgardu, której jednym dotychczasowym punktem kulminacyjnym była cokolwiek dziwna bitwa nad rzeką Raheborg, nabiera zupełnie innego wymiaru. Pomysł na położoną w niedostępnym miejscu arenę to drugi kluczowy pomysł, stanowiący o sile tego komiksu, po wspomnianym wyżej koncepcie na magiczną górę pozwalającą na dokonanie skoku w czasie.

„Góra czasu” ma jeden mankament, a jest nim sztywne podzielenie albumu na dwie części, z których każda znajdzie swój finał w kolejnym odcinku. Pamiętajmy, że ów finał jest niejako wymuszony przez plan zbiegnięcia się linii fabularnych dwóch serii pobocznych z linią fabularną serii głównej. Była to jednak decyzja podjęta świadomie, po rozważeniu wszystkich za i przeciw. Otóż opcje były trzy. Pierwsza zakładała wydanie jednego albumu zawierającego tylko perypetie Kriss i drugiego zawierającego tylko perypetie Jolana. Tutaj istniało ryzyko, że czytelnicy źle przyjmą informację o tym, że w serii poświęconej czarnowłosej bohaterce w ogóle się ona nie pojawia, a Dorison i Mariolle chcieli rozdzielić losy tych dwóch postaci. Druga opcja zakładała płynne przeplatanie się obydwu wątków na przestrzeni dwóch albumów. W jakimś sensie byłoby bliskie temu, co prezentują z powodzeniem seriale telewizyjne, no chociażby jak „Gra o Tron” czy „Wikingowie”. Trzecia opcja, na którą się zdecydowano, zakładała podzielenie każdego z dwóch albumów na dwie następujące po sobie części. Efektem tego jest komiks, który de facto składa się z dwóch odrębnych historii, z których każda stanowi odrębną całość, posiada początek, rozwinięcie i kończy się cliffhangerem. Przyznam, że chyba byłbym skłonny przychylić się bardziej do jednej z dwóch pozostałych dwóch opcji, natomiast naprawdę trudno mi zakwestionować decyzję autorów. Czyni to siódmy album serii „Kriss de Valnor” trochę nietypowym, natomiast bynajmniej nie ujmuje to ani jakości scenariusza, ani rysunków.

No właśnie, jeśli chodzi o warstwę graficzną, doszło do kolejnej zmiany w zespole i tak na stanowisku rysownika zameldował się Frederic Vignaux, którego jako kolorysta wspomaga Gaétan
Georges. Co najważniejsze, dobrze czuje postać Kriss de Valnor. Jego kreska wyczuwa naturę tej postaci, oddaje jej dzikość i wojowniczość, a kiedy trzeba nadaje jej demonicznego charakteru. Operuje ostrą linią, dobrze wychodzą mu dynamiczne sekwencje i mam takie odczucie, że lepiej wychodzą mu sceny rozgrywające się w mroku lub w deszczu (świetne otwarcie albumu), gdzie musi nanieść więcej kresek na kartkę. Co ciekawe, kreskę Vignauxa można oceniać dwojako, ze względu na dostrzegalną różnicę pomiędzy planszami poświęconymi Kriss i Jolanowi. Zwłaszcza na początku epizodu Jolana można odczuć, że Francuz silnie próbuje nawiązać do stylu Giulio de Vity w przedstawieniu tych kilku postaci, co nie wychodzi mu najlepiej. Moim zdaniem nieszczególnie mu one leżały. Z kolei Joril Świątobliwy wygląda oryginalnie. Udało mu się również nieco „podkręcić” postać Magnusa, na co chyba przełożyło się odświeżenie tej postaci przez scenarzystów, a w toku wydarzeń coraz lepiej zaczął sobie radzić z Jolanem, który na pierwszych kilku kadrach nie ma wyrazu. Warto jeszcze dodać, że na końcu albumu znajduje się pięć stron materiałów dodatkowych, w tym szkiców Vignauxa.

Krótko podsumowując, „Góra czasu” to bardzo dobry komiks, wyróżniający się na tle dotychczasowych albumów wchodzących w skład „Światów Thorgala”. Widać, że Dorison i Mariolle potrzebowali jednego albumu przejściowego, aby się wczuć, rozgrzać, wprawić, wreszcie aby przekierować historię na nieco inne tory. Pomimo próby oderwania oryginalnych pomysłów od kontinuum, to znaczy próby stworzenia dwóch autonomicznych historii z dwójką głównych bohaterów, daje się tu odczuć pewien wymóg podążania tropem fabuły rozpoczętej przez Yvesa Sentego, która ma biec ku pewnemu upatrzonemu dużo wcześniej punktowi, ale to nic nie szkodzi. Natomiast gdyby nie to, jestem całkowicie przekonany, że byłoby tylko lepiej. I jest jeszcze coś, co stanowi niezaprzeczalną zaletę niniejszego albumu. Chętnie się do niego wraca. Może właśnie dlatego, że pierwsza lektura jest w jego przypadku bardziej żywiołowa. Kolejna pozwala poukładać sobie pewne rzeczy, a przy tym docenić konstrukcję narracji, sposób opowiadania, ilustracje. Zaś apetyt, jaki po sobie pozostawia, skłania do odszukania na własną rękę tajemniczej góry czasu, by jak najszybciej poznać ciąg dalszy. Jeśli jednak zdecydujemy się poczekać, kolejny album nieuchronnie trafi do naszych rąk już za rok.

"Kriss de Valnor" album 7: "Góra czasu"
Tytuł oryginalny: Le Montagne du temps
Scenariusz: Xavier Dorison i Mathieu Mariolle
Rysunek: Fredric Vignaux
Kolor: Gaétan Georges
Tłumaczenie: Wojtek Birek
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data publikacji: 12.2017
Wydawca oryginału: Le Lombard
Liczba stron: 56
Format: 21,5 x 28,5 cm
Papier: kredowy
Druk: kolor
Oprawa: miękka/twarda
Cena: 22,99 zł/29,99 zł

środa, 29 listopada 2017

Strony z Artbooka Rosińskiego

Wydawnictwo Egmont Polska przedstawiło trzy strony (5, 77 i 206) z okolicznościowego artbooka z pracami Grzegorza Rosińskiego, przygotowanego z okazji 40-lecia serii "Thorgal". Liczący 224 strony album w formacie 241 x 318 mm i twardej oprawie trafi do sprzedaży 7 grudnia. Jego cena wyniesie 150 zł.