środa, 7 maja 2014

Fanart Projekt nr 6: Autor nieznany

Widoczne obok zdjęcie przedstawia fragment muralu namalowanego na budynku Filii nr 18 Podgórskiej Biblioteki Publicznej, która mieści się w Krakowie przy ulicy Jana Izydora Sztaudyngera 5. Autor pozostaje nie znany, wiadomo tylko, że dzieło powstało w 2006 roku. Miejsce to znalazł i obfotografował Maciej Szatko, za co należą mu się wielkie podziękowania. Poniżej zobaczyć można mural w pełnej krasie.


wtorek, 6 maja 2014

Philippe Xavier narysował Jolana

Philippe Xavier jest francuskim ilustratorem, który obecnie pracuje nad seriami "Krucjata" i "Konkwistador" (obie rysowane do scenariuszy Jeana Dufaux). Kilka lat temu wydawnictwo Le Lombard zapytało go, czy nie chciałby wziąć udziału w projekcie "Światy Thorgala". Na rysunku obok można zobaczyć próby podejścia do postaci Jolana, jak sam autor przyznaje "starszego i bardziej... wikińskiego".

Więcej prac i projektów Philippe'a Xaviera można zobaczyć na jego blogu: http://xaveland.blogspot.com.

poniedziałek, 5 maja 2014

Wywiad z Michałem Szolcem

Michał Szolc jest dyrektorem zarządzającym studia Sound Tropez, pomysłodawcą i producentem słuchowisk opartych na trzech komiksowych seriach: "Żywe trupy", "Conan" oraz "Thorgal". Michał zgodził się porozmawiać na temat dźwiękowej adaptacji dwóch pierwszych albumów "Thorgala", której premiera miała miejsce 30 kwietnia. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć:

Thorgal Aegirsson przemówił po polsku głosem Jacka Rozenka. Dlaczego właśnie ten aktor wcielił się tytułową rolę w Waszym słuchowisku?

Wybór Thorgala był jednym z najtrudniejszych, dlatego podeszliśmy do niego bardzo poważnie. Zaprosiliśmy kilku aktorów, którzy zmierzyli się z tym zadaniem. Jacek, oprócz tego, że jest świetnym i bardzo doświadczonym aktorem głosowym, ma w swoim głosie szlachetność i dumę, której szukaliśmy.

Skąd w ogóle pomysł na realizację słuchowiska opartego na komiksie Jeana Van Hamme'a i Grzegorza Rosińskiego?

Skoro już zajmujemy się dźwiękowymi adaptacjami komiksów, to realizacja słuchowiska na podstawie najpopularniejszego komiksu w naszym kraju wydaje się czymś naturalnym. Ale oprócz tego, "Thorgal" to oczywiście wspomnienie z dzieciństwa, dużo silniejsze niż jakikolwiek inny komiks.

Pamiętasz jak zaczęła się Twoja przygoda z "Thorgalem"? Mam na myśli komiks.

Jeden z moich starszych kolegów zbierał "Thorgale". To musiało być gdzieś na początku lat 80-tych. Ciągle je od niego pożyczałem i czytałem. Jego kolekcja częściej była u mnie w domu niż u niego.

A który album "Thorgala" jest Twoim ulubionym?

Najlepiej znam te najstarsze. Przy okazji adaptacji przeczytałem ponownie pierwszych dziesięć i bardzo spodobał mi się "Alinoe". Chyba dlatego, że jest tak zupełnie inny od pozostałych. No i oczywiście "Łucznicy", ze względu na Kriss.

Jak długa była droga od pomysłu na słuchowisko do jego realizacji?

Kilka miesięcy. Niecałe pół roku. Dzięki wsparciu Piotra Rosińskiego, dość łatwo udało nam się przebrnąć przez formalności związane z pozyskaniem licencji. A to niestety zazwyczaj jest najtrudniejsza część. Nagrania trwały kilka tygodni. Postprodukcja, czyli montaż dialogów, dobór muzyki i udźwiękowienie poszczególnych części - trzy miesiące.

Były jakieś problemy ze uzyskaniem zgodny na zrobienie tego, co sobie zaplanowaliście?

Absolutnie nie. Ale pewnie też dlatego, że wszystkie nasze działania zmierzają do tego, żeby dźwiękowy "Thorgal" był jak najlepszy.

Kiedy mieliście już zielone światło, musiał powstać scenariusz, który nie tylko oddałby klimat komiksu, ale przede wszystkim przełożył na słowo wszystko to, co w komiksie funkcjonuje w postaci obrazu. Jak znaleźliście scenarzystę?

Pewnie już wiesz to do Grześka Brudnika - współpracowaliśmy wcześniej przy innych, komercyjnych projektach. Wtedy to dowiedziałem się, że Grzesiek jest olbrzymim fanem "Thorgala". Gdy tylko zdobyliśmy pozwolenie na adaptację, zadzwoniłem do niego z pytaniem, czy nie chciałby się tego podjąć. Nie zastanawiał się ani chwili. A gdy tylko przesłał fragment tekstu stało się jasne, że to był dobry wybór.

Audiobook opiera się na lektorze, który swoim głosem buduje klimat czytanego tekstu. Podobnie jest w słuchowisku, gdzie narrator pełni funkcję przewodnika po świecie, w którym usłyszymy aktorów. Skąd pomysł, by narratorem w "Thorgalu" został Mirosław Czyżykiewicz, który owszem, "pracuje głosem", ale nie miał dotychczas doświadczenia w tego typu produkcjach?

To była sugestia Grześka Brudnika. Mirka Czyżykiewicza znałem wcześniej z projektów muzycznych. Wiedziałem, że ma fenomenalny głos. Nie wiedziałem natomiast, że tak świetnie poradzi sobie z narracją. To był strzał w dziesiątkę.

Jak wyglądał casting na aktorów?

O Thorgalu już wiesz. Podobnie było z Aaricią - nagraliśmy kilka głosów i wybrałem z nich Marię Niklińską. Dobór pozostałych aktorów to moja producencka decyzja. Z większością z nich miałem już przyjemność pracować wcześniej, choćby przy "Żywych Trupach".

Moim zdaniem najbardziej wyrazistą postacią w Waszym słuchowisku jest Gandalf Szalony, któremu głosu użyczył Arkadiusz Jakubik. A Ty z kogo jesteś najbardziej zadowolony?

Arek w roli Gandalfa jest fenomenalny. I też mi się chyba najbardziej podoba. Choć Wojtek Żołądkowicz w roli Wodza Slugów też jest świetny. Albo Robert Czebotar jako bliźniacy - Olbrzym i Karzeł. Praca z takimi aktorami to niesamowity zaszczyt i przyjemność.

Ciężko zrealizować słuchowisko bez dobrej muzyki. W "Thorgalu" zagrała Wardruna, folkowy zespół ze Skandynawii. Skąd pomysł na nich i jak udało Wam się ich przekonać do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu?

Wardrunę podsunął Grzesiek Brudnik, który całkiem nieźle orientuje się w muzyce skandynawskiej czy farerskiej. Skontaktowałem się z założycielem Wardruny, Einarem Selvikiem i opisałem mu projekt. Uznał, że pomysł mu się podoba i to wystarczyło. A dalej to już proza życia - manager, umowa etc.

Lubicie bawić się w udźwiękawianie swoich słuchowisk w oryginalny sposób, ponieważ nie tylko kupujecie, ale również sami tworzycie sample muzyczne, imitujące różne odgłosy. Na przykład, aby nagrać odgłosy z otwierającej sceny "Zdradzonej czarodziejki" wchodziliście do Jeziorka Czerniakowskiego, dodajmy, że przy temperaturze -7 stopni Celcjusza. Co jeszcze oryginalnego zrobiliście udźwiękawiając "Thorgala"?

Biegaliśmy po ogrodzie zimą, żeby mieć oryginalne odgłosy chodzenia po śniegu. No i oczywiście warzywno-owocowa masakra, której efekty słychać, gdy orły rozrywają ciało jednego z bohaterów, czy podczas starcia z Baaldami.

Jakie doświadczenia z produkcji "Żywych Trupów" oraz "Conana" przydały się w realizacji "Thorgala"?

Oj całe mnóstwo. Każde kolejne słuchowisko sprawia, że jesteśmy lepsi, sprawniejsi i bardziej wydajni. Zarówno, jeśli chodzi o pracę z aktorami, jak i postprodukcję nagranego materiału.

Największym zaskoczeniem był dla mnie głos Pana Trzech Orłów. Z początku mnie zdziwił, ale koniec końców uważam zastosowany zabieg z modulacją głosu za bardzo udany. Jak wpadliście na ten pomysł?

To był bodaj najtrudniejszy element pracy nad całym słuchowiskiem. Czytając komiks, nikt nie zastanawia się przecież, jakim głosem mówi Pan Trzech Orłów. A on (a w zasadzie ona) nie może mówić normalnym, ludzkim głosem. Jego finalne brzmienie to efekt wielu prób i podejść.

Chyba przyznasz, że realizacja słuchowiska to nie tylko godziny mozolnej pracy, ale również dobra zabawa. Możesz zdradzić jakieś zabawne momenty z realizacji "Thorgala"?

Płakaliśmy ze śmiechu przy nagraniach Karła z Robertem Czebotarem. Fajnie wspominam nagrania w Jeziorku Czerniakowskim. Choć wtedy nie było nam tak bardzo do śmiechu. No i oczywiście nagranie szanty...

Szanta, którą można usłyszeć w epilogu, to wesoły dodatek do całości. Skąd pomysł na ten element słuchowiska?

A to inwencja scenarzysty. Do końca nie byliśmy pewni, czy to się uda. Ale jak widać, udało nam się obudzić w sobie prawdziwych wikingów.

Podczas pracy nad kolejnymi albumami "Thorgala" Grzegorz Rosiński chętnie słucha audiobooków. Czy to jakiś sposób Was tremowało, czy wręcz przeciwnie?

To duża odpowiedzialność, którą czuliśmy od początku aż do momentu, kiedy zadzwonił Piotr i powiedział, że Tata słuchał i mu się podobało. Dopiero wtedy napięcie opadło.

Rosiński namalował specjalnie na potrzeby Waszego słuchowiska obraz, który widać na okładce. Jak udało się go do tego namówić?

A tę przyjemność scedowałem na Piotra Rosińskiego. Nie wiem, jakich użył argumentów, ale mu się udało. I chyba Panu Grzegorzowi też się to spodobało, bo przymierzamy się już do kolejnej okładki.

Jakie są plany Sound Tropez związane z dalszymi albumami "Thorgala"?

Bardzo konkretne. Sześć słuchowisk, na podstawie pierwszych czternastu albumów komiksu. Czyli mamy pracy na najbliższe trzy lata. Kolejne słuchowisko powinno ukazać się jesienią. Staramy się zdążyć z premierą na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi.

Co z "Rajską grotą", która dopełnia pierwszy album komiksowej serii, a nie znalazła się na pierwszej płycie z Waszym słuchowiskiem?

Chcemy ją zrealizować, choć nie wiemy jeszcze w jakiej formie zostanie wydana. Prawdopodobnie nagramy ją przy okazji nagrań do kolejnego słuchowiska, a wydana zostanie wcześniej.

Czy podobnie jak w przypadku "Żywych trupów" planujecie inne wersje językowe Waszego słuchowiska?

Zdecydowanie tak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na jesieni ukaże się wersja francuskojęzyczna.

Myślisz, że słuchowisko oparte na "Thorgalu" może być taką jaskółką sygnalizującą, że niebawem Thorgal pojawi się na małym lub dużym ekranie?

Bardzo bym chciał. Uważam, że ta historia zasługuje na dobrą ekranizację.

Dziękuję.

To ja dziękuję. I pozdrawiam wszystkich fanów "Thorgala" w Polsce.

sobota, 3 maja 2014

Konkurs "Thorgal" - słuchowisko

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie, w którym wygrać można jeden egzemplarz słuchowiska adaptującego dwa pierwsze albumy serii "Thorgal". Nagrodę ufundowało studio Sound Tropez - producent i wydawca słuchowiska.

Aby spróbować szczęścia w losowaniu należy udzielić prawidłowych odpowiedzi na dwa pytania: 

W którym roku "Thorgal" pojawił się na łamach komiksowego magazynu "Tintin"?

Ile drapieżnych ptaków służyło Panu Trzech Orłów?

Zgłoszenia proszę wysyłać na adres jakubsyty@gmail.com do 9 maja włącznie, w temacie wiadomości koniecznie wpisując frazę "sound tropez". Nazwisko zwycięzcy zostanie ogłoszone dzień później.

piątek, 2 maja 2014

Wywiad z Grzegorzem Brudnikiem

Grzegorz Brudnik na co dzień pracuje jako copywriter. Właśnie skończył swoją debiutancką książkę - thriller kryminalny. Grzegorz jest również autorem scenariusza do dźwiękowej adaptacji "Thorgala", która została wyprodukowana przez studio Sound Tropez. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć na temat tego przedsięwzięcia.

Przyznaj, ile razy ponownie przeczytałeś "Zdradzoną czarodziejkę" i "Wyspę lodowych mórz", nim wziąłeś się zapisanie scenariusza na potrzeby słuchowiska?

Raz. Ale nie tylko "Zdradzoną czarodziejkę" i "Wyspę...", tylko cały cykl. Pisząc scenariusz do słuchowiska trzeba przełamać kilka barier, które stawia ograniczona forma komiksu. Przede wszystkim należy wypełnić czymś komiksowe skróty fabularne (w jednej ramce Thorgal idzie pod górę, w drugiej na nią dociera, a ja muszę napisać, co się działo, co czuł i co myślał po drodze). Trzeba zatem zadbać o to, by to, co wymyślasz nie stało w sprzeczności z tym, co nastąpi w późniejszych odsłonach oryginału. Podam Ci przykład. Jeśli piszę scenę, w której Bjoern wybucha gwałtowną nienawiścią do Thorgala, to muszę wiedzieć, z czego ona wynika. A prawdziwe światło na to rzuca dopiero czternasta w serii "Aaricia".

Towarzyszyła temu jakaś trema?

Nie. Dlaczego? Raczej duma i ogromna radość. Do takich tematów należy podchodzić z szacunkiem, ale bez strachu.

Jak to się w ogóle stało, że studio Sound Tropez powierzyło Ci to zadanie?

Bo po prostu musiało. Jeśli wierzyć w przeznaczenie, to mieliśmy tutaj próbkę jego potęgi. Pierwszy raz o słuchowisku na podstawie "Thorgala" zamarzyłem, gdy usłyszałem zrealizowaną w podobnym stylu Trylogię Husycką Sapkowskiego. Podczas jakiegoś komercyjnego projektu w Sound Tropez dostałem w prezencie "Żywe Trupy". Po przesłuchaniu napisałem do studia maila z propozycją zrobienia w ten sposób "Thorgala". I niedługo potem otrzymałem od Michała Szolca odpowiedź, że właśnie załatwili do tego prawa. Krótko mówiąc, od dawna myśleliśmy o tym samym. Napisałem krótką próbkę tekstu, Michał uznał, że jest fajna i zabraliśmy się do roboty.

Znasz książkową adaptację "Thorgala" autorstwa Amelie Sarn?

Słyszałem o niej, ale nie czytałem. Nawet chciałem ją kupić przed rozpoczęciem prac, ale potem uznałem, że wolę to zrobić po swojemu, bez sugerowania się innymi pracami o uniwersum. Znam opinię na temat tej książki, wiem, że fani Thorgala jej nie lubią, ale nie zamierzam krytykować czegoś, czego nie znam.

Książka czy słuchowisko, w obu tych przypadkach słowo musi zastąpić obraz. To możliwe?

Wszystko jest możliwe. Bardziej właściwym pytaniem jest, czy da się to zrobić dobrze. Ale wydaje mi się, że nam się udało.

Trudniej było Ci opisać słowem to, co narysował Grzegorz Rosiński, czy wzbogacić słowem to, co napisał Jean Van Hamme?

To trochę to samo, bo przecież Rosiński narysował to, co Van Hamme wymyślił. Musimy pamiętać, że praca autora to nie tylko słowa w dymkach, ale przede wszystkim cała historia. Ja nie dzieliłem tego na obraz i tekst. Mogę jednak powiedzieć, że opisywanie obrazów Rosińskiego było potężnym wyzwaniem. To jest absolutny mistrz świata, każda, nawet najmniej ważna z punktu widzenia fabuły ramka, to osobne dzieło sztuki. Cała stylistyka, jaką sobie przyjęliśmy wynika z chęci dopasowania poetyki słowa i dźwięku do poetyki obrazu.

A co sprawiło Ci największą trudność w przenoszeniu komiksu na scenariusz słuchowiska? Był może jakiś konkretny fragment?

Jest kilka takich rzeczy. Na pewno to, co już mówiłem, czyli dopasowanie narracji do poetyki wizualnej. Rozwijanie fabuły. Czasami blokowałem się na kilka godzin rozważając, czy moje pomysły mieszczą się w charakterystyce postaci. Czy w ogóle mieszczą się w charakterystyce epoki. Kartka przyjmie wszystko, ale Michał Szolc nie :) A tak na poważnie, staraliśmy się jak najwierniej odwzorować tamte realia i osadzonych w nich bohaterów. Jeśli chodzi o technikalia, w komiksach często następują przeploty miejsca akcji – jak choćby podczas sceny zaślubin Thorgala i Aaricii. Słuchowisko to medium, które bardzo źle znosi takie zabiegi. Fabuła się rozsypuje i robi się bałagan. Musiałem więc trochę poprzesuwać kolejne zdarzenia, z niektórych ramek zrezygnować i zastąpić je czym innym. Ale nie nazwałbym tego trudnością. Raczej wyzwaniem.

W moim odczuciu, Thorgal, jakiego słyszymy, dużo ironizuje. Jego rozmowy ze Slivią opierają się na przepychankach słownych. To celowy zabieg? Z czego wynikał?

Celowy i po prawdzie w pierwszej wersji był jeszcze bardziej wyraźny. Na szczęście Piotrek Rosiński czuwał i szybko postawił mnie do pionu. W moim odczuciu w pierwszych częściach Thorgal był nieco zbyt porywczy i agresywny, w stosunku do dalszych części. Chciałem tę agresję zamienić w ironię, ale to był duży błąd. Nie wolno tak ingerować w zamierzenia autora. Dlatego ostatecznie powstała wersja dużo bardziej "miękka". Tym niemniej w kolejnych albumach mamy sporo dowodów na to, że Thorgal lubi czasem poironizować. Dlatego nie chciałem do końca pozbawiać go tej cechy. Uznałem, że to jego sposób na radzenie sobie ze strachem.

Pisząc dialogi, miałeś w głowie konkretne głosy?

Tak. I żaden z nich ostatecznie nie brał udziału w nagraniu. Właściwie tylko co do narratora osiągnęliśmy z Michałem konsensus, a i to nie od razu. Ale to dobrze, bo ja się znam na pisaniu, a Michał na dźwięku, więc jego wybory były po prostu lepsze. Ja na przykład nigdy bym nie wpadł na to, że Arek Jakubik może zagrać Gandalfa. A Michał wiedział to zanim jeszcze przeczytał mój tekst. I to był strzał w dziesiątkę. Arek jest genialny.

Sposób, w jaki mówi Pan Trzech Orłów to chyba największe zaskoczenie. Miałeś na to jakiś wpływ?

Owszem. Biorę za to odpowiedzialność. Michał mi zaufał w tej kwestii, co mnie bardzo cieszy. Rozpatrując tę sprawę za pomocą logiki: wszyscy uważali Pana Trzech Orłów za mężczyznę. Dlatego, choć w komiksie nie pada na ten temat ani jedno słowo, oczywistym było, że hełm musi jakoś zmieniać głos postaci. A mając na uwadze ilość technologicznych gadżetów pojawiających się w uniwersum (jak choćby Korona Ogotaia), wykorzystanie technologii do zmienienia głosu postaci jest po prostu uzasadnione. Prócz tego uważam, że taki głos mógł Panu Trzech Orłów dodawać demoniczny charakter, dzięki czemu budził jeszcze większe przerażenie wśród Slugów.

Czy w Twoim scenariuszu znajdowały się jakieś sugestie dotyczące konkretnych dźwięków, jakie powinny towarzyszyć opisom lub dialogom?

Tak, ale tylko w przypadku, kiedy miały one znaczenie dla fabuły. Czasami dźwięk jest tłem, a czasami "gra pewną rolę". Jeżeli Thorgal reaguje na warczenie Sharna, to ja muszę w skrypcie napisać, że Sharn warczy. Poza tym zgłaszałem jakieś drobne uwagi do pojawiających się dźwięków, ale to Sound Tropez jest specjalistą od tego typu działań. Nie ja. Więc do nich należało ostateczne słowo.

Byłeś obecny przy nagraniach. Czy korygowałeś coś w międzyczasie?

Nie przy wszystkich, ale zdarzało się. Zazwyczaj zresztą nie byłem potrzebny i swoim gadaniem tylko denerwowałem resztę ekipy. Wyjątkiem było z pewnością nagranie Mirka Czyżykiewicza, z którym jednak było dużo mniej pracy, niż się spodziewaliśmy. W jego przypadku musieliśmy "na żywo" kontrolować, czy flow narratora stoi w zgodności z flow akcji. Stało. Zdajemy sobie sprawę, że narrator w "Thorgalu" brzmi zupełnie inaczej, niż w innych słuchowiskach Sound Tropez. Ale jest to zabieg celowy, bardzo dokładnie przemyślany i zrealizowany według założonego planu. Mirek jest bardem, dlatego uznaliśmy, że barwa jego głosu i także charakterystyczna maniera idealnie pasują do tak artystycznego projektu.

Jesteś zadowolony z efektu końcowego?

Zdecydowanie. Ale wiem, że kolejne odsłony będą jeszcze lepsze. Wypróbowaliśmy się wzajemnie z Michałem. Wiem, na jak wiele on mi pozwoli i zamierzam z tego skorzystać. Wyłapuję tez drobne błędy, których nie udało nam się uniknąć – głównie mnie – ale są to drobnostki, których wyeliminowanie będzie motywowane jedynie chęcią dążenia do doskonałości.

Jeśli chodzi o spójność świata stworzonego w wyobraźni Jeana Van Hamme'a, problematyczne jest to, że wersja wydarzeń przedstawiających okoliczności narodzin Thorgala przedstawiona w "Wyspie lodowych mórz" nie zgadza się z tą przedstawioną w "Gwiezdnym dziecku". Nie kusiło Cie, by jakoś spróbowac to uporządkować?

Nie wydaje mi się, bym posiadał takie prerogatywy. Jeżeli Van Hamme popełnił jakieś fabularne omyłki w swojej – było, nie było – epopei, to najwyraźniej tak musi być. Kto wie, może kiedyś powstanie cały album, który to wytłumaczy? I co byśmy wtedy zrobili? Ja ograniczyłem się jedynie do tego, by te nieścisłości ukryć za pomocą zabiegów semantycznych.

Słuchając "Thorgala" można dojść do wniosku, że jesteś dobrze obeznany z mitologią nordycką. Studiowałeś ją na potrzeby pisania scenariusza?

No cóż, nie będę ściemniać. Mitologię nordycką znałem wcześniej głównie z… "Thorgala". Przed rozpoczęciem prac nad słuchowiskiem, a także w jej trakcie przyswoiłem potężną dawkę wiedzy. Nie tylko o mitologii, ale i o geografii czy historii. Ptaki latające nad Northlandem musiały być ptakami, które faktycznie mogły się pojawiać w tamtych regionach. Tak samo roślinność, czy zjawiska społeczne. Na przykład w trakcie prac nad udźwiękawianiem drugiego albumu odrzuciliśmy jeden utwór, bo wydawał nam się nieco zbyt chrześcijański. Czyli obcy dla tamtego świata. Natomiast sama mitologia jest szalenie interesująca i bez jej znajomości nie udałoby mi się stworzyć tego scenariusza. Ona ma po prostu zbyt duży wpływ na bohaterów i wydarzenia.

Pamiętasz, jak zaczęła się Twoja przygoda z "Thorgalem"?

Bardzo dokładnie. W 1989 lub na samym początku 1990 roku ojciec kupił mi "Alinoe". Miałem wtedy osiem lat, a album był moim wielki skarbem.

Który album lubisz najbardziej?

"Władcę Gór".

Jak myślisz, co takiego było w "Thorgalu", że planowany na jedną historię komiks przerodził się w trwającą już ponad 30 lat sagę?

Nigdy nie uwierzę, że to miała być jednorazowa historia. Nawet jeśli Grzegorz Rosiński powie mi to osobiście. Ja wiem, że początkowo był to komiks w odcinkach, ale niewątpliwie już wtedy panowie wiedzieli, że tego nie można zabić po jednej przygodzie. A dlaczego Thorgal tak dobrze się sprzedał. Z jednego powodu. Bo jest piekielnie dobry.

Pracujesz już nad kolejnymi scenariuszami?

Owszem, zacząłem już pracę nad kolejnymi albumami. Mamy już również napisany "Prawie Raj", którego nie zdecydowaliśmy się włączyć do pierwszego wydawnictwa, ale o którym bynajmniej nie zapomnieliśmy. Z pewnością gdzieś się pojawi.

Dziękuję za odpowiedzi i powodzenia!

Dzięki. Pozdrawiam.