EPOXY

poniedziałek, 21 listopada 2016

Aukcja z pracami Grzegorza Rosińskiego

W minioną sobotę w paryskim domu aukcyjnym Christie's odbyła się licytacja komiksowych plansz i ilustracji, wśród których znalazły się również dzieła Grzegorza Rosińskiego.

Nabywców znalazły dwie plansze z albumów "Thorgala": widoczna obok 36 plansza "Ponad Krainą Cieni" (52 500 €) oraz 3 plansza "Alinoe" (17 500 ). Oprócz tego na aukcji sprzedane zostały: 15 plansza "Szninkla" (41 250 ), 72 plansza "Szninkla" (11 250 ) oraz 34 plansza drugiego albumu "Skargi Utraconych Ziem" zatytułowanego "Blackmore" (5 625 ).

piątek, 18 listopada 2016

Sprzedaż "Szkarłatnego ognia" we Francji

Zgodnie z danymi udostępnionymi przez francuski magazyn branżowy "Livres Hebdo", najnowszy album "Thorgala" zadebiutował na 9 miejscu w rankingu najlepiej sprzedających się książek na francuskim rynku księgarskim w tygodniu od 7 do 13 listopada. "Szkarłatny ogień" został wydrukowany przez Le Lombard w nakładzie 200 000 egzemplarzy, a jego premiera miała miejsce 10 listopada.

Pierwsze miejsce w zeszłotygodniowym rankingu również zajął komiks: "Lucky Luke" pod tytułem "La Terre promise" ("Ziemia obiecana"). Na trzecim miejscu uplasował się "Harry Potter i przeklęte dziecko", na czwartym "Dziewczyna z pociągu".

poniedziałek, 14 listopada 2016

Storyboardy plansz ze "Szkarłatnego ognia"

Poniżej zobaczyć można storyboardy czterech plansz z najnowszego "Thorgala" zatytułowanego "Szkarłatny ogień" (plansze 4-7). To okazja, by przyjrzeć się pierwszemu etapowi pracy Grzegorza Rosińskiego, zanim przystąpi do malowania albumu: sposobowi rozplanowania układu kadrów na planszy oraz rozmieszczeniu zawartości każdego z kadrów. Storyboard powstaje w oparciu o pierwsze wrażenie artysty podczas lektury scenariusza. Warto porównać go z efektem końcowym w albumie. Materiały objęte są prawami autorskimi.

wtorek, 8 listopada 2016

Recenzja "Szkarłatnego ognia"

"Mam wesprzeć jednych szaleńców przeciw innym?", pyta Thorgal swego najmłodszego syna Aniela, kiedy ten namawia go, by opowiedział się po stronie obrońców Bag Dadhu w walce przeciwko oblegającej miasto wschodniej armii cesarza Magnusa. W głosie mężnego Wikinga przebrzmiewa niezmienna pogarda wobec tych, którzy poprzez konflikt zbrojny dążą do władzy. Thorgal nie chce zostać uwikłany w wojnę, która nie jest jego. Tak zresztą było od zawsze. Długą drogę do Miasta Orła przebył w jednym tylko celu. Z zamiarem wyrwania z rąk porywaczy syna, którego dała mu Kriss de Valnor. I choć dotychczasowe trudności pokonał ze szlachetnych pobudek, czego zarzucić mu nie sposób, z szerszego kontekstu można wysnuć wniosek, że uczynił to ogromnym kosztem dla swojej rodziny. Nim jednak przyjdzie czas na rehabilitację, trzeba pomyślnie wykonać misję, która została rozpoczęta kilka albumów temu. Zadanie jej ukończenia zostało powierzone nowemu scenarzyście, obecnie jednemu z najlepszych na rynku frankofońskim. Jest nim Xavier Dorison, twórca takich tytułów jak "Trzeci testament", "Long John Silver" czy "Undertaker". Podobno kiedy oficyna Le Lombard zaproponowała mu przejęcie "Thorgala", odmówił. Koniec końców dał się jednak przekonać i owoce jego pracy są naprawdę słodkie, choć miejscami wyczuwa się w nich jeszcze cierpki posmak tego, co zostawił po sobie poprzedni scenarzysta, z którym wydawnictwo postanowiło zakończyć współpracę po niezbyt udanym albumie "Kah-Aniel" i niezbyt jasnym kierunku, w jakim miały zmierzać Światy Thorgala. 

Dla Jeana Van Hamme'a motyw rodziny był tym, który spajał sagę o Thorgalu Aegirssonie. Chociaż różnie bywało, a los tak często sypał piaskiem w oczy, w "Królestwie pod piaskiem" nawet dosłownie, więzi rodzinne były trwalsze niż wszystko. Kiedy schedę po Van Hamme'ie przejął Yves Sente, rodzina jako taka stopniowo stawała się coraz mniej istotna. O wiele ważniejsze były intrygi, które kochającą nade wszystko złoto Kriss de Valnor doprowadziły do tego, że na śmierć zapomniała o swoim synu, dla którego ratowania poświęciła wcześniej swoje życie. Co gorsza, Thorgal w trakcie wędrówki na wschód uległ pokusom ponętnej Salumy, tak jakby zupełnie postradał zmysły i zapomniał, jakim człowiekiem był dotychczas. Xavier Dorison, który został trzecim scenarzystą w czterdziestoletniej już historii tej kultowej serii, zdaje się postrzegać "Thorgala" nie tylko w aspekcie przygodowej historii z gatunku heroic fantasy, lecz takiej, w której bohaterami targają żywe emocje i uczucia związane z ich więzami rodzinnymi. Już w szóstym albumie serii "Kriss de Valnor", której jest współscenarzystą, niejako całą fabułę podporządkował jednej rzeczy: uzmysłowieniu Kriss, że przecież jest ona matką i powinna skupić się na losie swojego dziecka, które straciła z oczu. Trochę podobnie w "Szkarłatnym ogniu" duży nacisk zostaje położony na relacje pomiędzy ojcem i synem. Relacje, które dotychczas były po prosu zaniedbane.

Wobec powyższego, na pierwszy plan trzydziestego piątego albumu serii wysuwa się motyw sekty, za której modelowy wręcz przykład służy bractwo Czerwonych Magów. Najlepiej w tym miejscu pasuje cytat ze słów Magona, którego Aniel stał się wiernym uczniem: "Wyzwoliłeś się z więzów dawnego życia, dóbr doczesnych, niepotrzebnych więzi rodzinnych, fałszywych wierzeń..." Motyw dziecka obdarzonego niezwykłymi zdolnościami, którego chcą wykorzystać inni, pojawił się już w "Thorgalu" nie raz. Jolanem chciał się posłużyć nie tylko Shardar, lecz także Uebac. Z kolei teraz Aniela chcą wykorzystać Czerwoni Magowie. Tylko że o ile Thorgala i Jolana łączyła naprawdę silna więź, co w zasadzie musiało zdusić w zarodku wizję potężnego Hurukana stojącego na czele Xijnjinów, o tyle Aniela łączą z Thorgalem w zasadzie tylko więzy krwi. Wykorzystanie tego niedopatrzenia ze strony poprzedniego scenarzysty – bo nie mógłbym sobie wyobrazić, że było to celowe – dało nowemu scenarzyście dość użyteczny od strony konstrukcji fabuły wątek do rozwinięcia. 

Z mojego punktu widzenia, rozliczając przeszłość Thorgala pisaną przez Yvesa Sentego, Xavier Dorison wymierza mu siarczysty policzek. Ma to miejsce w chwili, kiedy Aniel wytyka Thorgalowi motywację stojącą za jego dotychczasowymi działaniami. Buńczuczny młodzieniec nie tylko piętnuje pobudki kierujące Thorgalem, ale w ogóle kwestionuje to, kim Thorgal jest. Szczerze przyznam, że plansza dwudziesta pierwsza tego albumu należy do najmocniejszych, jeśli chodzi o nasilenie emocji, będąc zarazem dowodem na to, że Dorison prześciga w tym aspekcie Sentego, który raczej na próżno komplikował wątki, aniżeli wzbudzał żywe emocje – czy to w bohaterach, czy to w czytelnikach. Mnie te emocje się w tym momencie udzieliły i dostrzegam w tym siłę nowego scenarzysty.

Xavier Dorison to strażak, który ogień gasi ogniem. Dosłownie. Pełniący funkcję script doctora przy różnych projektach filmowych, do Światów Thorgala wkroczył jako scenarzysta, którego zadaniem jest uproszczenie zupełnie niepotrzebnie zagmatwanej historii rozpisanej przez Yvesa Sentego i doprowadzenie jej do punktu, w którym Thorgal będzie wolny od pętających mu ręce i nogi zależności, co w dalszej przyszłości pozwoli scenarzyście na swobodę w rozpisywaniu jego nowych przygód. Zadanie stojące przed francuskim scenarzystą oceniłbym jako trudne, ale możliwe do wykonania. Pierwszym krokiem poczynionym przez Dorisona było dokonanie niezbyt długiego, ale jednak, przeskoku w czasie, aby pewne procesy zadziały się poza kadrem. Oczywiście nic nie zostaje ot tak zamiecione pod dywan. Konsekwencje tego, do czego doszło w międzyczasie, śledzimy już w czasie rzeczywistym, natomiast w zupełnie nowej sytuacji wyjściowej, którą należałoby określić jako kryzysową. Skutkiem tego Dorison może łatwiej podporządkować wszystkie otwarte wątki swojej inwencji twórczej. I chociaż czas goni, bo z obleganego Bag Dadhu należy uciec jak najszybciej, narracja nie jest prowadzona nazbyt pospiesznie. Każda z postaci ma czas, żeby powiedzieć, co myśli i co czuje. Poznajemy też wiele odpowiedzi na pytania, które bez odpowiedzi pozostawiał Yves Sente, lecz już w interpretacji Dorisona, podporządkowane jego planowi na ciąg dalszy serii. Wszystko to składa się na obraz spójnej fabuły, w związku z czym "Szkarłatny ogień" czyta się bardzo dobrze, a jego scenarzysta wychodzi z powierzonego mu zadania obronną ręką. Brawo. 

Widać też, że delikatnie wydłużenie objętości albumu przydało się Dorisonowi. Każda plansza i każdy kadr są w pełni wykorzystane. Nie ma tu scenariuszowego wodolejstwa. Natomiast skądinąd wiadomo, że w zasadzie dla niego najlepszym rozwiązaniem byłaby jeszcze większa przestrzeń, która posłużyłaby mu na bardziej wnikliwe studium postaci. Do tego jednak dojść nie mogło. Wydawcy oraz Grzegorzowi Rosińskiemu zależało na tym, by jak najszybciej opuścić Bag Dadh. Dlatego dodatkowe pięć plansz należy rozpatrywać w formie bonusu wydłużającego przyjemność z lektury, natomiast najbardziej cieszyć może fakt, że łączna ilość pięćdziesięciu i jednej planszy okazała się wystarczająca, by posunąć akcję naprzód i doprowadzić do z góry upatrzonego finału. W dodatku należy pamiętać, że im więcej plansz napisze scenarzysta, tym więcej musi ich narysować rysownik. Na marginesie dodam, że "Kah-Aniel" liczył 308 kadrów, natomiast ten album liczy ich 374, z czego 36 na "nadprogramowych" planszach. 

Dla Grzegorza Rosińskiego okres pracy nad "Szkarłatnym ogniem" zbiegł się z chorobą. To jej skutkiem komiks nie został ukończony według pierwotnego planu, co przesunęło premierę o cały rok. Kiedy widzę okładkę, na której uzbrojony po zęby Thorgal stoi na tle zgliszczy potężnego niegdyś miasta, wyobrażam sobie, że Rosiński też musiał odbyć swoją walkę, aby móc ukończyć trzydziesty piąty album z przygodami swojego kultowego bohatera. Mimo tak wyczerpującej próby, polski artysta pozostał mistrzem w swoim fachu. O ile jednak przy okazji recenzji "Kah-Aniela" mogłem napisać, że "niektóre kadry komiksu są przebogate w detale, warte uważnego przyglądania się im pod różnym kątem", to w przypadku "Szkarłatnego ognia" kreska Polaka przechodzi pewnego rodzaju metamorfozę, staje się miejscami bardzo uproszczona, innymi słowy – umowna, szczególnie w przypadku teł. Biorąc pod uwagę fakt, że akcja rozgrywa się w momencie, kiedy wielkie niegdyś miasto leży w ruinach, czemu w zasadzie miałoby służyć ich nazbyt szczegółowe przedstawianie? 

Nawet jeśli w jego kompozycji pojawiają się jakieś niedokładności, a można na takie natrafić w kilku miejscach, nie zaburzają one w żadnym stopniu płynności narracji. W tym tkwi też sedno wolności artystycznej, by podporządkowując sobie to, co dzieje się na planszy, wyeksponować jedne kadry kosztem innych. Dlatego kiedy patrzy się na bardzo szkicowo przedstawiony na planszy siedemnastej obrazek wisielca dyndającego na kawałku tkaniny, można zastanowić się, czy faktycznie jego szczegółowe przedstawienie służyłoby czemuś więcej. Zresztą w tym konkretnym przypadku kadr ów został celowo przerysowany, a wykrzywioną w grymasie bólu twarz trupa z wywalonym na wierzch językiem rysownik zastąpił właśnie takim, przedstawiającym jedynie zarys truchła. Dla mnie o wiele bardziej liczy się, że Rosińskiemu udaje się wyryć na twarzach bohaterów żywe emocje, szczególnie w przypadku Aniela, który targany wewnętrznymi konfliktami bardzo często uzewnętrznią swoje uczucia. A najważniejsze, że wszystko to komponuje się z kwestiami bohaterów rozpisanymi przez Dorisona. Dlatego mogę stwierdzić, że obaj twórcy stworzyli dobrze funkcjonujący tandem. Choć szkoda, że doszło do tego tak późno, w dodatku w albumie tak bardzo zdominowanym przez przemoc, której przejawem jest wylewających się z plansz czerwień. Z drugiej strony szkarłat nie tylko odnosi się w tym albumie do przelanej krwi oraz tytułowego płomienia, lecz również – w moim przekonaniu – silnego uczucia miłości ojca do syna. 

W nawiązaniu do strony graficznej albumu dodam, że cichym bohaterem albumu jest Bag Dadh, miasto zniszczone najpierw w wyniku bratobójczej walki między wojskiem kalifa a Czerwonym Bractwem, a następnie dosłownie zbombardowane przez armię cesarza Magnusa, która ma na swoich usługach najemników z całego świata, nawet z dalekiej Krainy Qa. W związku z przeskokiem fabularnym, nie jesteśmy świadkami wszystkich zniszczeń czynionych w czasie rzeczywistym, ale już na początku albumu naszym oczom ukazuje się miasto niemal zrównane z ziemią, jakże różne od tego, które mogliśmy podziwiać w pełnej okazałości na czwartej planszy "Kah-Aniela". Zniszczenie Bad Dadhu na planszach "Thorgala" przywodzi na myśl to, co stało się z Bagdadem w roku 1256, kiedy mongolska orda Hulagu-chana, wspierana przez armie chrześcijańskie, zdobyła miasto, po czym zrównała go praktycznie z ziemią, mordując w bestialski sposób jego mieszkańców i niszcząc dziedzictwo kultury, jakie znajdowało się między innymi w Domu Mądrości. Podobno wówczas rzeka Tygrys zabarwiła się na czarno od atramentu topionego w nim księgozbioru. W "Thorgalu" wody rzeki spływają nie tylko krwią, ale też ogniem. Jak wiadomo ogień oczyszcza, tylko że należy obchodzić się z nim ostrożnie... 

Trzyletni okres oczekiwania na "Szkarłatny ogień” nie dłużył się może aż tak bardzo ze względu na trzy serie poboczne, których albumów ukazało się w międzyczasie aż siedem (sic!), ale mimo wszystko była to bardzo długa rozłąka z Thorgalem. Moim zdaniem zbyt długa, choć przecież wymuszona chorobą rysownika, na szczęście zakończoną pomyślną rekonwalescencją pacjenta. Jestem zdania, że dla miłośników serii najtrudniejsze w tym wszystkim było i nadal jest oczekiwanie na domknięcie rozbuchanego chyba do granic możliwości cyklu poświęconego Czerwonym Magom. Gdyby nie to, gdyby oczekiwanie na kolejny tom "Thorgala" było oczekiwaniem na kolejną osobną przygodę z jego udziałem, wszystko wyglądałoby zgoła inaczej. Nim jednak taki moment komfortu nadejdzie, czytelnicy muszą pozostać uzbrojeni w cierpliwość i wyczekiwać na kolejne dwa tomy "Kriss de Valnor" oraz jeden tom "Louve", które podprowadzą fabułę pod trzydziesty szósty album serii głównej, w którym dojdzie do zespolenia wątków oraz domknięcia tego jakże długiego rozdziału w życiu rodziny Aegirssonów. Mając na pokładzie drakkara Xaviera Dorisona w roli sternika, trudno wątpić w powodzenie tej misji. A jak przyznaje Francuz, kolejny album będzie czymś w rodzaju "Pięciu tygodni w balonie" Juliusza Verne'a w świecie Thorgala... 

"Thorgal" album 35: "Szkarłatny ogień"
Tytuł oryginalny: Le feu écarlate
Scenariusz: Xavier Dorison
Rysunek: Grzegorz Rosiński
Tłumaczenie: Wojtek Birek
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data publikacji: 11.2016
Wydawca oryginału: Le Lombard
Liczba stron: 56
Format: 21,5 x 28,5 cm
Papier: kredowy
Druk: kolor
Oprawa: miękka/twarda
Cena: 22,99 zł/29,99 zł


Komiks można kupić w:
www.sklep.gildia.pl

piątek, 4 listopada 2016

Plansze ze "Szkarłatnego ognia"

Wydawnictwo Egmont udostępniło trzy plansze (nr 1, 9 i 18) z trzydziestego piątego albumu serii "Thorgal" zatytułowanego "Szkarłatny ogień", którego polska premiera została zapowiedziana na 9 listopada. Komiks będzie dostępny w miękkiej (22,99 zł) oraz twardej (29,99 zł) oprawie.