EPOXY

poniedziałek, 5 maja 2014

Wywiad z Michałem Szolcem

Michał Szolc jest dyrektorem zarządzającym studia Sound Tropez, pomysłodawcą i producentem słuchowisk opartych na trzech komiksowych seriach: "Żywe trupy", "Conan" oraz "Thorgal". Michał zgodził się porozmawiać na temat dźwiękowej adaptacji dwóch pierwszych albumów "Thorgala", której premiera miała miejsce 30 kwietnia. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć:

Thorgal Aegirsson przemówił po polsku głosem Jacka Rozenka. Dlaczego właśnie ten aktor wcielił się tytułową rolę w Waszym słuchowisku?

Wybór Thorgala był jednym z najtrudniejszych, dlatego podeszliśmy do niego bardzo poważnie. Zaprosiliśmy kilku aktorów, którzy zmierzyli się z tym zadaniem. Jacek, oprócz tego, że jest świetnym i bardzo doświadczonym aktorem głosowym, ma w swoim głosie szlachetność i dumę, której szukaliśmy.

Skąd w ogóle pomysł na realizację słuchowiska opartego na komiksie Jeana Van Hamme'a i Grzegorza Rosińskiego?

Skoro już zajmujemy się dźwiękowymi adaptacjami komiksów, to realizacja słuchowiska na podstawie najpopularniejszego komiksu w naszym kraju wydaje się czymś naturalnym. Ale oprócz tego, "Thorgal" to oczywiście wspomnienie z dzieciństwa, dużo silniejsze niż jakikolwiek inny komiks.

Pamiętasz jak zaczęła się Twoja przygoda z "Thorgalem"? Mam na myśli komiks.

Jeden z moich starszych kolegów zbierał "Thorgale". To musiało być gdzieś na początku lat 80-tych. Ciągle je od niego pożyczałem i czytałem. Jego kolekcja częściej była u mnie w domu niż u niego.

A który album "Thorgala" jest Twoim ulubionym?

Najlepiej znam te najstarsze. Przy okazji adaptacji przeczytałem ponownie pierwszych dziesięć i bardzo spodobał mi się "Alinoe". Chyba dlatego, że jest tak zupełnie inny od pozostałych. No i oczywiście "Łucznicy", ze względu na Kriss.

Jak długa była droga od pomysłu na słuchowisko do jego realizacji?

Kilka miesięcy. Niecałe pół roku. Dzięki wsparciu Piotra Rosińskiego, dość łatwo udało nam się przebrnąć przez formalności związane z pozyskaniem licencji. A to niestety zazwyczaj jest najtrudniejsza część. Nagrania trwały kilka tygodni. Postprodukcja, czyli montaż dialogów, dobór muzyki i udźwiękowienie poszczególnych części - trzy miesiące.

Były jakieś problemy ze uzyskaniem zgodny na zrobienie tego, co sobie zaplanowaliście?

Absolutnie nie. Ale pewnie też dlatego, że wszystkie nasze działania zmierzają do tego, żeby dźwiękowy "Thorgal" był jak najlepszy.

Kiedy mieliście już zielone światło, musiał powstać scenariusz, który nie tylko oddałby klimat komiksu, ale przede wszystkim przełożył na słowo wszystko to, co w komiksie funkcjonuje w postaci obrazu. Jak znaleźliście scenarzystę?

Pewnie już wiesz to do Grześka Brudnika - współpracowaliśmy wcześniej przy innych, komercyjnych projektach. Wtedy to dowiedziałem się, że Grzesiek jest olbrzymim fanem "Thorgala". Gdy tylko zdobyliśmy pozwolenie na adaptację, zadzwoniłem do niego z pytaniem, czy nie chciałby się tego podjąć. Nie zastanawiał się ani chwili. A gdy tylko przesłał fragment tekstu stało się jasne, że to był dobry wybór.

Audiobook opiera się na lektorze, który swoim głosem buduje klimat czytanego tekstu. Podobnie jest w słuchowisku, gdzie narrator pełni funkcję przewodnika po świecie, w którym usłyszymy aktorów. Skąd pomysł, by narratorem w "Thorgalu" został Mirosław Czyżykiewicz, który owszem, "pracuje głosem", ale nie miał dotychczas doświadczenia w tego typu produkcjach?

To była sugestia Grześka Brudnika. Mirka Czyżykiewicza znałem wcześniej z projektów muzycznych. Wiedziałem, że ma fenomenalny głos. Nie wiedziałem natomiast, że tak świetnie poradzi sobie z narracją. To był strzał w dziesiątkę.

Jak wyglądał casting na aktorów?

O Thorgalu już wiesz. Podobnie było z Aaricią - nagraliśmy kilka głosów i wybrałem z nich Marię Niklińską. Dobór pozostałych aktorów to moja producencka decyzja. Z większością z nich miałem już przyjemność pracować wcześniej, choćby przy "Żywych Trupach".

Moim zdaniem najbardziej wyrazistą postacią w Waszym słuchowisku jest Gandalf Szalony, któremu głosu użyczył Arkadiusz Jakubik. A Ty z kogo jesteś najbardziej zadowolony?

Arek w roli Gandalfa jest fenomenalny. I też mi się chyba najbardziej podoba. Choć Wojtek Żołądkowicz w roli Wodza Slugów też jest świetny. Albo Robert Czebotar jako bliźniacy - Olbrzym i Karzeł. Praca z takimi aktorami to niesamowity zaszczyt i przyjemność.

Ciężko zrealizować słuchowisko bez dobrej muzyki. W "Thorgalu" zagrała Wardruna, folkowy zespół ze Skandynawii. Skąd pomysł na nich i jak udało Wam się ich przekonać do wzięcia udziału w tym przedsięwzięciu?

Wardrunę podsunął Grzesiek Brudnik, który całkiem nieźle orientuje się w muzyce skandynawskiej czy farerskiej. Skontaktowałem się z założycielem Wardruny, Einarem Selvikiem i opisałem mu projekt. Uznał, że pomysł mu się podoba i to wystarczyło. A dalej to już proza życia - manager, umowa etc.

Lubicie bawić się w udźwiękawianie swoich słuchowisk w oryginalny sposób, ponieważ nie tylko kupujecie, ale również sami tworzycie sample muzyczne, imitujące różne odgłosy. Na przykład, aby nagrać odgłosy z otwierającej sceny "Zdradzonej czarodziejki" wchodziliście do Jeziorka Czerniakowskiego, dodajmy, że przy temperaturze -7 stopni Celcjusza. Co jeszcze oryginalnego zrobiliście udźwiękawiając "Thorgala"?

Biegaliśmy po ogrodzie zimą, żeby mieć oryginalne odgłosy chodzenia po śniegu. No i oczywiście warzywno-owocowa masakra, której efekty słychać, gdy orły rozrywają ciało jednego z bohaterów, czy podczas starcia z Baaldami.

Jakie doświadczenia z produkcji "Żywych Trupów" oraz "Conana" przydały się w realizacji "Thorgala"?

Oj całe mnóstwo. Każde kolejne słuchowisko sprawia, że jesteśmy lepsi, sprawniejsi i bardziej wydajni. Zarówno, jeśli chodzi o pracę z aktorami, jak i postprodukcję nagranego materiału.

Największym zaskoczeniem był dla mnie głos Pana Trzech Orłów. Z początku mnie zdziwił, ale koniec końców uważam zastosowany zabieg z modulacją głosu za bardzo udany. Jak wpadliście na ten pomysł?

To był bodaj najtrudniejszy element pracy nad całym słuchowiskiem. Czytając komiks, nikt nie zastanawia się przecież, jakim głosem mówi Pan Trzech Orłów. A on (a w zasadzie ona) nie może mówić normalnym, ludzkim głosem. Jego finalne brzmienie to efekt wielu prób i podejść.

Chyba przyznasz, że realizacja słuchowiska to nie tylko godziny mozolnej pracy, ale również dobra zabawa. Możesz zdradzić jakieś zabawne momenty z realizacji "Thorgala"?

Płakaliśmy ze śmiechu przy nagraniach Karła z Robertem Czebotarem. Fajnie wspominam nagrania w Jeziorku Czerniakowskim. Choć wtedy nie było nam tak bardzo do śmiechu. No i oczywiście nagranie szanty...

Szanta, którą można usłyszeć w epilogu, to wesoły dodatek do całości. Skąd pomysł na ten element słuchowiska?

A to inwencja scenarzysty. Do końca nie byliśmy pewni, czy to się uda. Ale jak widać, udało nam się obudzić w sobie prawdziwych wikingów.

Podczas pracy nad kolejnymi albumami "Thorgala" Grzegorz Rosiński chętnie słucha audiobooków. Czy to jakiś sposób Was tremowało, czy wręcz przeciwnie?

To duża odpowiedzialność, którą czuliśmy od początku aż do momentu, kiedy zadzwonił Piotr i powiedział, że Tata słuchał i mu się podobało. Dopiero wtedy napięcie opadło.

Rosiński namalował specjalnie na potrzeby Waszego słuchowiska obraz, który widać na okładce. Jak udało się go do tego namówić?

A tę przyjemność scedowałem na Piotra Rosińskiego. Nie wiem, jakich użył argumentów, ale mu się udało. I chyba Panu Grzegorzowi też się to spodobało, bo przymierzamy się już do kolejnej okładki.

Jakie są plany Sound Tropez związane z dalszymi albumami "Thorgala"?

Bardzo konkretne. Sześć słuchowisk, na podstawie pierwszych czternastu albumów komiksu. Czyli mamy pracy na najbliższe trzy lata. Kolejne słuchowisko powinno ukazać się jesienią. Staramy się zdążyć z premierą na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi.

Co z "Rajską grotą", która dopełnia pierwszy album komiksowej serii, a nie znalazła się na pierwszej płycie z Waszym słuchowiskiem?

Chcemy ją zrealizować, choć nie wiemy jeszcze w jakiej formie zostanie wydana. Prawdopodobnie nagramy ją przy okazji nagrań do kolejnego słuchowiska, a wydana zostanie wcześniej.

Czy podobnie jak w przypadku "Żywych trupów" planujecie inne wersje językowe Waszego słuchowiska?

Zdecydowanie tak. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na jesieni ukaże się wersja francuskojęzyczna.

Myślisz, że słuchowisko oparte na "Thorgalu" może być taką jaskółką sygnalizującą, że niebawem Thorgal pojawi się na małym lub dużym ekranie?

Bardzo bym chciał. Uważam, że ta historia zasługuje na dobrą ekranizację.

Dziękuję.

To ja dziękuję. I pozdrawiam wszystkich fanów "Thorgala" w Polsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz