poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozmowa z Jackiem Rozenkiem

Jacek Rozenek jest aktorem telewizyjnym, filmowym, teatralnym, pracuje także przy dubbingu. Użyczył swojego głosu między innymi Geraltowi w grze "Wiedźmin". W przygotowywanej przez studio Sound Tropez dźwiękowej adaptacji komiksu "Thorgal" aktora usłyszymy w roli Thorgala Aegirssona. A oto, co udało się od niego dowiedzieć po pierwszym dniu nagrań:

Grając Thorgala mierzysz się z legendą komiksu. Jakie to uczucie?

Nadchodzącej porażki. (śmiech) Żartuję oczywiście. Wiesz co, nie zastanawiam się. Aktorzy najczęściej nie myślą o czymś takim, bo jeżeli traktują rolę jako mierzenie się z legendą, rzadko kiedy przynosi to pożądane efekty. W ogóle trzeba lubić to, co się gra i myślę, że "Thorgal" jest fajny. Jest też komiksem mojego dzieciństwa, więc bardzo się cieszę, że mogę tego Thorgala zagrać. To fantastyczne. Jest tylko jedna taka rzecz, ponieważ wielu jest miłośników "Thorgala", którzy mają – tak jak ja zresztą – wyrobione poprzez komiks pojęcie o tym, jaki on jest. A teraz to jest inne medium, więc siłą rzeczy, żeby to była najlepsza produkcja na świecie, będzie pewna grupa osób, która jest tak bardzo przyzwyczajona do komiksu, że powie: "Nie, nie ma sensu tego robić". Będzie też grupa osób, która będzie absolutnie zachwycona tym, że to jest zrobione. I zgodnie z rozkładem statystycznym Gaussa zostaje cały ten środek, około 75 procent osób, które zwrócą uwagę na jakość nagrania i wierzę głęboko, że te 75 procent powie: "O fajnie, świetnie, że to zrobiliście, naprawdę jest to dobre i ciekawe i z przyjemnością tego słuchamy". I wtedy, jeżeli tak będzie, to jakieś 85 procent do 90 będzie zadowolonych.

Powiedziałeś, że czytałeś "Thorgala" jako dziecko. Czy mógłbyś powiedzieć, które albumy są Twoimi ulubionymi?

O, tak to bym chyba nie był w stanie powiedzieć. Pamiętam, że komiksy kupowałem z wypiekami na twarzy, oczywiście w kioskach, a potem w komisach, z książkami oczywiście, w antykwariatach. To takie czasy były. Przy bazarze Różyckiego był taki mój ulubiony antykwariat z komiksami, w którym kupowałem "Thorgala", "Kajko i Kokosza", "Stawkę większą niż życie", "Janosika". Mnóstwo miałem takich swoich ulubionych komiksów, a "Thorgal" był oczywiście wyjątkowy. Drugi antykwariat był na ulicy Kijowskiej, jeśli dobrze pamiętam. Ale najbardziej pamiętam ten przy bazarze Różyckiego, tego pana w fartuchu, który jeszcze jak wchodziłem, to już wiedział, co chcę. A chodziłem tam dosyć często i polowałem na te swoje komiksy, więc on mnie znał i je dla mnie przygotowywał. Ale zmierzam do tego, że mając tę górę zeszytów "Thorgala" – no może nie aż tak wielką górę, ale jednak – czytałem je na okrągło, więc trudno powiedzieć, który jest mój ulubiony. Podobnie, jakbym miał powiedzieć, który zeszyt "Stawki większej niż życie" albo "Janosika", to też bym nie mógł się zdecydować. Mam obrazy przed oczami.

A teraz czytasz komiksy?

Nie, teraz już nie. Teraz to jest taki trochę sentymentalny powrót do "Thorgala". I zaciekawiło mnie to po raz kolejny. Więc wrócę, odświeżę sobie, zobaczę, co się obecnie dzieje na rynku komiksowym, w którym kierunku to idzie.

Po "Żywych trupach", w których grasz głównego bohatera, "Thorgal" jest kolejnym komiksem przekładanym na słuchowisko. Można powiedzieć, że to jest zupełne novum. Jak Ty na to patrzysz jako aktor, który pracuje głosem i który udzielał swojego głosu w licznych produkcjach.

Ja w ogóle patrzę na ten zawód dosyć kreatywnie. Tak mi się wydaje. Także nie tylko dobrze patrzę na to, że robimy komiksy, ale mamy z Michałem Szolcem inne plany, które są jeszcze bardziej odjechane. Nie tylko komiks można zrobić dźwiękowo. Jeśli chodzi o sferę dźwięku, jestem z nią bardzo blisko od samego początku, od akademii teatralnej. Pracowałem bardzo dużo w radio, nagrywałem, reżyserowałem radio, w dubbingu też reżyserowałem bardzo dużo, więc cały czas byłem blisko tego i ciągle szukałem nowych form wyrazu. Uważam, że technicznie jesteśmy teraz do tego gotowi i można zrobić dużo naprawdę ciekawych rzeczy z różnych mediów, a radio ma jedną wielką może nie przewagę, ale zaletę, mianowicie ogromną przestrzeń dla wyobraźni widza, czego nie daje kino. Kino ma inne zalety. I w połączeniu z aktorami, z wrażliwością aktorów i ciekawą literaturą, komiksową również, poszerza bardzo tę wyobraźnię. To jest po prostu ciekawe przeżycie dla tych ludzi, którzy lubią słuchać. Bo nie wszyscy lubią słuchać. Niektórzy są wzrokowcami i niespecjalnie lubią powieści czy słuchowiska. Ale ja lubię. Bardzo lubię. Dlatego też gram dużo.

Czy jakoś specjalnie przygotowywałeś się do roli Thorgala?

Oczywiście. Wchodziłem do zamarzniętego jeziora, zakładałem kajdanki, próbowałem się z nich wyrwać, biłem się z wilkami i tak dalej... (uśmiech) Wiesz co, przeczytałem przede wszystkim po raz kolejny "Thorgala", przeczytałem dialogi, które już wcześniej były przygotowane, no i jeżdżąc myślałem, zastanawiałem się, jak do tego w ogóle podejść. A oprócz tego lata pracy aktorskiej, która jest taką trochę gimnastyką.

Jak Twoje wrażenia po pierwszym dniu nagrań?

Bardzo jestem ciekaw efektu końcowego. Zobaczymy, jak to wszystko będzie wyglądało, bo widzisz, jak się przygotowuje do roli, w filmie na przykład, no to przygotowując się do "Thorgala" można by było pójść na siłownię, ćwiczyć. Masz wtedy czas, widzisz te efekty. A tutaj nic takiego nie wyćwiczysz. Tu stajesz przed mikrofonem i jest wyłącznie tekst i twoja wyobraźnia. Więc w tym sensie tu potrzeba dużo treningu, takiego technicznego, przez lata, który potem się kumuluje w doświadczeniu i takiej intuicji, czy pójść w tą, czy w inną stronę. A o efektach dowiemy się dopiero potem. Ludzie ocenią, czy to jest fajne, czy nie.

Jak grało Ci się z Marysią i Sonią? 

Bardzo dobrze. To świetne aktorki, więc dobrze się gra. Przyjemne jest czytać w takim towarzystwie.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Ja również.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz