EPOXY

poniedziałek, 12 maja 2014

Wywiad z Piotrem Rosińskim

Piotr Rosiński jest dyrektorem artystycznym serii "Thorgal" i "Światów Thorgala", przedstawicielem interesów swojego ojca i jego agentem. Jak sam przyznaje, pełni taką funkcję, która "katalizuje kontakty miedzy autorami", stara się również "katalizować działania podejmowane równolegle do komiksu". Z Piotrem udało się porozmawiać przede wszystkim na temat różnych filmowych (licencjonowanych i fanowskich) projektów związanych z "Thorgalem", jak również dźwiękowej adaptacji komiksu. Oto, czego udało się od niego dowiedzieć.




Ekranizacja "Thorgala" to kwestia, która nieustannie nurtuje wielu fanów serii. Mógłbyś opowiedzieć, jak na przestrzeni minionych lat wyglądały próby przeniesienia "Thorgala" na duży i mały ekran?

Pierwszym studiem, które podjęło się tematu ekranizacji "Thorgala" było francuskie studio produkcyjne M.D.I., które chciało zrobić serial animowany. Do rozrysowania postaci zatrudniło Claire Wendling, bardzo utalentowaną rysowniczkę komiksową, która rysowała wówczas dla Delcourt serię "Les Lumieres de l'Amalou". Trwało to latami. I nic nie zrobiono. Nie widzieliśmy nawet scenariuszy. Nie wiem, może po trzech latach zobaczyliśmy taką próbę animacji ołówkiem. W każdym razie, nie było to dla nas podniecające. M.D.I. chyba zbankrutowało, padło, nie wiem, co się z nimi stało.

Później zacząłem się kontaktować z Samuelem Hadidą, producentem takich filmów jak "Pachnidło", "Czarna Dalia", "Domino", który zrobił też bardzo dużo ekranizacji gier typu "Resident Evil" czy "Silent Hill". Samuel Hadida był bardzo zainteresowany "Thorgalem", do tego stopnia, że przez kilka miesięcy nasi adwokaci spisywali kontrakt. Do podpisania tego kontraktu ze strony Samuela Hadidy nie doszło, do dzisiaj nie wiadomo, z jakich przyczyn. Wydaje mi się, że musiał mieć w tamtym momencie jakąś wtopę z jakąś produkcją i po prostu przestraszył się zbyt dużego projektu. W każdy razie było wtedy bardzo blisko. I chodziło o duży film fabularny.

Dzisiaj "Thorgal" jest w rękach domu produkcyjnego Futurikon. Przez wiele lat Futurikon wykupował i przedłużał opcje zakupu licencji, aż w końcu kupił licencję, wybierając z całego pakietu prawa do serialu animowanego dla dzieci. Tak więc od czterech lat są oni właścicielami licencji na serial animowany, ale ciągle nie widzieliśmy żadnych scenariuszy...

W 2013 roku Siostry Bui wpadły na pomysł zrobienia fanowskiego filmu o Kriss de Valnor. Jego tytuł to "Władczyni lasów". Jak wygląda sprawa z wykorzystaniem wizerunku postaci z "Thorgala" w tego typu produkcjach?

Kiedy zobaczyłem, że na Youtube pojawił się film, a właściwie trochę taki teledysk, zatytułowany "Kriss de Valnor", zdziwiłem się, że nikt się do nas w tej sprawie nie zwrócił. Niedługo potem napisał do mnie na Facebooku Bartosz Drejewicz, że Siostry Bui istnieją, że lubią "Thorgala" i że chciałyby nawiązać ze mną jakiś kontakt. Odpisałem, że oczywiście bardzo chętnie się z nimi skontaktuję, ale chciałbym zaznaczyć, że THORGAL to chroniony znak, że inni bohaterowie komiksu też są chronieni prawami autorskimi i że w zasadzie to nie można sobie tak po prostu robić tego typu rzeczy, bo się coś lubi. Aczkolwiek ja jestem ze świata, w którym takie działania podprogowe czy działania typu guerilla, czyli taka partyzantka, funkcjonują jako działania bardzo uznane. Od wielu lat jestem bardzo bliski punkrockowi i na tym się wychowałem, tak więc wszystko, co było takim DIY, alternatywnymi działaniami, marketingiem szeptanym, zawsze wydawało mi się fajne. I zauważyłem, że można nawiązać z tymi dziewczynami współpracę, ponieważ zorientowałem się, że robią bardzo piękne rzeczy, w zasadzie za zerowy budżet, z własnego kieszonkowego wykładają na robienie filmów.

Nie wyobrażałem sobie, żeby miały kupować licencję na robienie filmu. Byłoby to oczywiście niemożliwe. To znaczy w momencie, gdybyśmy przeszli na pułap oficjalny, natychmiast podciąłbym im skrzydła i byłby koniec z ich filmami. Po pierwsze biurokracja, a po drugie nie miałyby szans, żeby kupić licencję od wydawnictwa mocno pilnującego jakości. Musiałyby się wykazać możliwością międzynarodowej dystrybucji i tak dalej. Chciałem uniknąć takiej ścieżki biurokratycznej i uważałem, że więcej możemy mieć z tego pożytku, korzystając z tego, co one robią, do różnych działań, które możemy podjąć chociażby w internecie – wrzucać na strony internetowe fragmenciki ich filmików, nawet 3-4 sekundy tego, co robią, jako taką multimedialną ilustrację pewnych informacji, które wypuszczamy. Wydawało nam się, że możemy z nimi wejść w taką symbiotyczną współpracę: one nie muszą płacić, robią projekt kompletnie niekomercyjny, taki fanart, a my mamy z tego bezpośrednio korzyść.

Na zlecenie Le Lombard, Siostry Bui zrealizowały cztery spoty reklamowe aplikacji "Thorgal: Le compagnon officiel".

Tak nam się spodobało to, co one zaczęły robić, że poprosiliśmy je o zrobienie spotów promujących akurat powstający projekt multimedialny, taką encyklopedię multimedialną "Thorgala" na iPady i iPhone'y. Spisały się na medal, zrobiły wspaniałe spoty. Oczywiście to było zlecenie dla tylko ciągle dosyć skromnych działań internetowych, ale jeden z tych spotów był puszczany w telewizji belgijskiej.

Wracając jeszcze do "Władczyni lasów", widziałeś jakieś fragmenty tego, co dotychczas nakręciły Siostry Bui?

Widziałem tylko zdjęcia.

Twój tata też widział te fotosy?

Widział. Bardzo chciałby zobaczyć więcej...

Wiesz może na kiedy Siostry Bui przewidują sfinalizowanie tego projektu?

Coś mi się zdaje, że wiesz więcej ode mnie na ten temat. Ja daję się zaskoczyć. Wiem, że cały czas nad tym pracują, że wydają na ten fanowski projekt wszystkie pieniądze, które zarabiają na jakiś innych swoich projektach zawodowych. Zaprosiłem je do siebie na taki wieczór projekcji i wtedy coś zobaczę, ale na razie dziewczyny są trochę nieśmiałe i nie chcą tego pokazywać. Ja bym natychmiast chciał to wszystko zobaczyć.

Film będzie dostępny w internecie?

Siostry Bui nie mają pomysłu, gdzie to miałoby zaistnieć. Robią to dla siebie, dla przyjaciół, dla osób, które tam grają. Tylko że to, co one robią, my faktycznie wykorzystamy, zrobimy z tego jakieś DVD i będzie to puszczane z jakimiś specjalnymi edycjami "Thorgala".

Przejdźmy do innego fanowskiego filmu, który według tego, co mówią jego twórcy, powstawał trzy lata. Mam na myśli "Thorgal. Preludium". Czy autorzy kontaktowali się z Tobą w sprawie możliwości wykorzystania postaci Thorgala na potrzeby swojej produkcji?

Zaczęło się od tego, że zostały mi pokazane zdjęcia skuterów, które były zrobione na podstawie kosmicznych skuterów latających z "Thorgala". Skontaktowało się ze mną dwóch panów: Piotr Rozrażewski i Wojciech Lewandowski, którzy opowiedzieli mi, że kochają "Thorgala", że zaocznie studiowali produkcję filmową w Łodzi, że robią kamerę trójwymiarową i że bardzo by chcieli móc zrobić "Thorgala" – tak jak i zresztą miliony osób. Z tego, co zrozumiałem, miałem do czynienia z pasjonatami-amatorami, którzy chcieli zrobić film fanowski, a ja oczywiście jestem jak najbardziej za oddawaniem hołdu "Thorgalowi" i za działaniami fanowskimi. Zrozumiałem, że chodziło głównie o to, żeby się pobawić wyprodukowaną przez nich kamerą 3D i pokazywać to na jakiś zjazdach fanowskich kina trójwymiarowego, na technicznych spotkaniach, żeby się tymi obrazkami trójwymiarowymi chwalić i je omawiać.

Jak w tym przypadku wyglądała sprawa wykorzystania praw do postaci Thorgala przez autorów? W przeciwieństwie do "Władczyni lasów", "Thorgal. Preludium" jest adaptacją konkretnego fragmentu komiksu zaczerpniętego z historii "Talizman".

W tym przypadku również wydawało mi się, tak też się z nimi umawiałem, że jeśli byłyby jakieś interesujące zdjęcia, to też mógłbym je ewentualnie użyć do jakiś bonusów, działań internetowych. A ich film miał się pojawić jako projekt totalnie niekomercyjny, to znaczy YouTube i może jakieś festiwale 3D.

"Thorgal. Preludium" to projekt już zakończony i można go obejrzeć w internecie. Jak odebrałeś tę produkcję?

Kiedy film pokazał się na YouTube, dużym zaskoczeniem było dla mnie, gdy zobaczyłem wielkie podziękowania dla Piotra Rosińskiego, Grzegorza Rosińskiego, nie wiem czy i nie Jeana Van Hamme'a... My w tym projekcie w ogóle nie uczestniczyliśmy. Nie spodobało mi się opowiadanie o tym, jak niesamowicie wierny "Thorgalowi" jest ten projekt, a takie informacje można było przeczytać w przygotowanym przez nich dossier prasowym. Zacząłem się troszkę niepokoić, bo jednak jest to bardzo amatorskie działanie... Podkreślam, bardzo się cieszę, że tylu fanów kocha "Thorgala", ale przecież chodzi o to, żeby przy tego typu produkcji oczarować widza i żeby utrzymywać magię "Thorgala" jak najdłużej. Natomiast oni tak to przedstawiali, tak jakby to był oficjalny film "Thorgala", oficjalne dzieło. A my z tym nic nie mieliśmy de facto wspólnego. Z niczym w zasadzie. Poza tym, że pozwoliliśmy fanom na bawienie się kamerami, które oni wyprodukowali. Pozwoliliśmy fanom na zabawę z Thorgalem.

Przeczytałem w internecie bardzo skrajne opinie na temat tego filmu, między innymi taką, że wygląda tak, jakby powstał na kalkulatorze...

To porywanie się z motyką na słońce. Oni byli przekonani – tak mi to zresztą przedstawiali – że zrobią taki film science fiction, że zatrzęsą światem, że wszystkim berety z głowy pospadają, bo można robić takie rzeczy. Nie rozumiejąc, po co ludzie w Hollywood wydają ogromne pieniądze na tego typu produkcje.

Czy zrozumiałeś do końca ten film, tudzież etiudę filmową, bo to chyba byłoby najbardziej adekwatne określenie dla "Thorgal. Preludium"?

Nic nie zrozumiałem. Oglądałem to z takim przerażeniem, że nawet nie próbowałem zrozumieć, co tam się dzieje, bo to ani nie jest sfilmowane, ani nie jest to grane, ani nie ma scenariusza, w ogóle nie widzę, żeby tam było coś ciekawego, poza taką zabawą, jaką się robi w dzielnicowym domu kultury. Aczkolwiek widziałem naprawdę fajne rzeczy robione w dzielnicowych domach kultury. Amatorską pracę można porównywać tylko do amatorskich działań, czyli do domów kultury, do kółek filmowych i tak dalej. Ludzie często robią to, co lubią, tylko na litość boską, żeby się przy tym nie traktowali za bardzo poważnie.

Jak zareagował na ten film Twój ojciec?

Złapał się za głowę. Nie mógł uwierzyć, że można zrobić coś tak złego, że można tyle energii włożyć w coś, co może być tak złe. Nie wiedział oczywiście, ile energii zostało w to włożone, ale zobaczył, że ludzie robią coś takiego, nazywają to filmem i wyobrażają sobie, że poprzyjmują im to jakieś festiwale, no i że to już jest częścią niezależnego rynku filmowego. Nawiązując zresztą do reżysera, ten tłumaczył mi, że oni przecież chcieli zrobić film w stylu lat 70., tudzież ukłon w kierunku filmów science-fiction z lat 70. No to ja nie wiem, jakie on filmy widział w latach 70., bo ja na przykład widziałem wtedy "Gwiezdne Wojny". Nie wiem, z której strony on się im kłania.

Trochę głupio mi, że dziś, gdy dzięki YouTube jest tak łatwa dystrybucja czegokolwiek, co się wyprodukuje, są ludzie, którzy patrzą na tę amatorską produkcję i myślą: "O, «Thorgal» się robi". To nie ma nic wspólnego z robieniem filmu o Thorgalu. Jest to wyłącznie amatorski tribute, choć brzmi to dosyć pretensjonalnie i zdecydowanie nieadekwatnie do tego, co reprezentuje sobą komiks. Ja jestem zwolennikiem działań fanów, uwielbiam fanów i jest to wspaniałe, póki zostaje przedstawiane jako działania fanowskie.

Czy w związku z tym powinieneś bacznie czuwać nad każdym fanowskim projektem, na który ktoś się zdecyduje?

Jeśli mielibyśmy wkładać nos w każde fanowskie niekomercyjne działanie, to nic by nie powstawało. Młodzi, niedoświadczeni pasjonaci, nie zrobiliby nic dookoła thorgalowego, gdyby mieli to robić oficjalnymi, legalnymi drogami. Dlatego raczej wolę, żeby robili, niż nie robili. Jedyny kłopot w tym, że jedni robią rzeczy piękne, a inni robią rzeczy straszne. Ale jak się wypuściło konie, to – jak się okazuje – nie ma się już potem nad nimi wodzy.

Odchodząc od tematu fanowskich produkcji, od jakiegoś czasu produkowana przez HBO "Gra o Tron" podbija rynek na całym świecie, niemałą popularnością cieszą się również produkowani przez HISTORY "Wikingowie". Czy nie jest to dobry moment, żeby na ekranach telewizorów pojawił się również "Thorgal"? Są na to jakieś pomysły? Możesz coś na ten temat powiedzieć, czy jest to tajemnica?

Nie ma tajemnicy. O "Thorgala" biją się wszyscy producenci świata i nie wiemy tak naprawdę którego wybrać. Generalnie wszyscy chcą robić seriale telewizyjne.

Czyli jest to w zasadzie kwestia najbliższych miesięcy, kiedy zostanie podjęta jakaś decyzja...

Oczywiście, że tak. Ale nie mogę powiedzieć, kto się z kim bije i w jaki sposób. Czy zgodnie ze sztuką walki, czy wręcz przeciwnie. Ale jest ogromne zainteresowanie tym tematem. Aczkolwiek, jak to bywa w świecie realnym, od zainteresowania do materializacji długa droga. Jak już tego doświadczyliśmy na przykładach M.D.I. czy Futurikonu, czy z jeszcze innymi projektami, bo "Szninkiel" też miał być produkowany, w formie filmu animowanego – póki nie ma produkcji, nie ma filmu. W związku z tym cały czas jesteśmy zainteresowani nowymi kontaktami, dalszym zarażaniem "Thorgalem". Jeszcze tylko ze Spielbergiem nie rozmawiałem...

Jesteśmy świeżo po premierze słuchowiska opartego na dwóch pierwszych albumach "Thorgala". Wyprodukowało je polskie studio Sound Tropez. Co mógłbyś powiedzieć na jego temat?

Fenomenalne słuchowisko, bardzo mi się podobało. Bomba! To, co zrobiło studio Sound Tropez, to czysta rozkosz słuchania "Thorgala".

Jak Ci się z nimi współpracowało?

Od samego początku miałem z nimi doskonały kontakt. Podchodzili do "Thorgala" i do mojego ojca też, z ogromnym szacunkiem i z dużą ostrożnością, żeby nie zgwałcić niechcący jakiś naszych założeń czy ideałów. Ale robili to tak elegancko i tak kulturalnie, że w zasadzie miałem bardzo niewielkie zastrzeżenia do tej materii, którą obrabiali. Ja po prostu mam swoje przyzwyczajenia dotyczące słuchania książek, zazwyczaj są to długie trasy w samochodzie – chcę to robić bezrefleksyjnie i bez zaangażowania większej uwagi. Dla mnie słowo musi być bardzo klarowne.

Chciałbym też powiedzieć, że z samym Michałem Szolcem miałem doskonały kontakt. We wszystkich fazach tego projektu wysyłał mi fragmenty tekstu, albo fragmenty castingów. Cały czas miałem wrażenie, że bardzo uważnie słucha moich, a w zasadzie naszych, uwag. Tak więc współpraca z Sound Tropez była doskonała. Mam nadzieję, że projekt francuskiej wersji słuchowiska, również dojdzie do skutku. Wiem, że już zaczęli się do tego przymierzać. Mają wykupione prawa i nie mogę się doczekać, kiedy dostaniemy jakieś echa ze strony frankofońskiej, gdzie książka słuchana jest dosyć mało popularna. Wydaje mi się, że jeśli będzie to tak zrobione jak w Polsce, no to będzie bardziej słuchana.

A jak podobali Ci się aktorzy grający w słuchowisku?

Aktorzy bardzo mi się podobali. Z jackiem Rozenkiem, który jest słuchowiskowym Thorgalem, studio Sound Tropez już współpracowało, o czym ja nie wiedziałem nawet. Ja z kolei słuchałem wcześniej "Idioty" Dostojewskiego, czytanego przez Jacka Rozenka i wydawał mi się on absolutnie doskonałym aktorem słuchowiskowym. Jak dla mnie był to pierwszy typowany wybór i tak zostało. Ogromnie się cieszę. Uważam, że jest absolutnie genialny.

Ciekaw jestem, jak to będzie wyglądało wraz z dojrzewaniem aktorów. Na przykład Maria Niklińska ma młody głos, młodej Aaricii. Teraz będzie to wymagało kunsztu aktorskiego, żeby sobie głos postarzyć albo dodać mu większego doświadczenia. Myślę, że głosy aktorów będą się musiały starzeć wraz z bohaterami, którzy w ciągu tych 35 minionych lat dojrzeli, dorośli o przynajmniej 15 lat.

Rozumiem, że Twojemu ojcu też się podobało? Z tego, co wiem, słucha audiobooków w czasie pracy.

Tak. Bardzo. Był totalnie zaskoczony. Zadzwonił niedawno, że już drugi raz tego słucha i zanosi się na trzeci. Świetne, no genialne. I chciałbym zaznaczyć, że to nie jest fanart, tylko profesjonalna produkcja, z wykupioną licencją, z profesjonalnymi aktorami, zrealizowana przez profesjonalnych dźwiękowców, zaadaptowana na tekst przez profesjonalnego pisarza i wyreżyserowana przez profesjonalnego reżysera. Oczywiście jest to zrobione również przez fanów. Czyli to nie są tylko ludzie, którzy wpadli na fajny pomysł, bo gdzieś tam słyszeli, że "Thorgal" się sprzedaje, a sam Thorgal to taki trochę Conan, tylko są to ludzie, którzy doskonale znają ten temat. Wszyscy zresztą. Aktorzy, którzy w tym uczestniczyli również. Grzegorz Brudnik, który napisał scenariusz na podstawie komiksu – w zasadzie jest to książka, "Thorgal" pisany od nowa – też jest ogromnym fanem "Thorgala". Wszyscy włożyli w ten projekt część swego dzieciństwa i pasji. I wyszło – co tu dużo gadać – coś, co absolutnie przekracza nasze oczekiwania. Trudno zrobić lepsze słuchowisko.

Trzymam kciuki za Sound Tropez. Naprawdę chcą robić projekty doskonałe, nie tylko jak najlepiej potrafią, ale jak najlepiej w ogóle się da, no i z tego co widzę dotykają tylko tematów, które ich pasjonują, w związku z czym duże jest prawdopodobieństwo, że to, co zrobią, będzie doskonałe. Możliwości techniczne mają fenomenalne, to jest siedem studiów nagraniowych, ogromne doświadczenie absolutnie topowych techników. Bardzo się cieszę, że ten projekt "Thorgala" wylądował w tak dobrych rękach, równie dobrze mógł wylądować w rękach innych fanów...

Dziękuję za rozmowę.

14 komentarzy:

  1. Nie spytałeś o East cośtam Vegi. Też mieli ekranizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w kwestii pomysłu zrealizowania Thorgala przez pana Patryka Vegę to skończyło się na bardzo miłym pierwszym i ostatnim obiedzie. Nic nie wiem o tym, żeby pan Vega ten projekt miał dalej w swoich planach.

      Usuń
  2. Faktycznie, nie wyszło to w rozmowie. Ale ta informacja to była jakaś efemeryda: http://motywdrogi.pl/2010/01/13/ekranizacja-thorgala.

    OdpowiedzUsuń
  3. Film brzmi ciekawie, ale niektórzy potrafią zepsuć wszystko (np. Wiedźmina).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym jeszcze dopytal,co po 2017,które serie zostaną,jakie nowe może one-shoty...WAŻNE:)))!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dostałem przed chwilą sprostowanie smsem, w którym producent "Preludium" wyjaśnia, że to nie za pieniądze rodziców produkował tylko swoje własne. Widocznie źle zrozumiałem. Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Panie Piotrze za odpowiedz. Mam jeszcze pytanie-w 2017 mają wyjść ostatnie albumy Louve i Kriss,a co z główną serią i Młodzieńcze Lata(ile ewentualnie jest zaplanowanych albumów tej seri)'
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie podjęliśmy jeszcze decyzji dotyczących wstrzymania serii równoległych. Okazało się, że sukces tych serii jest tak duży, że raczej będziemy kontynuować. Ostatnia Louve - Crow jest od 5 tygodni na 1 miejscu sprzedaży wszystkich komiksów we Francji. Jeśli jest zapotrzebowanie na te serie i będzie się dalej podobało to co robimy to będziemy działać dalej. Seria główna też będzie kontynuowana. Non stop.

      Usuń
    2. Dzięki...kamień z serca :)))
      PS...one-shoty też będą schodzić jak świerze bułeczki (Varth i Hanee,Arghun,Slivia...itd)
      Pozdrawiam ;)))

      Usuń
  9. -Crow,faktycznie najlepsza z serii o Louve,ustępuje chyba tylko nieznacznie Trzem siostrom Minkelson jeżeli porównywać do wszystkich albumów pobocznych ze Świata Thorgala. Uczepilem się tych one-shotów bo zarówno dla mnie jak i dla wielu forumowiczów z różnych stron internetowych ten projekt cieszył się największym zainteresowaniem,prawdopodobnie związane jest to tak jak w moim przypadku z chęcią zobaczenia bohaterów,którzy byli w albumach mojej "młodości"(Tjall,Arghun,Slivia...itd).Ostatnio co chwila mamy nowości związane z Thorgalem 3-4 albumy w roku,słuchowisko,niedługo książka z pracami G.R,oby serial z prawdziwego zdarzenia...w porównaniu z latami 90 gdzie T.wychodził raz na rok i pytałem się codziennie o nowego T.to mamy teraz bajkę...ale wiadomo apetyt wzrasta w miarę jedzenia :)) pozdrawiam serdecznie,dzięki za to co jest....i proszę o więcej :))))

    OdpowiedzUsuń