Widoczne obok zdjęcie przedstawia fragment muralu namalowanego na budynku Filii nr 18 Podgórskiej Biblioteki Publicznej, która mieści się w Krakowie przy ulicy Jana Izydora Sztaudyngera 5. Autor pozostaje nie znany, wiadomo tylko, że dzieło powstało w 2006 roku. Miejsce to znalazł i obfotografował Maciej Szatko, za co należą mu się wielkie podziękowania. Poniżej zobaczyć można mural w pełnej krasie.
środa, 7 maja 2014
wtorek, 6 maja 2014
Philippe Xavier narysował Jolana
Philippe Xavier jest francuskim ilustratorem, który obecnie pracuje nad seriami "Krucjata" i "Konkwistador" (obie rysowane do scenariuszy Jeana Dufaux). Kilka lat temu wydawnictwo Le Lombard zapytało go, czy nie chciałby wziąć udziału w projekcie "Światy Thorgala". Na rysunku obok można zobaczyć próby podejścia do postaci Jolana, jak sam autor przyznaje "starszego i bardziej... wikińskiego".
Więcej prac i projektów Philippe'a Xaviera można zobaczyć na jego blogu: http://xaveland.blogspot.com.
poniedziałek, 5 maja 2014
Wywiad z Michałem Szolcem
Michał Szolc jest dyrektorem zarządzającym studia Sound Tropez, pomysłodawcą i producentem słuchowisk opartych na trzech komiksowych seriach: "Żywe trupy", "Conan" oraz "Thorgal". Michał zgodził się porozmawiać na temat dźwiękowej adaptacji dwóch pierwszych albumów "Thorgala", której premiera miała miejsce 30 kwietnia. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć:
Thorgal Aegirsson
przemówił po polsku głosem Jacka Rozenka. Dlaczego właśnie ten
aktor wcielił się tytułową rolę w Waszym słuchowisku?
Wybór Thorgala był
jednym z najtrudniejszych, dlatego podeszliśmy do niego bardzo
poważnie. Zaprosiliśmy kilku aktorów, którzy zmierzyli się z tym
zadaniem. Jacek, oprócz tego, że jest świetnym i bardzo
doświadczonym aktorem głosowym, ma w swoim głosie szlachetność i
dumę, której szukaliśmy.
Skąd w ogóle
pomysł na realizację słuchowiska opartego na komiksie Jeana Van
Hamme'a i Grzegorza Rosińskiego?
Skoro już zajmujemy
się dźwiękowymi adaptacjami komiksów, to realizacja słuchowiska
na podstawie najpopularniejszego komiksu w naszym kraju wydaje się
czymś naturalnym. Ale oprócz tego, "Thorgal" to
oczywiście wspomnienie z dzieciństwa, dużo silniejsze niż
jakikolwiek inny komiks.
Pamiętasz jak
zaczęła się Twoja przygoda z "Thorgalem"? Mam na myśli
komiks.
Jeden z moich
starszych kolegów zbierał "Thorgale". To musiało być
gdzieś na początku lat 80-tych. Ciągle je od niego pożyczałem i
czytałem. Jego kolekcja częściej była u mnie w domu niż u niego.
A który album
"Thorgala" jest Twoim ulubionym?
Najlepiej znam te
najstarsze. Przy okazji adaptacji przeczytałem ponownie pierwszych
dziesięć i bardzo spodobał mi się "Alinoe". Chyba
dlatego, że jest tak zupełnie inny od pozostałych. No i oczywiście
"Łucznicy", ze względu na Kriss.
Jak długa była
droga od pomysłu na słuchowisko do jego realizacji?
Kilka miesięcy.
Niecałe pół roku. Dzięki wsparciu Piotra Rosińskiego, dość
łatwo udało nam się przebrnąć przez formalności związane z
pozyskaniem licencji. A to niestety zazwyczaj jest najtrudniejsza
część. Nagrania trwały kilka tygodni. Postprodukcja, czyli montaż
dialogów, dobór muzyki i udźwiękowienie poszczególnych części
- trzy miesiące.
Były jakieś
problemy ze uzyskaniem zgodny na zrobienie tego, co sobie
zaplanowaliście?
Absolutnie nie. Ale
pewnie też dlatego, że wszystkie nasze działania zmierzają do
tego, żeby dźwiękowy "Thorgal" był jak najlepszy.
Kiedy mieliście
już zielone światło, musiał powstać scenariusz, który nie tylko
oddałby klimat komiksu, ale przede wszystkim przełożył na słowo
wszystko to, co w komiksie funkcjonuje w postaci obrazu. Jak
znaleźliście scenarzystę?
Pewnie już wiesz to
do Grześka Brudnika - współpracowaliśmy wcześniej przy innych,
komercyjnych projektach. Wtedy to dowiedziałem się, że Grzesiek
jest olbrzymim fanem "Thorgala". Gdy tylko zdobyliśmy
pozwolenie na adaptację, zadzwoniłem do niego z pytaniem, czy nie
chciałby się tego podjąć. Nie zastanawiał się ani chwili. A gdy
tylko przesłał fragment tekstu stało się jasne, że to był dobry
wybór.
Audiobook opiera
się na lektorze, który swoim głosem buduje klimat czytanego
tekstu. Podobnie jest w słuchowisku, gdzie narrator pełni funkcję
przewodnika po świecie, w którym usłyszymy aktorów. Skąd pomysł,
by narratorem w "Thorgalu" został Mirosław Czyżykiewicz,
który owszem, "pracuje głosem", ale nie miał dotychczas
doświadczenia w tego typu produkcjach?
To była sugestia
Grześka Brudnika. Mirka Czyżykiewicza znałem wcześniej z
projektów muzycznych. Wiedziałem, że ma fenomenalny głos. Nie
wiedziałem natomiast, że tak świetnie poradzi sobie z narracją.
To był strzał w dziesiątkę.
Jak wyglądał
casting na aktorów?
O Thorgalu już
wiesz. Podobnie było z Aaricią - nagraliśmy kilka głosów i
wybrałem z nich Marię Niklińską. Dobór pozostałych aktorów to
moja producencka decyzja. Z większością z nich miałem już
przyjemność pracować wcześniej, choćby przy "Żywych
Trupach".
Moim zdaniem
najbardziej wyrazistą postacią w Waszym słuchowisku jest Gandalf
Szalony, któremu głosu użyczył Arkadiusz Jakubik. A Ty z kogo
jesteś najbardziej zadowolony?
Arek w roli Gandalfa
jest fenomenalny. I też mi się chyba najbardziej podoba. Choć
Wojtek Żołądkowicz w roli Wodza Slugów też jest świetny. Albo
Robert Czebotar jako bliźniacy - Olbrzym i Karzeł. Praca z takimi
aktorami to niesamowity zaszczyt i przyjemność.
Ciężko
zrealizować słuchowisko bez dobrej muzyki. W "Thorgalu"
zagrała Wardruna, folkowy zespół ze Skandynawii. Skąd pomysł na
nich i jak udało Wam się ich przekonać do wzięcia udziału w tym
przedsięwzięciu?
Wardrunę podsunął
Grzesiek Brudnik, który całkiem nieźle orientuje się w muzyce
skandynawskiej czy farerskiej. Skontaktowałem się z założycielem
Wardruny, Einarem Selvikiem i opisałem mu projekt. Uznał, że
pomysł mu się podoba i to wystarczyło. A dalej to już proza życia
- manager, umowa etc.
Lubicie bawić
się w udźwiękawianie swoich słuchowisk w oryginalny sposób,
ponieważ nie tylko kupujecie, ale również sami tworzycie sample
muzyczne, imitujące różne odgłosy. Na przykład, aby nagrać
odgłosy z otwierającej sceny "Zdradzonej czarodziejki"
wchodziliście do Jeziorka Czerniakowskiego, dodajmy, że przy
temperaturze -7 stopni Celcjusza. Co jeszcze oryginalnego zrobiliście
udźwiękawiając "Thorgala"?
Biegaliśmy po
ogrodzie zimą, żeby mieć oryginalne odgłosy chodzenia po śniegu.
No i oczywiście warzywno-owocowa masakra, której efekty słychać,
gdy orły rozrywają ciało jednego z bohaterów, czy podczas starcia
z Baaldami.
Jakie
doświadczenia z produkcji "Żywych Trupów" oraz "Conana"
przydały się w realizacji "Thorgala"?
Oj całe mnóstwo.
Każde kolejne słuchowisko sprawia, że jesteśmy lepsi, sprawniejsi
i bardziej wydajni. Zarówno, jeśli chodzi o pracę z aktorami, jak
i postprodukcję nagranego materiału.
Największym
zaskoczeniem był dla mnie głos Pana Trzech Orłów. Z początku
mnie zdziwił, ale koniec końców uważam zastosowany zabieg z
modulacją głosu za bardzo udany. Jak wpadliście na ten pomysł?
To był bodaj
najtrudniejszy element pracy nad całym słuchowiskiem. Czytając
komiks, nikt nie zastanawia się przecież, jakim głosem mówi Pan
Trzech Orłów. A on (a w zasadzie ona) nie może mówić normalnym,
ludzkim głosem. Jego finalne brzmienie to efekt wielu prób i
podejść.
Chyba przyznasz,
że realizacja słuchowiska to nie tylko godziny mozolnej pracy, ale
również dobra zabawa. Możesz zdradzić jakieś zabawne momenty z
realizacji "Thorgala"?
Płakaliśmy ze
śmiechu przy nagraniach Karła z Robertem Czebotarem. Fajnie
wspominam nagrania w Jeziorku Czerniakowskim. Choć wtedy nie było
nam tak bardzo do śmiechu. No i oczywiście nagranie szanty...
Szanta, którą
można usłyszeć w epilogu, to wesoły dodatek do całości. Skąd
pomysł na ten element słuchowiska?
A to inwencja
scenarzysty. Do końca nie byliśmy pewni, czy to się uda. Ale jak
widać, udało nam się obudzić w sobie prawdziwych wikingów.
Podczas pracy nad
kolejnymi albumami "Thorgala" Grzegorz Rosiński chętnie
słucha audiobooków. Czy to jakiś sposób Was tremowało, czy wręcz
przeciwnie?
To duża
odpowiedzialność, którą czuliśmy od początku aż do momentu,
kiedy zadzwonił Piotr i powiedział, że Tata słuchał i mu się
podobało. Dopiero wtedy napięcie opadło.
Rosiński
namalował specjalnie na potrzeby Waszego słuchowiska obraz, który
widać na okładce. Jak udało się go do tego namówić?
A tę przyjemność
scedowałem na Piotra Rosińskiego. Nie wiem, jakich użył
argumentów, ale mu się udało. I chyba Panu Grzegorzowi też się
to spodobało, bo przymierzamy się już do kolejnej okładki.
Jakie są plany
Sound Tropez związane z dalszymi albumami "Thorgala"?
Bardzo konkretne.
Sześć słuchowisk, na podstawie pierwszych czternastu albumów
komiksu. Czyli mamy pracy na najbliższe trzy lata. Kolejne
słuchowisko powinno ukazać się jesienią. Staramy się zdążyć z
premierą na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi.
Co z "Rajską
grotą", która dopełnia pierwszy album komiksowej serii, a nie
znalazła się na pierwszej płycie z Waszym słuchowiskiem?
Chcemy ją
zrealizować, choć nie wiemy jeszcze w jakiej formie zostanie
wydana. Prawdopodobnie nagramy ją przy okazji nagrań do kolejnego
słuchowiska, a wydana zostanie wcześniej.
Czy podobnie jak
w przypadku "Żywych trupów" planujecie inne wersje
językowe Waszego słuchowiska?
Zdecydowanie tak.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na jesieni ukaże się
wersja francuskojęzyczna.
Myślisz, że
słuchowisko oparte na "Thorgalu" może być taką jaskółką
sygnalizującą, że niebawem Thorgal pojawi się na małym lub dużym
ekranie?
Bardzo bym chciał.
Uważam, że ta historia zasługuje na dobrą ekranizację.
Dziękuję.
To ja dziękuję. I
pozdrawiam wszystkich fanów "Thorgala" w Polsce.
sobota, 3 maja 2014
Konkurs "Thorgal" - słuchowisko
Zapraszam
do wzięcia udziału w konkursie, w którym wygrać można jeden
egzemplarz słuchowiska adaptującego dwa pierwsze albumy serii "Thorgal". Nagrodę ufundowało studio Sound Tropez - producent i wydawca słuchowiska.
Aby spróbować szczęścia w losowaniu należy udzielić prawidłowych odpowiedzi na dwa pytania:
W którym roku "Thorgal" pojawił się na łamach komiksowego magazynu "Tintin"?
Ile drapieżnych ptaków służyło Panu Trzech Orłów?
Zgłoszenia proszę wysyłać na adres jakubsyty@gmail.com
do 9 maja włącznie, w temacie wiadomości koniecznie wpisując frazę
"sound tropez". Nazwisko zwycięzcy zostanie ogłoszone dzień
później.
piątek, 2 maja 2014
Wywiad z Grzegorzem Brudnikiem
Grzegorz Brudnik na co dzień pracuje jako copywriter. Właśnie
skończył swoją debiutancką książkę - thriller kryminalny. Grzegorz jest również autorem scenariusza do dźwiękowej adaptacji "Thorgala", która została wyprodukowana przez studio Sound Tropez. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć na temat tego przedsięwzięcia.
Przyznaj,
ile razy ponownie przeczytałeś "Zdradzoną czarodziejkę"
i "Wyspę lodowych mórz", nim wziąłeś się zapisanie
scenariusza na potrzeby słuchowiska?
Raz. Ale nie
tylko "Zdradzoną czarodziejkę" i "Wyspę...",
tylko cały cykl. Pisząc scenariusz do słuchowiska trzeba przełamać
kilka barier, które stawia ograniczona forma komiksu. Przede
wszystkim należy wypełnić czymś komiksowe skróty fabularne (w
jednej ramce Thorgal idzie pod górę, w drugiej na nią dociera, a
ja muszę napisać, co się działo, co czuł i co myślał po
drodze). Trzeba zatem zadbać o to, by to, co wymyślasz nie stało w
sprzeczności z tym, co nastąpi w późniejszych odsłonach
oryginału. Podam Ci przykład. Jeśli piszę scenę, w której
Bjoern wybucha gwałtowną nienawiścią do Thorgala, to muszę
wiedzieć, z czego ona wynika. A prawdziwe światło na to rzuca
dopiero czternasta w serii "Aaricia".
Towarzyszyła
temu jakaś trema?
Nie.
Dlaczego? Raczej duma i ogromna radość. Do takich tematów należy
podchodzić z szacunkiem, ale bez strachu.
Jak to
się w ogóle stało, że studio Sound Tropez powierzyło Ci to
zadanie?
Bo po prostu
musiało. Jeśli wierzyć w przeznaczenie, to mieliśmy tutaj próbkę
jego potęgi. Pierwszy raz o słuchowisku na podstawie "Thorgala"
zamarzyłem, gdy usłyszałem zrealizowaną w podobnym stylu Trylogię
Husycką Sapkowskiego. Podczas jakiegoś komercyjnego projektu w
Sound Tropez dostałem w prezencie "Żywe Trupy". Po
przesłuchaniu napisałem do studia maila z propozycją zrobienia w
ten sposób "Thorgala". I niedługo potem otrzymałem od
Michała Szolca odpowiedź, że właśnie załatwili do tego prawa.
Krótko mówiąc, od dawna myśleliśmy o tym samym. Napisałem
krótką próbkę tekstu, Michał uznał, że jest fajna i zabraliśmy
się do roboty.
Znasz
książkową adaptację "Thorgala" autorstwa Amelie Sarn?
Słyszałem
o niej, ale nie czytałem. Nawet chciałem ją kupić przed
rozpoczęciem prac, ale potem uznałem, że wolę to zrobić po
swojemu, bez sugerowania się innymi pracami o uniwersum. Znam opinię
na temat tej książki, wiem, że fani Thorgala jej nie lubią, ale
nie zamierzam krytykować czegoś, czego nie znam.
Książka
czy słuchowisko, w obu tych przypadkach słowo musi zastąpić
obraz. To możliwe?
Wszystko
jest możliwe. Bardziej właściwym pytaniem jest, czy da się to
zrobić dobrze. Ale wydaje mi się, że nam się udało.
Trudniej
było Ci opisać słowem to, co narysował Grzegorz Rosiński, czy
wzbogacić słowem to, co napisał Jean Van Hamme?
To trochę
to samo, bo przecież Rosiński narysował to, co Van Hamme wymyślił.
Musimy pamiętać, że praca autora to nie tylko słowa w dymkach,
ale przede wszystkim cała historia. Ja nie dzieliłem tego na obraz
i tekst. Mogę jednak powiedzieć, że opisywanie obrazów
Rosińskiego było potężnym wyzwaniem. To jest absolutny mistrz
świata, każda, nawet najmniej ważna z punktu widzenia fabuły
ramka, to osobne dzieło sztuki. Cała stylistyka, jaką sobie
przyjęliśmy wynika z chęci dopasowania poetyki słowa i dźwięku
do poetyki obrazu.
A co
sprawiło Ci największą trudność w przenoszeniu komiksu na
scenariusz słuchowiska? Był może jakiś konkretny fragment?
Jest kilka
takich rzeczy. Na pewno to, co już mówiłem, czyli dopasowanie
narracji do poetyki wizualnej. Rozwijanie fabuły. Czasami blokowałem
się na kilka godzin rozważając, czy moje pomysły mieszczą się w
charakterystyce postaci. Czy w ogóle mieszczą się w
charakterystyce epoki. Kartka przyjmie wszystko, ale Michał Szolc
nie :) A tak na poważnie, staraliśmy się jak najwierniej
odwzorować tamte realia i osadzonych w nich bohaterów. Jeśli
chodzi o technikalia, w komiksach często następują przeploty
miejsca akcji – jak choćby podczas sceny zaślubin Thorgala i
Aaricii. Słuchowisko to medium, które bardzo źle znosi takie
zabiegi. Fabuła się rozsypuje i robi się bałagan. Musiałem więc
trochę poprzesuwać kolejne zdarzenia, z niektórych ramek
zrezygnować i zastąpić je czym innym. Ale nie nazwałbym tego
trudnością. Raczej wyzwaniem.
W moim
odczuciu, Thorgal, jakiego słyszymy, dużo ironizuje. Jego rozmowy
ze Slivią opierają się na przepychankach słownych. To celowy
zabieg? Z czego wynikał?
Celowy i po
prawdzie w pierwszej wersji był jeszcze bardziej wyraźny. Na
szczęście Piotrek Rosiński czuwał i szybko postawił mnie do
pionu. W moim odczuciu w pierwszych częściach Thorgal był nieco
zbyt porywczy i agresywny, w stosunku do dalszych części. Chciałem
tę agresję zamienić w ironię, ale to był duży błąd. Nie wolno
tak ingerować w zamierzenia autora. Dlatego ostatecznie powstała
wersja dużo bardziej "miękka". Tym niemniej w kolejnych
albumach mamy sporo dowodów na to, że Thorgal lubi czasem
poironizować. Dlatego nie chciałem do końca pozbawiać go tej
cechy. Uznałem, że to jego sposób na radzenie sobie ze strachem.
Pisząc
dialogi, miałeś w głowie konkretne głosy?
Tak. I żaden
z nich ostatecznie nie brał udziału w nagraniu. Właściwie tylko
co do narratora osiągnęliśmy z Michałem konsensus, a i to nie od
razu. Ale to dobrze, bo ja się znam na pisaniu, a Michał na
dźwięku, więc jego wybory były po prostu lepsze. Ja na przykład
nigdy bym nie wpadł na to, że Arek Jakubik może zagrać Gandalfa.
A Michał wiedział to zanim jeszcze przeczytał mój tekst. I to był
strzał w dziesiątkę. Arek jest genialny.
Sposób,
w jaki mówi Pan Trzech Orłów to chyba największe zaskoczenie.
Miałeś na to jakiś wpływ?
Owszem.
Biorę za to odpowiedzialność. Michał mi zaufał w tej kwestii, co
mnie bardzo cieszy. Rozpatrując tę sprawę za pomocą logiki:
wszyscy uważali Pana Trzech Orłów za mężczyznę. Dlatego, choć
w komiksie nie pada na ten temat ani jedno słowo, oczywistym było,
że hełm musi jakoś zmieniać głos postaci. A mając na uwadze
ilość technologicznych gadżetów pojawiających się w uniwersum
(jak choćby Korona Ogotaia), wykorzystanie technologii do zmienienia
głosu postaci jest po prostu uzasadnione. Prócz tego uważam, że
taki głos mógł Panu Trzech Orłów dodawać demoniczny charakter,
dzięki czemu budził jeszcze większe przerażenie wśród Slugów.
Czy w
Twoim scenariuszu znajdowały się jakieś sugestie dotyczące
konkretnych dźwięków, jakie powinny towarzyszyć opisom lub
dialogom?
Tak, ale
tylko w przypadku, kiedy miały one znaczenie dla fabuły. Czasami
dźwięk jest tłem, a czasami "gra pewną rolę". Jeżeli
Thorgal reaguje na warczenie Sharna, to ja muszę w skrypcie napisać,
że Sharn warczy. Poza tym zgłaszałem jakieś drobne uwagi do
pojawiających się dźwięków, ale to Sound Tropez jest specjalistą
od tego typu działań. Nie ja. Więc do nich należało ostateczne
słowo.
Byłeś obecny
przy nagraniach. Czy korygowałeś coś w międzyczasie?
Nie przy
wszystkich, ale zdarzało się. Zazwyczaj zresztą nie byłem
potrzebny i swoim gadaniem tylko denerwowałem resztę ekipy.
Wyjątkiem było z pewnością nagranie Mirka Czyżykiewicza, z
którym jednak było dużo mniej pracy, niż się spodziewaliśmy. W
jego przypadku musieliśmy "na żywo" kontrolować, czy
flow narratora stoi w zgodności z flow akcji. Stało.
Zdajemy sobie sprawę, że narrator w "Thorgalu" brzmi
zupełnie inaczej, niż w innych słuchowiskach Sound Tropez. Ale
jest to zabieg celowy, bardzo dokładnie przemyślany i zrealizowany
według założonego planu. Mirek jest bardem, dlatego uznaliśmy, że
barwa jego głosu i także charakterystyczna maniera idealnie pasują
do tak artystycznego projektu.
Jesteś
zadowolony z efektu końcowego?
Zdecydowanie.
Ale wiem, że kolejne odsłony będą jeszcze lepsze. Wypróbowaliśmy
się wzajemnie z Michałem. Wiem, na jak wiele on mi pozwoli i
zamierzam z tego skorzystać. Wyłapuję tez drobne błędy, których
nie udało nam się uniknąć – głównie mnie – ale są to
drobnostki, których wyeliminowanie będzie motywowane jedynie chęcią
dążenia do doskonałości.
Jeśli
chodzi o spójność świata stworzonego w wyobraźni Jeana Van
Hamme'a, problematyczne jest to, że wersja wydarzeń
przedstawiających okoliczności narodzin Thorgala przedstawiona w
"Wyspie lodowych mórz" nie zgadza się z tą przedstawioną
w "Gwiezdnym dziecku". Nie kusiło Cie, by jakoś spróbowac
to uporządkować?
Nie wydaje
mi się, bym posiadał takie prerogatywy. Jeżeli Van Hamme popełnił
jakieś fabularne omyłki w swojej – było, nie było – epopei,
to najwyraźniej tak musi być. Kto wie, może kiedyś powstanie cały
album, który to wytłumaczy? I co byśmy wtedy zrobili? Ja
ograniczyłem się jedynie do tego, by te nieścisłości ukryć za
pomocą zabiegów semantycznych.
Słuchając
"Thorgala" można dojść do wniosku, że jesteś dobrze
obeznany z mitologią nordycką. Studiowałeś ją na potrzeby
pisania scenariusza?
No cóż,
nie będę ściemniać. Mitologię nordycką znałem wcześniej
głównie z… "Thorgala". Przed rozpoczęciem prac nad
słuchowiskiem, a także w jej trakcie przyswoiłem potężną dawkę
wiedzy. Nie tylko o mitologii, ale i o geografii czy historii. Ptaki
latające nad Northlandem musiały być ptakami, które faktycznie
mogły się pojawiać w tamtych regionach. Tak samo roślinność,
czy zjawiska społeczne. Na przykład w trakcie prac nad
udźwiękawianiem drugiego albumu odrzuciliśmy jeden utwór, bo
wydawał nam się nieco zbyt chrześcijański. Czyli obcy dla tamtego
świata. Natomiast sama mitologia jest szalenie interesująca i bez
jej znajomości nie udałoby mi się stworzyć tego scenariusza. Ona
ma po prostu zbyt duży wpływ na bohaterów i wydarzenia.
Pamiętasz,
jak zaczęła się Twoja przygoda z "Thorgalem"?
Bardzo
dokładnie. W 1989 lub na samym początku 1990 roku ojciec kupił mi
"Alinoe". Miałem wtedy osiem lat, a album był moim wielki
skarbem.
Który
album lubisz najbardziej?
"Władcę Gór".
Jak
myślisz, co takiego było w "Thorgalu", że planowany na
jedną historię komiks przerodził się w trwającą już ponad 30
lat sagę?
Nigdy nie
uwierzę, że to miała być jednorazowa historia. Nawet jeśli
Grzegorz Rosiński powie mi to osobiście. Ja wiem, że początkowo
był to komiks w odcinkach, ale niewątpliwie już wtedy panowie
wiedzieli, że tego nie można zabić po jednej przygodzie. A
dlaczego Thorgal tak dobrze się sprzedał. Z jednego powodu. Bo jest
piekielnie dobry.
Pracujesz
już nad kolejnymi scenariuszami?
Owszem,
zacząłem już pracę nad kolejnymi albumami. Mamy już również
napisany "Prawie Raj", którego nie zdecydowaliśmy się
włączyć do pierwszego wydawnictwa, ale o którym bynajmniej nie
zapomnieliśmy. Z pewnością gdzieś się pojawi.
Dziękuję
za odpowiedzi i powodzenia!
Dzięki.
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




