EPOXY

piątek, 22 lutego 2013

Recenzja albumu "Golias: Le roi perdu"

Gdyby wydawnictwo Le Lombard nie zdecydowało się porzucić projektu one-shotów osadzonych w uniwersum "Thorgala", w zamyśle poświęconych postaciom drugoplanowym pojawiającym się na planszach serii, "Golias" nigdy by nie powstał, a scenarzysta Serge Le Tendre i rysownik Jérôme Lereculey byli autorami spin-offu poświęconego zaciekłej rywalizacji o tron królestwa Brek Zarith pomiędzy Galathornem i Shardarem Mocarnym – obaj mieli znaczący wpływ na losy Thorgala Aegirssona i jego rodziny. Tak się nie stało, a komiks będący efektem ubocznym pracy nad wspomnianym przedsięwzięciem raczej nie porywa.

Akcja pierwszego albumu "Goliasa" rozgrywa się w antycznej Grecji na wyspie Ankinoe. Dzięki cudownemu eliksirowi od nubijskiego maga, królowi Farsalowi wreszcie udaje się doczekać potomka, który w przyszłości ma zasiąść na tronie. Nie jest to w smak marzącemu o objęciu władzy królewskiemu bratu, Polynosowi, w wyniku knowań którego władca zapada na ciężką chorobę. Ocalić może go jedynie magiczny kwiat z równie magicznego drzewa rosnącego w odległej krainie. Zdobycia lekarstwa podejmuje się młody książę Golias, ale jego wuj zrobi wszystko, by pokrzyżować plany młokosa.

Znany z kultowego cyklu "W poszukiwaniu Ptaka Czasu" Serge Le Tendre nieśpiesznie prowadzi akcję komiksu. Najpierw stara się zarysować najważniejsze postaci, splatając ze sobą ich losy – począwszy od szczeniackich zabaw Goliasa i jego konfliktu z kuzynem Varonem, na spiskach Polynosa skończywszy – wreszcie konstruując podwaliny pod wyprawę, której podejmie się tytułowy bohater, co ma być chyba najistotniejszym elementem planowanej wstępnie na trzy albumy serii. Motywacje bohaterów nie zawsze jednak wydają mi się wiarygodne, nie czuję też dramaturgii przedstawionych wydarzeń. Moim zdaniem, jest to warsztatowo dobra, ale tak naprawdę przeciętna historia, której potencjał (kryjący się za podróżą w nieznane i przypuszczalnie niesamowitych przygodach biorących w niej udział bohaterów) prawdopodobnie będzie można zauważyć dopiero w drugim albumie, jeśli w ogóle.

Szukając w "Goliasie" nawiązań do świata "Thorgala", najbardziej oczywista jest haniebna wręcz próba przejęcia tronu królestwa Ankinoe przez Polynosa, będącego tutaj odpowiednikiem Shardara Mocarnego, podłego człowieka, który nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój cel. Jego syn Varon poniekąd przypomina Veronara, zidiociałego i zniewieściałego fanfarona. Wreszcie Golias to niemal wykapany Galathorn, w wyniku machinacji wuja zmuszony do ucieczki z rodzinnej wyspy. I podobnie jak Galathorn, Golias ma siostrę, o której względy zabiega natarczywy Varon. Roztaczający opiekę nad królewskim synem mag Sarham, Nubijczyk, zastępuje z kolei Wargana, parającego się magią towarzysza Galathorna. Złudzenia nie pozostawia też położenie pałacu królewskiego na Ankinoe, górującego nad zatoką, z potężnym tarasem widokowym. To w zasadzie tyle, a w dodatku wymienione podobieństwa są tak naprawdę bardzo powierzchowne. Chociażby fakt, że Polynos jest po prostu złą postacią jakich wiele, a tym samym daleko mu do Shardara Mocarnego, przedstawionego w "Thorgalu" nie tylko jako wyrachowany morderca, ale także człowiek renesansu, odkrywający naturę otaczającego go świata poprzez różnego rodzaju badania i eksperymenty, świadomy natury swoich działań tyran.

W ogóle ciekaw jestem, jak wiele elementów pierwotnego pomysłu Serge Le Tendre zmuszony był zmienić na potrzeby konstrukcji scenariusza "Goliasa", natomiast o ile łatwo dostrzegam wspomniane wyżej analogie do świata "Thorgala", nie za bardzo widzę, na czym miałby opierać się oryginalny pomysł rozwinięcia konfliktu mającego miejsce w Brek Zarith. Zostało ono też chyba niefortunnie i trochę na siłę zamienione na grecką wyspę Ankinoe. Czyżby scenarzysta aż tak bardzo chciał uciec od scenerii europejskiego średniowiecza, ewentualnych skojarzeń z "Thorgalem" i zainteresować komiksem miłośników antyku? Wcale nie tak dawno Le Tendre zrealizował dwa dyptyki osadzone w tej właśnie egzotyce – "La Gloire d’Héra" i "Tirésias" (oba narysował Christian Rossi) – więc nie rozumiem jego decyzji.

Jeśli chodzi o wizualny aspekt komiksu, mam nieodparte wrażenie, że francuski rysownik nie do końca czuje klimat antycznej Grecji, raczej umownie i trochę papierowo traktowanej chyba nawet przez samego scenarzystę. Jego rysunki wyglądają zdecydowanie lepiej w bardziej klasycznej historii fantasy pod tytułem "Wollodrin", osadzonej w typowej dla tego gatunku scenerii. Po prostu wyspa Ankinoe i jej mieszkańcy nie są w tym względzie zbyt wiarygodni. Do gustu nie przypadł mi też sam Golias, blondwłosy młodzian z szeroką szczęką. Nie jest to postać, której gotów jestem kibicować. Jérôme Lereculey reprezentuje klasyczną europejską szkołę komiksu, na rysunkach dąży do realizmu, w kilku miejscach decyduje się na ciekawe kadrowanie, umie zbudować oryginalną scenerię, potrafi też zarysować żywe emocje na twarzach bohaterów i chyba najlepiej wychodzi mi to w przypadku Polynosa, w którym rzeczywiście mogę dostrzec cechy Shardara. Niestety całości brakuje trochę wyrazu, może nawet dopracowania poszczególnych plansz. Wydaje mi się też, że kładzione przy użyciu komputera kolory, szczególnie w scenach mających miejsce w nocy, szkodzą im. Jest poprawnie, ale mnie to nie przekonuje. Nie potrafię też sobie wyobrazić miejsc i postaci znanych z plansz "Thorgala" rysowanych w ten sposób.

Trudno przewidywać, czy opowiedziane przez Le Tendre'a losy księcia Galathorna byłyby ciekawsze od losów księcia Goliasa, bo o tym, że byłyby trochę inne, jestem przekonany. Natomiast w takiej postaci bym ich „nie kupił”, dlatego trudno mi żałować niewykorzystanego potencjału rozgrywki o tron królestwa Brek Zarith. "Golias" to komiks z gatunku fantasy dla niewybrednego czytelnika, nie wzbudza we mnie większych emocji. Oczywiście, gdyby była to historia nawiązująca do "Thorgala", byłoby zgoła inaczej, ale jeśli zostałaby opowiedziana w takiej formie, miałbym wobec niej dużo zastrzeżeń.


"Golias" tom 1: "Le roi perdu"
Scenariusz: Serge Le Tendre
Rysunki: Jérôme Lereculey
Kolory: Stambecco
Wydawnictwo: Le Lombard
Data publikacji: 09.2012
Liczba stron: 46
Oprawa: twarda
Cena: 14.45€

3 komentarze:

  1. Wielka szkoda, że nie doszło do tzw "One shotów". Postać Galathorna i Shardara "zasługuje" na osobny album/2-3 albumy. Poza tym te postacie, które miały być w tej serii: Tjahzi, Alinoe i Drewniana Noga. Fajnie by było poczytać o Tjallu...czy innych postaciach: rodzicach Thorgala, Xinjinach...Fajnie by było żeby po 36 Thorgalu powstała też seria o Jolanie (6-7 Thorgali w roku-marzenie :)))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągle mnie zastanawia, dlaczego Lombard zaczął wydawać syf...

    OdpowiedzUsuń
  3. Lombardu pieniądze, niech wydaje co chce. Nie ma przymusu kupować i czytać.

    OdpowiedzUsuń