EPOXY

sobota, 17 września 2011

Wywiad z Giulio de Vitą

Giulio de Vita to włoski grafik. Na rynku franko-belgijskim znany jest między innymi z takich serii jak "James Healer" (rysowanej do scenariusza Yvesa Swolfsa) czy "Wisher" (rysowanej do scenariusza Sébastiena Latoura). Giulio jest również autorem ilustracji cyklu "Kriss de Valnor" pisanego przez Yvesa Sentego, którego pierwsza część "Nie zapominam nigdy!" miała premierę niemalże rok temu. Aby lepiej poznać twórczość autora warto zajrzeć na jego stronę znajdującą się pod adresem: www.giuliodevita.it. A oto co udało się dowiedzieć od Giulio na temat jego wspomnień z lektury "Thorgala" i wrażeń związanych z dołączeniem do ekipy rozbudowującej to uniwersum:

Czy "Thorgal" jest popularny we Włoszech?

Nie tak bardzo jak we Francji i w Polsce, ale jest dobrze znany.

Czytałeś "Thorgala" jako dziecko czy spotkałeś się z tym tytułem dopiero jako artysta funkcjonujący na rynku franko-belgijskim?

W latach 80. we Włoszech ukazywał się magazyn, który publikował "Thorgala" i naprawdę lubiłem ten komiks, nawet jeśli nie przeczytałem wszystkich odcinków. W każdym razie artystyczne dokonania Rosińskiego bardzo na mnie wypłynęły i sprawiły, że zostałem rysownikiem operującym realistyczną kreską. Kiedy w 2000 roku zacząłem  tworzyć na rynek francuski zdałem sobie sprawę z tego, jak duży jest sukces "Thorgala". Później, gdy Le Lombard zaproponował mi pracę nad thorgalowym uniwersum, byłem bardzo zadowolony i przestudiowałem wnikliwie całą serię.

Który album "Thorgala" przeczytałeś jako pierwszy i jakie były wówczas Twoje wrażenia – szczególnie te artystyczne?

Nie pamiętam. Ale mogę powiedzieć, że jako pierwszych przestudiowałem "Łuczników", gdzie Kriss de Valnor pojawia się po raz pierwszy... I ten odcinek "Thorgala" jest głęboko powiązany z komiksami, które rysuję. Prawdę powiedziawszy, w rysowanych przeze mnie albumach znajdują się kadry ukazujące na nowo pewne konkretne momenty z "Łuczników".


Jak to się stało, że zostałeś artystą pracującym nad "Kriss de Valnor"?

Od czasu mojego debiutu na rynku franko-belgijskim w Soleil i sukcesie "Dekalogu" w  Glènat, zawsze pracowałem dla Le Lombard, gdzie doświadczam profesjonalizmu w podejściu do pracy i wielu ludzkich uczuć. Dla Le Lombard stworzyłem serie "James Healer" oraz "Wisher". Mimo wszystko powszechnie uważano, że nie zostałem tak naprawdę doceniony jeśli chodzi o wyniki sprzedaży tych komiksów, nawet jeśli były to dobre wyniki. Właśnie dlatego wydawca zaproponował mi udział w projekcie, o którym mowa. Zawsze uwielbiałem Rosińskiego i potrzebowałem wyzwania, aby przetestować swój talent. Byłem bardzo szczęśliwy móc zaakceptować tę propozycję i pracować z najlepszą ekipą profesjonalistów i artystów, jak również sprawdzić, czy jestem na tym samym poziomie co oni czy też nie.


Co myślisz o pomyśle eksploracji uniwersum "Thorgala"? Mam na myśli tworzenie serii pobocznych?

To zależy od tego, jak mają się sprawy. Jeśli mamy do czynienia jedynie z chęcią "wyciskania cytryny", wtedy mi się takie coś nie podoba, ale w tym przypadku chodzi o chęć powiedzenia czytelnikom tych wszystkich rzeczy, na które oryginalni autorzy nie mieli czasu. Grzegorz i Yves sprawują dużą artystyczną kontrolę, aby utrzymać pierwotnego ducha "Thorgala". Cieszę się, że jestem częścią tego projektu, ponieważ jest to wciąż autentyczne i szczere, nawet jeśli jest to bestseller i stoi za tym duży biznes.

Do jakiego stopnia chciałeś naśladować styl Grzegorza Rosińskiego rysując "Kriss de Valnor"?  Czy było to w jakimś stopniu sprowokowane, żeby Twoje rysunki były podobne do tego, co czytelnik zna z pierwotnej serii?

Nie powiedziałbym, że naśladuję Grzegorza. Przez miesiąc studiowałem postaci, dekoracje, itp. Ale sam Grzegorz powiedział mi, abym był sobą. Oczywiście jestem wielkim fanem jego pracy,  pozostaję pod jego wpływem, ale byłem bardzo szczęśliwy czytając krytyków, którzy zauważyli i docenili to, ze nie kopiowałem "Thorgala", lecz przetworzyłem go, podchodząc do serii z szacunkiem, a jednocześnie dodając coś oryginalnego. W każdym bądź razie nigdy nie zaakceptuję bycia klonem, mam za sobą dwudziestopięcioletnią karierę, mam swoją własną artystyczną osobowość i godność.

Dlaczego to nie Ty zająłeś się kolorami w "Kriss de Valnor"?

Aby zachować konkretny przekaz ciągłości z oryginalną seria podjęliśmy kilka decyzji: 1) zachowujemy to same logo; 2) autorem okładek zawsze będzie Rosiński; 3) kolorystą będzie osoba, która nakładała w "Thorgalu" nim Rosiński zmienił styl na malarski.

Jak podobają Ci się kolory Grazy na Twoich szkicach?

Bardzo. I myślę, że jej praca jest nieodzowna, by utrzymać atmosferę oryginalnej serii.

Czego czytelnik może spodziewać się po drugiej części "Kriss de Valnor"?

Czytelnik pozna dorastającą Kriss, rozkwitającą w seksownego vampa, jakiego wszyscy znamy. Rozwiniętych zostanie kilka wątków z przeszłości bohaterki, ale przede wszystkim będzie to początek dla jej nowych przygód.


Czy pewnego dnia chciałbyś odwiedzić Polskę i rozdać parę autografów?

Będę bardzo szczęśliwy móc odwiedzić wasz piękny kraj i spotkać polskich czytelników. Wiem, że są nadzwyczajny! Do zobaczenia!

2 komentarze:

  1. Fajny wywiadzik-perełka:-) Mógłby przyjechać na MFK. Lubię go za te deszczowe sceny, kiedy to młoda Kriss wchodzi do zamku tej długonosej dziwki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Popieram. Bardzo fajny wywiad. Uwielbiam czytac rozmowy z artystami, szczegolnie jesli chetnie odpowiadaja na dobrze dobrane pytania. Takze mila niespodzianka :)
    Szykujesz dalsze?

    OdpowiedzUsuń